Trzy bijące serduszka
Podczas robienia USG profesor był strasznie spokojny (chyba sam nie mógł uwierzyć w to, co tam widzi ) badanie trwało strasznie długo, nucił sobie coś pod nosem, uśmiechał się do monitora, ale nic nie mówił. Po wszystkim zaczął wszystko powoli tłumaczyć, potwierdził że to trzy zarodki, ale na dzień dzisiejszy bije tylko jedno serduszko, u dwóch pozostałych jeszcze nie. Powiedział też, że nie może mi obiecać czy zaczną bić, bo jak obieca, że zaczną a nie zaczną, to będą mieć żal. Musiałam położyć się na oddział, aby zrobić wszystkie badania i poczekać kilka dni na kolejne USG. Dostałam salę z dwiema dziewczynami, obydwie były w zaawansowanej ciąży, strasznie sympatyczne dziewczyny. Zaczęłam dostawać kroplówki z magnezem, pobrano mi krew i zrobiono wszystkie badana. Całkowicie inna opieka medyczna niż spotkała mnie w miejscu mojego zamieszkania. Nadszedł dzień zrobienia USG, zaraz po obchodzie zostałam poproszona o udanie się do pokoju badań. Pamiętam, że strasznie się denerwowałam, bałam się wyniku. Podczas badania był obecny praktycznie cały personel medyczny oddziału, razem ze studentami. Miliony myśli chodziło mi wtedy po głowie, po kilku minutach lekarz robiący USG uśmiecha się do monitora i mówi „Jest akcja serca w pierwszym”, „Jest akcja serca w drugim” i po chwili na twarzach wszystkich pojawił się uśmiech i profesor powiedział „Jest trzecia akcja serca – mamy wszystkie”. Ja zamiast się cieszyć, wybuchłam histerycznym płaczem, poprosiłam o zakończenie badania i pobiegłam do swojej sali, leżałam i wyłam, jedyna myśl która mi przychodziła do głowy to, to że nie dam rady, że moje ciało nie podoła wyzwaniu, że mogę stracić całą trójkę i nie przeżyje kolejnej straty. Profesor przyszedł po mnie i zabrał mnie na rozmowę, kazał się wziąć w garść i uspokoić. Nasza rozmowa bardzo dużo mi dała, przedstawił jak to wygląda od strony medycznej i że teraz wszystko zależy ode mnie, a oni będą robić wszystko żeby udało się dotrwać jak najdłużej. I wtedy obiecałam sobie, że muszę być twarda i silna, bo mam w sobie trzy maleńkie kruszynki, które bardzo kocham, i teraz muszę robić wszystko, żeby urodziły się – cała trójka cała i zdrowa! I tym samym zostałam bardzo posłuszną pacjentką.
Przeczytałam uważnie i czekam na ciąg dalszy. Też jestem po wielu przejściach i naprawdę wiem, jakie to wszystko trudne i bolesne. Pozdrawiam córeczki:)
Poprzedni wpis to jakaś zgroza… z całego serca współczuję przeżyć! Chyba powinnaś podać nazwisko tamtego lekarza… ku przestrodze!
Gratuluję potrójnego szczęścia 🙂 – ja mam „tylko” podwójne 😉 też dziewczynki, również po długich staraniach – i czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam!
Gratuluje potrojnego szczescia.:D
Czekam na kolejne wpisy
Popłakałam się …. :*
To cud, że 3 serduszka w Tobie biły z tego co czytam nie maiłaś jakiejś strasznej terapii hormonalnej
Oj tak, to trzy cuda. Terapię hormonalna miałam kilka lat, ale nic nie dawała. To cudowne tabletki cl… Tak zadziałaly 🙂
czytam każdy wpis i na tych pierwszych jestem w szoku… a teraz płaczę jak bóbr… teraz z zaciekawieniem już klikam w następny post żeby dowiedzieć się co dalej się u Ciebie działo… Gratuluje Wam oczywiście córeczek i serdecznie pozdrawiam.
Bardzo wzruszająca historia. Czytam właśnie od początku z wypiekami na twarzy 🙂
Witam ja również się wzruszyłam po tym poście. Gratuluje potrójnego szczęścia sama jestem po jednym poronieniu ciąża obumarła, ale obecnie jestem mamą dwóch córeczek( Ania 2,5roku oraz 5 msc Basia) O Anie staraliśmy się 4 lata, a z Basią udało się od razu.
Witam:)
Gratuluje córeczek i zapraszam do dalszej lektury!