
„Ahoj przygodo…”
To był spontan, co prawda o tym miejscu wspominaliśmy wcześniej, ale konkretnego dnia wycieczki nie planowaliśmy. Myśleliśmy, że sobota skończy się na obiedzie i spacerze po starówce. A tu proszę… plany zmieniły się w momencie i to przez Wojtka, który rzucił hasło: „jedziemy na wycieczkę” Na co oczywiście żeńska część rodziny się zgodziła 🙂 Cel podróży – Ciężkowice, a dokładnie Skamieniałe Miasto. O tym miejscu słyszałam wiele. Kto tam był, mówi że jest to miejsce wyjątkowe, magiczne, dlatego chciałam kiedyś zabrać tam dziewczynki. Zabrać, ale nie w tak niepewną pogodę, ale o tym później 🙂
Droga jak zwykle mijała nam śpiewająco, dziewczyny ostatnio stały się fankami folkowej muzyki, więc gramy z przytupem 🙂 Kiedy przyjechaliśmy na miejsce niebo lekko się zachmurzyło, Wojtek powiedział, że zbliża się burza, ale jak zwykle stwierdziłam, że przesadza. Zabraliśmy picie pod pachę i w drogę… w ciemny las.
Miejsce urocze, za bramą inny świat, ptaszki śpiewają, zieleń, skały i takie świeże powietrze. I tak sobie „skałowaliśmy” spokojnie, oglądaliśmy wielkie skały, dziewczynki pokazywały w którą stronę mamy pójść czytając znaki na drzewach, wprost istna sielanka, aż tu nagle … ściana deszczu i burza! Pomyślałam: „Osz… jak zwykle miał racje…” Ja boje się burzy jak ognia, dziewczyny z tego co widziałam nie za bardzo. Uciekliśmy pod pierwszą wielką skałę i czekaliśmy, aż przestanie padać. Po dłuższej chwili przestało więc ruszyliśmy w drogę, no niestety nie dalszą, lecz powrotną. Trasa była bardzo niebezpieczna, kamienie śliskie od deszczu, pełno błota, ścieżką płynęła mała rzeka.
Dziewczynki miały niesamowitą uciechę z warunków w jakich schodziliśmy, w pewnym momencie Zuzia się potknęła i wylądowała w błocie! Wstała i chwilowo zamarła, ale po chwili otrzepała ręce i poszła dalej. Nawet moje nowe kochane białe trampki poszły się … bo calutkie z błota. Do dziś nie mogę ich doczyścić żadnym specyfikiem (może ktoś ma sposób na plamy błotne? proszę o podpowiedź) Kiedy zeszliśmy na parking świeciło piękne słoneczko i wszystko dookoła parowało, a nasze wesołe trojaki wołały „Ahoj Przygodo!!!”
Na pewno wrócimy w to miejsce po to, aby przejść trasę od początku do końca, ale z pewnością tylko wtedy kiedy będę widziała błękit nieba.
Jaki z tego morał? Męża trzeba słuchać, jak on twierdzi że będzie padać to BĘDZIE !!! 🙂
Pozdrawiam Adulka 🙂









































Zdjęcia bardzo ładne 🙂 Sama przygoda dla dzieci jest wielką frajdą. Trochę błota na ubraniach nie zaszkodzi. Zabawa była to najważniejsze 😀 Fajnie prowadzony blog 🙂 Będę tu zaglądać częściej
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Miałam okazję poznać las burzą, więc wiem o czym mówisz 🙂 super, że jak tylko jest trochę czasu to pada pomysł „wycieczka”. Zazdroszczę. Pozdrawiam
Takie wycieczki z przygodami wspomina się i pamięta najlepiej i najdłużej 🙂
p.s.Próbowałaś czyścić buty solą, polaną sokiem z cytryny. Ja tak czyściłam plamy po żelazie, gdy Stefano musiał je przyjmować a pluł nim namiętnie. Ostratnio do plam używam wody utelnionej (samej albo w połączeniu z solą). Tylko należy pamiętać, że mogą odbarwiać. MI nigdy z niczym nic się nie stało – ani się kolory nie odbarwiły ani biel nie pożółkła, ale nie chciałabym mieć Twoich trampków na sumieniu 🙂
Kochana Ty moja o tej metodzie nie słyszałam, dobrze, że piszesz – sprawdzę!!!!
fantastyczne miejsce 🙂 idealne na rodzinny spacer! Czasem taki spontan jest lepszy od wszelkich planów 🙂
Byłam kiedyś w bardzo podobnym miejscu zwało się Piekiełko w dawnym kieleckim.A co do twoich butów może je wrzuć do pralki.
Fajna przygoda. Dziewczyny pewnie zachwycone ! Nie ma jak spontaniczne wypady