
Pierwszy semestr za nami
Nie chcę się już tłumaczyć, ile razy chciałam usiąść i napisać post. Wstyd, normalnie wstyd pisany wielkimi literami. Kiedyś blog pisałam regularnie, wiedziałam, że poniedziałki, środy i piątki to czas na nowy post. Mobilizowałam się i mimo braku czasu zawsze coś dla Was napisałam. Prawda jest taka, że od momentu zajęcia się fotografią, brak mi czasu na wieczorne pisanie postów, bo wieczorny czas przy komputerze zajmuje mi teraz obróbka zdjęć.
Bardzo brakuje mi pisania, bo blog był dla mnie pewnego rodzaju pamiętnikiem naszej rodziny. Po każdej wycieczce siadałam i pisałam o tym. Wstawiałam dużo zdjęć i tworzył się taki nasz wirtualny album.
Całkiem niedawno na blogu szukałam przepisu na naleśniki ze szpinakiem, weszłam na witrynę i się przeraziłam – wstyd, ile powstało postów od ostatnich dwóch lat…
Przez ten ostatni czas bardzo dużo się wydarzyło. Najważniejszym było chyba to, że trojaki poszły do pierwszej klasy, a obecnie są już nawet po pierwszym semestrze. Pamiętam ten ogromny stres, jaki nam towarzyszył. Kompletowanie wyprawki trwało kilka dni i było dla mnie przerażające. Kilka wieczorów zajęło mi siedzenie i opisywanie każdej kredki, flamastra, bloków, zeszytów, książek. Oczywiście wszystko pięknie na miejscu w piórniku było może przez pierwszy miesiąc, bo już po tym czasie poginęły ołówki, gumki, kredki. Od początku roku szkolnego kupiłam już chyba ze 30 ołówków 🙂 bo jak twierdzi trio – no po prostu giną 🙂
Bardzo bałam się o to, jak dziewczynki poradzą sobie w szkole w senie poruszania się po niej, chodzenia na stołówkę itp. Po tygodniu okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo dziewczyny świetnie odnajdują się w nowej sytuacji życiowej.
Niestety, ze względu na naszą pracę, trojaki są dziećmi świetlicowymi, spędzają w szkole codziennie praktycznie osiem godzin. Na szczęście wykorzystują ten czas i odrabiają tam zadanie, co nie ukrywam, jest zbawienne.
Kiedy poszły we wrześniu do szkoły, zastanawiałam się, jak to będzie z odrabianiem lekcji, nauką we trzy. Podejrzewałam, że nie będzie łatwo – wystarczy sobie wyobrazić, jak trójka dzieci chodzących do tej samej klasy w tym samym czasie uczy się i odrabia zadanie. Kiedy na początku roku pojawiały się zadania, to robiły je „wspólnie”, co trochę mnie martwiło, bo nawet jeśli któraś czegoś nie rozumiała, to odpisała od tamtej i nie wysilała się do pojęcia tematu. Jednak nadszedł czas, w którym każda odgrodziła się od reszty, czym się dało 🙂 Zuzia nie lubi, jak ktoś jej pomaga, lubi robić sama i w spokoju, Lenka lubi, kiedy ktoś nad nią czuwa, natomiast Tośka niczym mnie nie zaskoczyła, bo jest typem ucznia – „Jak by tu zrobić, a żeby się nie „orobić”, a było zrobione 🙂
Jesteśmy po pierwszym semestrze i jestem dumna z tego, jak sobie radzą. Jeszcze pół roku temu nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to będzie kiedy pójdą do szkoły, a pewnie zaraz będę martwić się, jak zdadzą maturę i na jakie studia pójdą.
Ps. Nie chcę obiecywać, że się poprawię, że wpisy będą pojawiać się regularnie. Oby mój zapał i pomysły, które kłębią się w głowie, nie zostały zmarnowane 🙂
Wiedziałam, że sobie poradzą. To klawe, bystre i mądre dziewczynki!!