Nie wszyscy mają tyle szczęścia

Kiedy dowiedziałam się o tym, że jestem w trojaczej ciąży jedyne o czym myślałam to, aby nasze dzieci były zdrowe. Przy każdym USG na które chodziłam drżałam ze strachu, że usłyszę coś czego w życiu nie chciałabym usłyszeć.  Pierwszym zdaniem jakie wypowiedziałam do Wojtka po urodzeniu dziewczynek było pytanie: „Są zdrowe? mają ręce? nogi? wszystkie palce?”. Nawet kazałam mu wrócić na oddział i sprawdzić jeszcze raz czy aby na pewno jest wszystko w porządku.

Nigdy nie zapomnę naszej pierwszej wizyty u pediatry, która stwierdziła, że Zuzia ma tak duże napięcie w nogach, że prawdopodobnie nigdy nie będzie chodzić. W ogóle nie przyjmowałam tej wiadomości do siebie, siedziałam w tym gabinecie i czas się dla mnie zatrzymał.
Trafiliśmy na bardzo dobrego ortopedę, który powiedział co mamy robić, aby przykurcz puścił, a Zuzia mogła normalnie się rozwijać. Robiliśmy kąpiele w ziołach, rehabilitowaliśmy ją i ćwiczyliśmy nóżki. Codziennie modliłam się o to, aby Zuzia mogła chodzić.
Dzień w którym Zuzka postawiła swoje pierwsze kroki był jednym z tych, których nie zapomnę do końca życia.

Wiem, że mieliśmy niesamowite szczęście, a nasze dzieci to chodzące cuda których nigdy miało nie być. Sama czasem nie dowierzam, że je mamy i są zdrowe. Zuzi się „udało”, ale wiem, że nie wszyscy mają takie szczęście jak my.

IMG_3262

Niedawno w mojej pracy odbywał się „Festiwal Osób Niepełnosprawnych”, jest to impreza na którą przyjeżdżają nie tylko dorośli, ale i dzieci z różnymi zaburzeniami. Jedną z  zabaw było tworzenie ogromnego łańcucha szczęścia z pasków kartonu, które uczestnicy festiwalu mieli sobie sami wyciąć. Nie uwierzylibyście ile radości podczas tej zabawy miały te niepełnosprawne osoby, nie ważne było to że te paski były nierówno pocięte, albo źle sklejone. Dla nich liczyło się to, że w końcu mogą coś wspólne zrobić. Jedna z uczestniczek powiedziała do mnie: „Ciesze się, że jestem tu z Tobą” mocno mnie przytuliła, a ja popłakałam się jak dziecko.  Niesamowite jest to jak oni kochają swoje życie mimo choroby, mimo utrudnień z jakimi przyszło im się zmagać.

Stałam z boku i obserwowałam te wszystkie cieszące się z życia osoby. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy aby na pewno doceniam, że ja i moje dzieci są zdrowe. Nie liczę tu astmy z którą boryka się nasza Lenka, ale chodzi mi o upośledzenie.  Jest mnóstwo matek, które w zaciszu swojego domu szlochają w poduszkę bo nie miały tyle szczęścia. Ja mająca zdrowe dzieci nie zdaje sobie nawet sprawy z tego jak wygląda życie z chorym dzieckiem u boku. Ile trudu kosztuje tych rodziców, aby zaspokoić wszystkie potrzeby swojego dziecka. Dla nich każdy dzień to walka o życie i zdrowie, to walka z własnymi słabościami.  Bardzo często rezygnują ze wszystkiego: z czasu tylko dla siebie, przyjemności, a oddają się w całości swojemu dziecku. Podziwiam ich za to, że potrafią być tak silni mimo, że czasem tych sił im już brak, że są dla swoich dzieci całym światem i kochają je bezgranicznie.

IMG_3373

Na ulicy dostrzegam coraz więcej osób niepełnosprawnych. Paradoksalnie jest to pocieszające bo kiedyś ten widok nie był taki „normalny”. Rodzice siedzieli zamknięci w czterech ścianach niczym we własnej celi.  Niestety spotyka się jeszcze ludzi którzy myślą stereotypowo o niepełnosprawności i uważają, że jest to kara, ale jest ich na szczęście coraz mniej. Ja takim osobom życzę, aby nigdy nie musiały odbyć takiej kary. Nigdy nie wiemy co nas jeszcze czeka.

Mam trójkę zdrowych wspaniałych dzieci. Dzieci które mają zdrowe ręce którymi mogą mnie przytulać i nogi dzięki którym mogą za mną podążać – masz to samo co ja? Doceń to!

ps. Fot. Amelka

IMG_3116

IMG_3155

IMG_3162

IMG_3172

IMG_3196

IMG_3205

IMG_3230

IMG_3246

IMG_3272

IMG_3294

IMG_3314

IMG_3324

IMG_3345

IMG_3349

 

 

8 Replies to “Nie wszyscy mają tyle szczęścia”

  1. Doceniam każdego dnia i nie rozumiem ludzi, którzy zamiast cieszyć się tym, że mają zdrowe dzieci narzekają na pracę, brak czasu, zbyt niskie zarobki. Zabrzmi to banalnie, ale zdrowie jest najważniejsze!

  2. Kiedy mam dosyć i dopada mnie tak zwana depresja , siadam na swoim zdrowym tyłku i myślę o tych którzy faktycznie mają problem. nie żebym bagatelizowała swoje potrzeby ale w wielu przypadkach po prostu wylewam na siebie takie wiadro zimnej wody i świat staje się piękny 😉 czytam Twoje teksty od dłuższego czasu i wzruszam się niejednokrotnie (siedząc nawet w pracy! cii 😉 ) jesteś inspiracją dla wielu kobiet- to pewne 😉 obym i ja kiedyś mogła zostać taką mama 😉 pozdrawiam :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *