
„Jak wyście się we mnie zmieściły”
Doczekałam się poranka. Zaraz po obchodzie przyjechał mój mąż i dostałam pozwolenie żeby iść do dzieci. Iść to za dużo powiedziane, to był krok posuwisty w pozycji pochyłej do przodu, nawet ślimak by mnie wyprzedził. Pielęgniarka zaproponowała wózek, ale chciałam pójść do naszych dzieci o własnych siłach. Droga na III piętro była męką, początkowo chciałam udać się klatką schodową, bo było bliżej, ale nie byłam w stanie podnieść nogi na schód. Została opcja windy, która na ten moment była najlepszym rozwiązaniem. Czułam się i wyglądałam jak wrak człowieka, ledwo trzymająca się kupy. Moje nogi wyglądały jak napompowane rękawiczki chirurgiczne, lekarze mówili że to powód wymuszonej pozycji przy porodzie i tak będzie do dwóch tygodni minimum -bardzo mnie pocieszyli. Po wyjechaniu na piętro oddziału Neonatologi chciałam biec do moich dzieci, ale nie byłam w stanie. Było mi strasznie ciężko z tą niemocą, mój brak siły uniemożliwiał mi to czego pragnęło serce – biec do swoich dzieci. Bardzo bałam się tego naszego pierwszego spotkania, bałam się mojej reakcji na widok takich maleńkich kruszynek, jeszcze nigdy nie widziałam dzieci z tak niską wagą urodzeniową. Najpierw poszliśmy do sali w której leżały Tosia i Lenka (dziewczynki zostały rozdzielone z powodu braku miejsca na oddziale). Zostałam poinstruowana przez panie pielęgniarki w kwestii dezynfekcji rąk, już z daleka widziałam inkubatory w których leżały moje córeczki. Idąc w ich stronę nie mogłam uwierzyć, że one są moje, byłam taka szczęśliwa, że w końcu będę mogła je dotknąć, mówić do nich, patrzeć na ich cudowne rączki i nóżki. Podeszłam do nich i pierwsze słowa jakie do nich powiedziałam to: „Jak wyście się we mnie zmieściły”? Były takimi kruszynkami, ich rączki, stópki, główki takie maleńkie, że bałam się ich dotknąć, żeby nie zrobić im krzywdy. Przez pierwszą dobę oddychały przy pomocy CPAPu, w kolejnej już samodzielnie bez żadnej aparatury, ale miałam wrażenie, że oddychanie bardzo je męczy. Mogłam włożyć rękę do inkubatora i położyć na ich główki. Boże pamiętam to wspaniałe uczucie, takie cieplutkie i delikatne, moje serducho tak strasznie biło, byłam szczęśliwa, że są już ze mną, przykro mi było tylko, że Zuzia leży osobno, taka samotna bez swoich sióstr. Nie chciałam zostawiać moich kochanych córeczek, ale też bardzo chciałam pójść do Zuzi, chciałam ją powitać, chodź już się widziałyśmy na sali porodowej, tęskniłam już bardzo za nią. Poszliśmy do Zuzi, nasza iskierka leżała na brzuszku na tzw. „maciczce”, oddychała tak spokojnie. Co jakiś czas miała „zrywy” – prostowała rączki albo nóżki. Była strasznie chudziutka, chodź Pani dr, która zajmowała się naszymi dziećmi, mówiła że wcale nie są takie maleńkie na tak wczesny tydzień narodzin i jeszcze ciąże trojaczą. Będąc u Zuzi, chciałam być jednocześnie u Tosi i Lenki, mogła bym tak chodzić tam i z powrotem. Panie pielęgniarki kazały mi już pójść odpocząć, bardzo tego nie chciałam, ale wiedziałam, że muszę się zregenerować, żeby mieć siłę dla moich dzieci. Byłam naładowana dobrą energia, byłam bardzo szczęśliwa, ta radość pozwoliła mi zapomnieć o całym bólu mojego ciała, nie mogłam już doczekać się następnego dnia, aby móc znów je odwiedzić.



to rzeczywiście niezwykłe, że one się w Tobie zmieściły. Ja wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad tym jak Ty to zrobiłaś. 31 tydzień i takie duże! Chyba nie ma większego cudu na tej ziemi niż cud narodzin człowieka.. u Ciebie wszystko potrójnie:)
właśnie, jak ONE pomieściły się w takiej Odrobince ;)Każdy kto widzi Mamę Adę pewnie o tym myśli.
Ile teraz dziewczynki mają tygodni/miesięcy?
Jaki jest ich stan zdrowia?
Pięknie piszesz! Cudnie się to czyta!
Dziękuję. Dziewczynki mają teraz 21 miesięcy. Ich stan zdrowia jest dobry, chodzą do żłobka, i chorują jak to dzieci chodzące do żłobka czy przedszkola. Są cudne 🙂
śliczne aniołki, gratuluje:)
Niesamowite! Gratulacje 🙂 Piękne dziewczynki i piękna mama. Jak Ty dajesz radę z taką gromadką? Pozdrawiam, Agnieszka.
czytam od pierwszego posta i przy tym już sie popłakałam, podziwiam że dałas radę bo naprawde jak na trojaczki i ten tydz.ciązy to urodziłas kolosy 🙂 Ja urodziłam na poczatku 36tyg pierwszą córke i ważyła zaledwie 2300kg i 47cm a przytyłam w czasie ciązy 10kg jednym słowem pochłaniały wszystko z ciebie 🙂