Od czasu kiedy dziewczynki zeszły na patologię noworodka, zaczęło do mnie docierać że mam niesamowite szczęście. Cały czas było mi ciężko w to uwierzyć, że dziewczynki urodziły się zdrowe, w ogóle to że one są! Przecież były trzy w jednym brzuchu, a bywa i tak że pojedyncza ciąża miewa komplikacje i dzieciątko rodzi się chore. Były momenty kiedy zastanawiałam się jak ja sobie poradzę kiedy wrócimy do domu, bo przecież awans do starszaków oznaczał, że niedługo może to nastąpić. W naszym domku było wszystko gotowe na ich przybycie, czekaliśmy tylko na osiągnięcie magicznych 2 kg, i na wykształcenie się odruchu ssania. Z jedzeniem bywało różnie, były dni kiedy dziewczynki zjadały bardzo ładnie, a zdarzały się też takie, że więcej spały i nie myślały o jedzeniu, więc karmiono je sondą. Czas w jaki zjadały przygotowaną porcję wahał się od 5 do 40 a nawet 60 minut ( Rekord padł u Lenki, w dzień bardzo senny i mało aktywny). Po niecałych dwóch tygodniach przebywania na patologii noworodka panie pielęgniarki powiedziały, że Zuzia jest już gotowa na wyjście do domu, pięknie przybierała na wadze i zjadała swoje porcje. Poprosiłam, żeby nie wypisywały mi dzieci pojedynczo ze szpitala, tylko od razu całą trójkę, bo przecież ze względów organizacyjnych nie było to dla mnie możliwe. Jak dzieliłabym czas dla nich? jak mogłabym zostawić Zuzie? jak pozostałe dziewczynki? a co z mlekiem? przecież każda potrzebuje mojego pokarmu. Tosia i Lenka doganiały Zuzię z waga i ilością zjadanego pokarmu, zaczęły nawet pojawiać się im pyśki 🙂 pani oddziałowa mówiła, że jak nadal tak będzie to za niedługo wyjdą wszystkie razem do domu. Już niby było wszystko dobrze, cieszyliśmy się, że już niedługo wyjdziemy aż nadszedł dzień w którym nasze Lenka zaczęła być niegrzeczna – zapominała sobie o oddychaniu podczas jedzenia i spania. Jadła, jadła aż tu nagle cała robiła się blada i pulsoksymetr zaczynał dawać znać alarmem, że spada saturacja, zawsze wtedy wpadałam w lekką panikę, musiałam nią delikatnie potrząsać żeby przypomnieć jej o oddychaniu. Na neonatologii z Lenki oddechem było wszytko w porządku, to Tosia miała chwilę kryzysu. Prosiłam Lenkę, żeby nie robiła teraz wygłupów bo najwyższa pora wychodzić do domu, a nie czas na bycie niegrzeczną dziewczynką. Przez pewien okres Lencia była podpięta do pulsoksymetru, panie pielęgniarki cały czas ją obserwowały, Tosia i Zuzia zostały przeniesione na środek sali ( oznaczało to że już bardzo blisko do wyjście do domu). Cały czas bałam się, że Lenka zostanie w szpitalu sama jeśli nie weźmie się w „garść”. Z dnia na dzień było coraz lepiej z jej oddechem, odpięto ją od pulsoksymetru i dołączyła na środek sali do Tosi i Zuzi. Czekałyśmy tylko na słowa ” Trojaki czas do DOMU”.
 |
| Księżniczka Zuzia na spoczynku |
 |
| Tosia |
 |
| Zuzia |
 |
| Lenka
|
 |
| Mniejszego cumla nie było 🙂 |
Przez smoczek widać jakie to maleństwa były 🙂