Cisza

Po cesarce zostałam przewieziona do sali pooperacyjnej, byłam tam ja i jeszcze dwie pacjentki. Cisza, jaka panowała na tej sali, była przerażająca. Leżałam na łóżku i czułam się taka samotna, nie wiedziałam co dzieję się z moimi dziećmi, czy ktoś się nimi opiekuje, czy są zdrowe, czy w ogóle żyją. Pamiętam jak otworzyły się drzwi a za nimi był mój mąż, widziałam w jego oczach radość, a jednocześnie strach. Podszedł do mnie, uścisnął mnie za rękę i dziękował, mówił że widział dziewczynki, że oddychają samodzielnie i mają bardzo dobra opiekę i nie muszę się martwić. W… poszedł do dziewczynek a ja znów zostałam sama. Tak mu zazdrościłam, że on może przy nich być a ja muszę leżeć tu, że nie mogę sama policzyć tych wszystkich paluszków, dotknąć tych maleńkich rączek i nóżek. Najgorsze było dla mnie to leżenie w niewiedzy, mimo tego, że mój mąż mnie zapewniał, że wszystko dobrze. Wysłałam do wszystkich moich bliskich znajomych wiadomość, że urodziłam trzy córeczki, smsy zwrotne z gratulacjami mam do dziś zachowane w swoim telefonie 🙂 tak na pamiątkę je zostawiłam. Niestety to nie był jeszcze koniec tego wieczoru dla mnie, nagle zaczęłam się dziwnie czuć, całe moje ciało zaczęło drgać, nie byłam w stanie utrzymać telefonu w ręku. Zawołałam panią pielęgniarkę, ona przerażona pobiegła po lekarza, okazało się, że dostałam coś typu padaczki poporodowej, nałożono na mnie ciepłe koce i worki z piaskiem. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, moje ciało zachowywało się strasznie dziwnie. Po kilku minutach ten koszmarny atak minął i padłam z przemęczenia. Praktycznie nic nie pamiętam co działo się później, obudziłam się, a raczej obudziła mnie znów ta przerażająca cisza. Zostałam przewieziona na oddział położniczy na II piętro, w sali byłyśmy trzy, Agnieszka z córką Zuzią i Edyta bez dziecka (jej dziecko także leżało piętro wyżej)  no i ja też bez dzieci. Czułam się koszmarnie, ponieważ przestawało działać znieczulenie, bolała mnie każda część mojego ciała, począwszy od cebulek włosów na głowie, skończywszy na palcach u nóg, nie wyobrażałam sobie pionowania, które czekało mnie za 12 godzin. Nadeszła godzina 23 i pani pielęgniarka przyszła pomóc mi wstać, to był dramat, myślałam że umrę, bolało mnie wszystko i miałam wrażenie że zaraz spadnie mi cały dół brzucha, moja dwumetrowa droga do umywalki była wielkim wyczynem. Jedynie co dawało mi siłę to to, że rano pójdę z mężem do naszych dzieci. Przez resztę nocy nie spałam było mi strasznie smutno, że nie ma ze mną dzieci, były tak niedaleko, bo piętro wyżej, a tak naprawdę tak daleko ode mnie, tak bardzo chciałam już je zobaczyć i dotknąć.

4 Replies to “Cisza”

  1. Gratuluję potrojnego cudu. Cisza? Tez doskonale ja pamiętam lezalam sama w pokju i czekalam na wiesci o moich chlopakach i tak strasznie chcialam do nich isc (blizniaki 34 tydzień)

  2. tak…. ta cisza na pooperacyjnej jest koszmarna…. ja leżałam tam sama, chłopcy urodzili sie w sobotę po południu a dopiero w niedzielę o 13:00 pojawił sie lekarz i powiedział mi jaki jest ich stan…a ta cisza była gorsza od bólu pocięciu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *