Nie do końca taka fajna

Wielu czytelników bloga pisze do mnie, że mam fajną pracę i żebym coś o niej napisała. O jej „fajności” stwierdzacie po zdjęciach jakie zamieszczam w sieci. Kiedyś już nawet powstał szkic takiego wpisu, ale go nie opublikowałam. A czy praca jest taka fajna, nie do końca się zgodzę.

Do miejsca mojej pracy miałam początkowo przyjść tylko na rok, potem przedłużyło się do czasu ukończenia studiów. Studia zakończyłam i … no właśnie, jestem tu już jedenaście lat. Doskonale pamiętam moje początki przyszłam mając osiemnaście lat. Ależ ja wtedy byłam rozwydrzona, młoda, oklęta i myślałam że wszystko mi wolno.  Na szczęście trafiłam na osoby, które potrafiły sprowadzić mnie na ziemię ( w tym miejscu pozdrawiam babkę – wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi) pewne rzeczy co prawda zostały, (np.rozdarta buzia) ale to dostałam w genach.
Przez pierwsze siedem lat pracy opiekowałam się ekspozycją w Muzeum, chodziłam sobie po salach i pilnowałam, aby turyści niczego nie dotykali. Przed godzinami otwarcia sprzątałam razem z dziewczynami sale ekspozycyjne. I tak w kółko od wtorku do niedzieli. Wtedy pracujące weekendy nie były takie bolesne jak teraz. Ale o tym później.
Skończyłam studia i zostałam przeniesiona „awansem” do nowego oddziału powstałego przy Muzeum. Wyzwanie na początek było ogromne, ponieważ trafiłam do zespołu zajmującego się wielkim otwarciem Miasteczka Galicyjskiego.
Miasteczko Galicyjskie to moje miejsce pracy do dnia dzisiejszego. Zajmuje się w nim sprawami administracyjnymi i organizacją imprez. Ktoś kto przygląda się z boku i ogląda zdjęcia wrzucane przeze mnie do sieci stwierdza – „Ale masz super pracę” . Tak owszem byłaby ona fajna gdyby nie fakt siedzenia po godzinach. Inni zamykają komputer o godzinie piętnastej i idą do domu, a u nas tak niestety się nie da. Przynajmniej nie codziennie. Bardzo często zamiast biec do domu ja biegnę obsługiwać salę konferencyjną, albo siedzę do późnych godzin wieczornych i „czuwam” nad imprezą,  która odbywa się na naszym terenie. W sezonie letnim praktycznie w każdy weekend muszę chodzić do pracy, bo u nas zawsze coś się dzieje, jak nie jarmark to zlot pojazdów, jak nie zlot to kiermasz. Na szczęście w sezonie zimowym nie ma aż tylu zadań.
Niestety na mojej weekendowej pracy bardzo cierpią dziewczynki i Wojtek. Zamiast spędzać z nimi czas i jeździć na wycieczki, ja jestem w pracy, np. podczas ostatniego weekendu wychodziłam z domu kiedy one jeszcze spały, a wracałam kiedy już spały. Gdyby nie Wojtek, który przyjechał z nimi na jarmark nie widziałybyśmy się w ogóle dwa dni.
Żeby nie było, że moja praca to same minusy. Spotykam wiele bardzo fajnych ludzi, którzy przyjeżdżają do nas z całej Polski, albo i świata. Nie raz spotkałam jakąś czytelniczkę bloga, która powiedziała: „Świetny blog, czytam„. Mam możliwość przebierania się w stroje, z różnych epok, mogę brać udział w różnych inscenizacjach, tak jak w miniony weekend, gdzie znęcano się nade mną i chciano obciąć głowę.  Moje oczy widzą to czego nie widziałyby gdybym nie była po tej stronie.

Kiedyś, kiedy nie było jeszcze dziewczynek bardzo lubiłam swoją pracę,  teraz ją tylko lubię. Za każdym razem, kiedy pracuje po godzinach kraje mi się serce. Ale tak ma chyba każda pracująca mama.

O samym Miasteczku napiszę Wam w osobnym poście, bo to niesamowicie urokliwe i pełne klimatu miejsce.

Fot. z Jarmarku Piotr Droździk

a0007

a0017

a0018

A0020

a0022

a0043

a0044

a0045

a0046

a0048

11143226_819631408155910_2644761771998450238_n

11749261_961780180551523_1468176112_n

10511246_767171506679059_6904467610263344638_n

10850094_886048484791360_8192387930650093090_n

11232962_954416291287912_5170674744269564499_o

541494_532085216854357_462858967_n (5)

IMG_5344

NX2A5220 (1)

6 Replies to “Nie do końca taka fajna”

  1. Z boku zawsze wszystko wygląda inaczej. Zresztą jak się ogląda zdjęcia czy to z wakacji, czy z sesji, wszystko jest takie piękne-to samo jeśli wrzucasz piekne fotki z pracy-jest wtedy czego zazdrościć. „Szczegóły” typu długie i nie normowane godziny pracy nie są widoczne, a faktycznie przy rodzinie są na pewno uciążliwe. Nie mniej jednak fajnie mieć taką ciekawą pracę po godzinach, niż gdybyś robiła coś równie absorbującego a do tego niemiłosiernie nudnego 🙂 Pozdrawiam

  2. Szczerze? Wolałabym pracę, którą lubię, niż wychodzić o 15:30 z tej, za którą nie przepadam.

    Jesteś piękną kobietą 🙂

  3. Pracę masz ciekawą, a że te nadgodziny i weekendy to może faktycznie nie idzie w parze z rodzinką. Ale cieszmy się, że mamy pracę. Wiadomo jak to w dzisiejszych czasach….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *