Posłuszna córeczka
Mój dzień na oddziale zaczynałam codziennie od wizyty u pani doktor, która opiekowała się naszymi dziewczynkami. Pani dr. zawsze opowiadała o tym, jak minęła noc, jakie są wyniki badań i ich ogólny stan. Zawsze mówiła, że jest wszystko dobrze, a kiedy pytałam dlaczego Tosia ma podpięta kroplówkę to mówiła, że ma bakterie, ale nic groźnego i powoli z tego wychodzi. Niestety dopiero przy wypisie dowiedziałam się, że nasza kochana Tosia miała SEPSE i wrodzone chlamydiowe zapalenie płuc. Kiedy zapytałam przy wypisie dlaczego nie powiedziano mi o tak poważnym stanie Tosi, to uzyskałam odpowiedź, że nie chcą martwić rodziców. Szczerze mówiąc to byłam wściekła na doktorkę, bo przecież to poważne infekcje, a ona o niczym nie powiedziała, niby dla mojego dobra. Do dziś tego nie rozumiem. Po dwóch tygodniach od dnia kiedy urodziły się dziewczynki pojechałam do domu, musiałam załatwić kilka spraw i zabrać kilka rzeczy, przygotować dom na przybycie dzieci. Przed wyjazdem przyszłam do szpitala przynieść mleczko z nocy i pożegnać się z dziewczynkami, bardzo martwiło mnie to, że co jakiś czas aparatura naszej Antoninki pika i migają diody, pytałam co się dzieje, pani dr. powiedziała, że Tosia jest niegrzeczna i nie chce się jej oddychać. Tak bardzo się o nią bałam, przecież przez te dwa tygodnie było wszystko dobrze, a tu nagle dziś coś jest nie tak. Pani dr. powiedziała żebym jechała do domu, że gdyby było coś nie tak to będą po mnie dzwonić. No i pojechałam, całą drogę myślałam, że jednak mogłam przy niej zostać. Oczywiście dzwoniłam kilka razy na oddział, zapytać o jej stan. Wróciłam do Kr na drugi dzień z samego rana. Wchodzę na oddział i nie mogę uwierzyć w to co widzę, moja kruszynka Tosia leży w swoim inkubatorze a jej maleńka twarz zakryta jest maseczką która podaje jej tlen do oddychania. Momentalnie wpadłam w histerię, jednak Pani dr. mnie uspokajała, że naprawdę nic się nie dzieje, tylko w nocy znów była niegrzeczna i podali jej tlen tylko po to, aby było jej łatwiej oddychać. Stałam przy niej, płakałam i trzymałam rękę na jej główce, błagałam ją, aby nie robiła mi teraz wygłupów tylko pięknie samodzielnie oddychała, bo jest silną dziewczynką i musimy wracać już do domku, gdzie wszystko na nią czeka. Moja dzielna córeczka chyba posłuchała mamusi, bo popołudniu oddychała znów sama, bez żadnej pomocy. Zuzia i Lenka leżały grzecznie w swoich inkubatorach, ślicznie jadły, i przybierały na wadze. Nawet panie pielęgniarki dokonały kilka prób karmienia z butli, Zuzi jakoś szło, natomiast Lenka nie wiedziała, co się dzieje, kiedy butelka trafiała do ust. Tosia, kiedy już odzyskała siły, też miała pierwsze próby jedzenia ze smoczka, była bardzo dzielna, bo szło jej bardzo dobrze. Cieszyłam się w duchu, bo wiedziałam, że jeśli zaczynają jeść ze smoczka to przeniosą nas do „starszaków” czyli na oddział patologii noworodka.
o jaka piękna historia się zaczyna:)))