Dzień za dniem

W trzeciej dobie po porodzie wypisano mnie do domu, to był jakiś koszmar, ledwo trzymam się kupy a oni mnie wypisują z powodu braku miejsc na oddziale. Jak myślałam o tych 120 km do domu to było mi słabo na samą myśl. Panie pielęgniarki naszprycowały mnie lekami przeciwbólowymi, żebym była w stanie dojechać. Zanim wyjechaliśmy byłam u dziewczynek, minął jeden dzień  a one się tak zmieniły. Miałam wrażenie że urosły. Chwilkę do nich mówiłam i poinformowałam pielęgniarki, że jadę i jutro wrócę ,a gdyby coś się działo to mają dzwonić. Źle czułam się z tym, że je zostawiam, oczywiście w głowie miałam same czarne scenariusze, typu: a jak mnie nie będzie i będą mnie potrzebować natychmiast?, albo nie daj Boże będzie zagrożenie życia a mnie nie będzie? Pojechaliśmy do domu, ale myślami byłam cały czas z moimi  córciami. Nocka zerwana bo co 3 godziny odciągałam pokarm, oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś nie wykombinowałą. Podczas pierwszego odciągania mleka ( rozpoczęłam odciąganie dopiero po trzeciej dobie) było tego tak mało, że strasznie się załamałam, bo ledwo dno butelki przykryło, a przecież miałam całą trójkę do nakarmienia. Wpadłam na pomysł, że jeśli podkręcę laktator na maksa to szybciej rozkręcę laktację i będzie dużo mleczka. I Tu się pomyliłam i to bardzo, teraz jest to śmieszne, ale wtedy byłam przerażona swoją głupotą! Po chwili moje brodawki były całe zakrwawione, a ból był nieziemski. Oczywiście bardzo szybko zrozumiałam, że był to bardzo głupi pomysł, bo leczenie moich biednych brodawek też troszkę potrwa. Podczas tej doby w domu, dzwoniłam chyba  z 10 razy na oddział, zapytać o stan zdrowia naszych dzieci.Następnego dnia spakowałam mleczko, swoje rzeczy osobiste i wyruszyliśmy w drogę do Kr… Dzięki mojej kochanej Asi miałam możliwość być praktycznie na miejscu przy moich dzieciach. Asia odstąpiła mi jeden ze swoich pokoi, a dojazd do szpitala zajmował mi góra 30 minut. Pamiętam jakby to było wczoraj: leże w łóżku, pora spania a tu znów dzwoni przypominacz pod tytułem :”Odciągnąć mleko”. Tak naprawdę przez całą dobę więcej odciągałam  niż nie odciągałam mleka, ale czego się nie robi dla swoich pociech, żeby były silniejsze i szybciej osiągnęły magiczną wagę 2 kg i mogły pójść do domku. Po przyjeździe do Kr, już do późnego wieczora siedziałam z dziewczynkami, chodziłam z jednego na drugi oddział, bo bardzo chciałam pobyć z całą trojką. Przywiozłam bajki od mojej siostry A….w każdej chwili kiedy tylko mogłam czytałam im o Kocie w butach, o Czerwonym kapturku, Calineczce. Miałam wrażenie, że kiedy im czytam są spokojniejsze. W uspokojeniu pomagało również kładzenie ręki na ich główkach, ta metoda działała jeszcze przez długi czas, ale po jakimś czasie przestała działać. (o tym napisze niedługo) Mijały dnie a mój dzień wyglądał zawsze tak samo, w nocy pobudka co 3-4 godziny do odciągania mleka, śniadanie, jazda busem do Kr, cały dzień z moimi dziećmi, powrót, kolacja podczas odciągania, jakiś film w tv, pogaduchy z Asią, sen i tak dzień za dniem. Zaczęłam poznawać mamy dzieci z naszego oddziału, Poznałam Madzię mamę Karolki, Ewę mamę Hani i Justynę mamę Emilki, trzy wspaniałe matki o których wspomnę jeszcze nie raz na tym blogu. I moja Asia, wspaniała oddana przyjaciółka, bliska mojemu sercu osoba, której chyba nigdy się nie zrewanżuję za to co dla nas zrobiła (jej poświęcę osobnego posta).

2 Replies to “Dzień za dniem”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *