3X2 – czy dwanaście kucyków

O Ani i jej córkach trojaczkach pisałam już jakiś czasu temu. My odwiedziliśmy ich latem w Częstochowie i podczas tej wizyty umówiliśmy się na kolejne spotkanie. Tym razem Oni odwiedzili nas.
Nie napisze tutaj, że nie obawiałam się tego spotkania. Oczywiście, że czułam pewne obawy. Powodów było kilka. Bałam się, że te dwanaście szalonych kucyków tym razem nie znajdzie wspólnego języka i będą wojny o zabawki. Obawiałam się również pogody, bo wiadomo z tą bywa różnie.
Aby nie komplikować sobie życia i wieczorami nie wracać do domu z dziewczynkami, na te trzy dni przeprowadziliśmy się do miejsca w którym spali nasi goście. Wyniosłam pół domu, zabrałam , zabawki, leki i stos ubrań – no co? Nigdy nie wiadomo co i kiedy będzie potrzebne 🙂
Trojaki przyjechały już w piątek popołudniu. To była ich pierwsza tak daleka podróż, ale dały radę 🙂
Nasze dziewczynki nie mogły doczekać się ich przyjazdu, wracając z przedszkola cały czas dopytywały się czy już przyjechały Zuzia, Ala i Hania.

Od lewej: Hania, Alicja, Tosia, Lenka, Zuzia i Zuzia 🙂

Przywitanie było trochę śmieszne, ponieważ tamte trojaki zdążyły się już zadomowić w nowym miejscu i szaleć jak dzikie zające. Natomiast nasze weszły do środka i zwariowały. Nie widziały co się dzieje  🙂 Na szczęście przełamanie lodów nie trwało długo i po chwili szalało już sześć blond głów 🙂
Pierwszego dnia dzieciaki poszły spać koło godziny dwudziestej drugiej, oj nie w głowie im było spanie, bo po co spać skoro tak doskonale się szaleje. Śpiewały, tańczyły i wygłupiały się jak wariatki, aż miło było popatrzeć na tę radość.

Kiedy dzieciaki poszły spać mamusie trochę zaszalały 🙂 Z Anią mogłabym przegadać całą noc, mamy mnóstwo wspólnych tematów i taki sam pogląd na niektóre sprawy. Temat o którym możemy rozmawiać bez końca to nasze dzieci, mamy podobne problemy i podobne radości związane z nimi.  Tak naprawdę jesteśmy sobie obce, bo znamy się niecałe dwa lata. Nasz kontakt to rozmowy telefoniczne i  fb. Obce a zarazem tak sobie bliskie. Tej nocy przesadziłyśmy z pogaduchami i ciężko było wstać rano.

W sobotę zaplanowałam wycieczkę pociągiem do Krynicy, chciałam żeby trojaki x 2 miały atrakcje. Oj ależ tempo było tego ranka 🙂  Ania wstała po szóstej, (jej trojaki to jeszcze większe poranne ptaszki niż nasze) miała dzięki temu czas na wszystko. Ja obudziłam się po ósmej.  Przez to, że zaspałam wszystko musiałam robić na jednej nodze. Uwierzcie, że przygotowanie śniadania dla dziesięciu osób nie jest takie proste, gdy ma się na to zaledwie dwadzieścia minut. Zrobiłam śniadanie, szybki make up, ubrałam siebie i dzieciaki i praktycznie biegiem na pociąg który ruszał o 9:22 (9:00 siedzieliśmy za stołem jedząc śniadanie). Ania w pewnym momencie zwątpiła i stwierdziła, że na pewno nie zdążymy na pociąg, a ja wiedziałam że zdążymy 🙂 i co? zdążyliśmy i nawet czekaliśmy na niego na peronie jakieś 20 sekund 🙂
Podróż trwała około półtorej godziny, dzieciaki niesamowicie się cieszyły. Najwięcej frajdy miały kiedy pociąg wjechał do tunelu 🙂 Oczy miały wtedy jak pięć złotych, bo Pan maszynista zapomniał włączyć światła, a tunel w Żegiestowie to jeden z najdłuższych tuneli w Polsce.

W Krynicy było cudownie, promyki słońca odbijały się od białego puchu który pokrył całą okolice. Dziewczyny turlały się i zjeżdżały na tyłkach z mini górki. Nie wyobrażacie sobie jaką byliśmy atrakcją turystyczną. Wszyscy się za nami oglądali. Ania ubiera dziewczynki jednakowo, więc tym bardziej przyciągaliśmy spojrzenia turystów.
Po chwilowym odpoczynku w pijalni wód poszliśmy na obiad do naszej ulubionej restauracji w Krynicy. Ktoś kto nas obserwował z boku miał przed oczami niezłą komedie. Dzieciaki rozproszyły się po całej sali bawiąc się w kuku  🙂 Atrakcją dla dziewczynek była Panna Młoda, którą serdecznie pozdrawiamy 🙂

W drodze powrotnej do pociągu dziewczynki były tak zmęczone, że myśleliśmy że padną jak kawki kiedy  tylko pociąg ruszy. Hehe, ale głupki z nas, że tak pomyśleliśmy 🙂 W pociągu wstąpiły w nie nowe siły :))) odwiedziły nawet maszynistę, który nie mógł wyjść z podziwu, że to podwójne trojaki 🙂
Dopiero przed stacją na której mieliśmy wysiadać nasza Lenka zasnęła na stojąco trzymając się Wojtka rąk, natomiast Zuzia Ani skulona w kuleczkę na fotelu 🙂  Ale my wredne matki nie pozwoliłyśmy na relaks i trzeba było się otrząsnąć 🙂
Tego wieczoru dziewczynki o godzinie dwudziestej już smacznie spały, a rodzice dzięki kochanemu dziadkowi Arturowi, który pełnił dyżur opiekuna nad śpiącą szóstką mogli zrelaksować się przy ognisku! Wyobrażacie sobie ten pyszny smak kiełbaski w środku zimy?
W niedzielę w planach mieliśmy wyjazd do Rytra na pontony, ale pogoda nas zaskoczyła. Za oknem była śnieżyca przypominająca koniec świata. Nasze plany musieliśmy przełożyć na następny raz. Zaraz po obiedzie nasi goście pojechali do domu, a nasze dzieci pytały:” Kiedy przyjadą jeszcze te drugie trojaki?”
To był naprawdę  udany weekend. Niepotrzebnie miałam jakiekolwiek obawy. Dziewczynki dogadywały się świetnie, no pomijając jeden incydent walki o śpiewający mikrofon Dory 🙂
Planujemy już następne spotkanie…

Przyjaźń 
Ekipa 🙂

18 Replies to “3X2 – czy dwanaście kucyków”

  1. O rany jak cudnie ! Wcale się nie dziwię, że wszyscy się za wami oglądali – tyle pięknych dziewczynek.
    Powiem Ci, że zawsze marzyłam o bliźniakach i nawet mam na to realne szanse, ale mam moją jedną Basieńkę i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo chyba z dwójką bym sobei nie poradziła. Tym bardziej podziwiam Wasze obie rodzinki !

    Życzę więcej takich spotkań 🙂

    1. Kochana poradziła byś sobie gwarantuje Ci jak człowiek jest postawiony przed faktem dokonanym to nie ma szans, trzeba sobie poradzić 🙂

  2. Czyli Krynica przeżywa ostatnio najazdy trojaków :)) By bawiliśmy tam tydzień wcześniej. Ale takiej atrakcji turystycznej na pewno nie stanowiliśmy. Ślicznie!

Skomentuj Monika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *