To nie nasza Zuzia :)

Z racji tego, że mój mąż pracuje, zawsze kiedy tylko mógł przyjeżdżał do nas do Kr., w weekendy był zawsze. Z samego rana w sobotę pojechaliśmy do szpitala. Zuzia dzień wcześniej awansowała do łóżeczka z podgrzewanym materacem. Weszliśmy na oddział i jak zwykle przywitaliśmy się z naszymi córeczkami. Podczas wejścia nie zwróciliśmy uwagi na to że dołączył do naszego pokoiku jeszcze jeden inkubator. Podeszliśmy do inkubatora Zuzi, i mówię do niej „Zuziu kochana co ci wyszło na buźce? ale Ty się od wczoraj zmieniłaś, chyba dużo ostatnio zjadasz bo strasznie urosłaś”. Cały czas nie zwracamy uwagi na dodatkowy inkubator. Wchodzi pielęgniarka do sali i pytam co się stało Zuzi, bo ma jakąś wysypkę na buźce, na co pani pielęgniarka mówi „Ej rodzice rodzice, przecież to nie wasze dziecko :), Zuzia leży tutaj „. Wybuchliśmy wszyscy śmiechem, po czym podeszłam do naszej córci i przeprosiłam, że jej nie poznałam. Miałam później straszne wyrzuty sumienia, że nie poznałam własnego dziecka, które widuje codziennie. Pamiętam, że któregoś dnia, jeszcze przed tym zdarzeniem pielęgniarka zapytała czy bez problemu rozpoznajemy dziewczynki (chodź są trzy jajowe to jako noworodki były bardzo do siebie podobne). Odpowiedziałam że je rozpoznaje, a ona że kiedyś zrobią nam psikusa i zamienia karteczki z imionami dziewczynek z inkubatorów i zobaczymy czy sobie nie pomylimy. No i się pomyliliśmy, chodź pielęgniarki nie zrobiły tego celowo. Zakańczając całą tą śmieszną sytuację powiedziałam, że w sumie jedno dzieciątko więcej nie zrobi nam już większej różnicy i możemy wziąć ze sobą jeszcze jego (to był chłopczyk)  🙂

Nasza Zuzia w nowym łóżeczku i w pierwszej sukience 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *