Rabka

Zaraz po tym jak na fanpage zamieściłam zdjęcie z Rabki i napisałam, że Tośka ma mamę na wyłączność, dostałam wiele pytań dotyczących wyjazdu do Instytutu. Pytaliście jak można dostać się do szpitala i jak w ogóle tam jest. Zamiast odpisywać każdemu z osobna stwierdziłam, że zbiorę to w jedną całość i opisze tutaj.
Nasza Tosia i Lenka chorują na astmę i są pod stałą kontrolą pulmonologa. Zanim zostały włączone leki, chorowały na oskrzela bardzo często. Dokładnie pamiętam pierwszą zimę w żłobku, jak zaczęły chorować w listopadzie to skończyły w kwietniu. Praktycznie non stop na antybiotyku.
Dokładnie trzy lata temu na diagnostykę pojechałam z Lenką, natomiast  w tym roku przyszła kolej na Tosię.

Skierowanie do Rabki wystawiła nam nasza pani pediatra. Wystawiła go na podstawie ataków duszności, występujących podczas wysiłku fizycznego. Wystawione skierowanie wysłałam pocztą na adres instytutu w Rabce ( na odwrocie trzeba napisać swój numer telefonu). Wysłałam je w połowie grudnia i po niecałych trzech miesiącach (1 marca)  zadzwonili z instytutu, że Tosię mogą przyjąć 7 marca. Zostałam poinformowana, że Tosia dostała miejsce w starym budynku i mama jeśli chce zostać z dzieckiem, ma sobie zabrać karimatę, albo materac do spania na podłodze. Kazano zabrać skserowaną dokumentację i odstawić leki na alergie.
Chyba nie muszę wspominać z jaką euforią i radością wieść o wyjeździe przyjęła Antonina 🙂 odliczała każdy dzień, chwaląc się wszystkim w koło, że jedzie z mamą do Rabki – SAMA.
W dzień wyjazdu wstała skoro świt i z gotowym zapakowanym plecakiem pełnym kredek i kartek czekała na wyjazd. Nie obyło się bez łez tęsknoty ze strony pozostałych sióstr, Tośka oczywiście była twarda 🙂
Po przyjeździe do Rabki zarejestrowaliśmy się w nowym budynku po czym zostaliśmy pokierowani do budynku w którym przez najbliższe dni będziemy stacjonować.
Po wejściu do budynku aż  powiedziałam pod nosem „Ło matko”, no powiem szczerze, że trochę mnie przeraziły te wnętrza. Ale co najważniejsze, było czysto 🙂 Udaliśmy się do pokoju w którym bardzo miła pani zmierzyła i zważyła Tosię, oraz przeprowadziła wywiad na temat historii choroby.  Pani oprowadziła nas po budynku wskazując gdzie jest pokój socjalny dla rodziców, jadalnia, dyżurka pielęgniarek i nasz pokój. Zanim zdążyłyśmy się rozpakować już zawołali nas na badania i na rozmowę z lekarzem prowadzącym. Trafiliśmy tym razem na bardzo fajną i dokładną panią doktor. Zaraz po naszej rozmowie Tosia została skierowana na badania.
Pierwszego dnia zrobili jej testy skórne i RTG klatki piersiowej. Ku mojemu zdziwieniu podczas testów nie uroniła ani jednej łzy, choć byłam pewna, że puszczą jej nerwy bo każde dziecko wychodzące z gabinetu było zalane łzami. Testy skórne wykazały alergię na roztocza, kurz, a zwłaszcza ten wiejski (nawet nie wiedziałam, że istnieje tyle odmian kurzu) .
Po wszystkich badaniach czyli po godzinie 14 można wypisać się w specjalnym zeszycie w dyżurce pielęgniarek i wyjść na spacer. Miałyśmy ogromne szczęście, bo dokładnie tego samego dnia do instytutu przyjechała nasza sąsiadka z bloku z dwiema córkami, więc wszystkie wyjścia zaliczałyśmy razem. Spacery były super urozmaiceniem dla naszych córek.
Drugiego dnia pacjenci przyjęci do kliniki muszą być zawsze na czczo (nawet bez umycia zębów) do odwołania przez lekarza,ponieważ zawsze drugiego dnia robione są badania z kwi i wymazy. Mimo mojego wcześniejszego przygotowania Tośki na pobieranie krwi i wymazu, wpadła ona w panikę i polały się łzy. Tego dnia miała robioną także spirometrię i badanie z tlenkiem azotu wpuszczanym do noska, ale tego badania niestety nie udało się wykonać z powodu nieżytu nosa Tośki.
Trzeciego dnia miałyśmy wyjść do domku. Niestety pielęgniarki nie przekazały nam informacji o oddaniu kału do badania i musiałyśmy spędzić w instytucie koleją dobę.
W czwartej dobie opuściłyśmy instytut z postawioną diagnozą, że Tosia ma astmę oskrzelową. Mamy stosować się do zaleceń lekarza i pojawić się ponownie za rok.

Jeżeli miałabym ocenić działalność instytutu to jestem bardzo miło zaskoczona, jeśli chodzi o podejście do pacjenta i rzetelność lekarzy. Może mieliśmy szczęście, albo po prostu nie byłyśmy problematycznymi pacjentami, ale naprawdę wszystko było ok.
W budynku jest przedszkole do którego mogą uczęszczać dzieci od 2,5 lat i szkoła dla dzieci starszych. Tosia spędziła w przedszkolu jedno popołudnie i bardzo sobie chwaliła opiekę i samo wyposażenie przedszkola.
Rodzic/opiekun dziecka przebywającego na oddziale musi sam pilnować posiłków, porannego i popołudniowego mierzenia temperatury, odbierania maści z dyżurki pielęgniarek, oraz inhalacji jeśli takową lekarz zleci.
Jedyne do czego mogłabym mieć zastrzeżenia to niestety do samego budynku i warunków w nim panujących. Inną kwestią jest fakt, że matka leżącego w szpitalu dziecka musi spać na podłodze na materacu, ale to chyba temat rzeka dotyczący większości szpitali i personel nie ma na to wpływu.

O stosunkach mama-córka napisze do Was w kolejnym poście, bo podczas pobytu w Rabce dokonałam pewnego odkrycia!

3 Replies to “Rabka”

  1. Byłam z synem w Rabce w tym szpitalu 3 lata temu, również diagnoza astma oskrzelowa. Z Twojego postu widzę że niewiele zmieniło się na oddziale bo również byliśmy w starym szpitalu ale opieka super. Syn dostał tabletki na pół roku i od tej pory super zero chorób. Polecam wszystkim których dzieci non stop chorują

    1. No niestety warunki się nie zmieniły, ale tak jak mówisz, opieka super. Trzy lata temu byłam z Lenką i też od tamtego wyjazdu praktycznie nie choruje. Zdarzają się jakieś przeziębienia, ale nie oskrzela albo płuca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *