
Chciałam się pożegnać …
Od jakiegoś czasu myślę o tym, aby zawiesić pisanie bloga, nie z braku tematów, bo nasze życie to niekończące się tematy do opisania, ale z innego powodu. Przyznam szczerze, wieczory wolę spędzać u boku męża niż przy laptopie, a za dnia wolę szaleć z trojakami. „Żyj jakby jutra miało nie być” to słowa którymi żyję obecnie. Kiedyś pisanie spędzało mi sen z powiek, każdy wieczór mąż oglądał moje plecy znad laptopa, a dziś wiem, że to oni – moja rodzina jest najważniejsza, że ten czas płynie o wiele za szybko i nawet się nie obrócę jak moje córy wyfruną z domu.
Część z Was zauważyło, że posty pojawiają się rzadziej i piszecie czy coś się stało? Kochani, nic się nie stało, to po prostu przemyślenie pewnych priorytetów. Nie zarabiam na pisaniu i nie idę po trupach żeby zdobyć większą rzeszę czytelników, nie walczę o lajki czy udostępnienia. Mam swoje miejsce w sieci i wiernych czytelników, którzy są ze mną zawsze mimo, że jest mnie teraz mniej.
Jest jedna rzeczy, której żałowałabym najbardziej gdybym przestała pisać. Dzięki pisaniu bloga poznałam wiele wspaniałych osób, wiele kobiet które dzielą się ze mną swoimi historiami, kobiet które przeżyły to co ja. Jedną z takich osób jest Ania, mama wspaniałych trojaków, które miałam zaszczyt poznać osobiście w miniony weekend.
Doskonale pamiętam pierwszą wiadomość od Ani: „Witaj, jestem przerażoną przyszłą mamą trojaczków z Norwegii…”I tak zaczęła się nasza znajomość. Całą ciąże wymieniałam się z nią swoimi doświadczeniami, a ona opowiadała o swoich obawach. Wspierałam ile mogłam, pocieszałam i dodawałam otuchy, aż któregoś dnia niespodziewanie dostałam zdjęcia trzech cudownych małych kruszynek. Kruszynek, które od pierwszej chwili skradły moje serducho. Te trzy małe cuda urodziły się w 33 tygodniu ciąży całkowicie zdrowe, bez żadnych wad. Od tamtego dnia byłyśmy w stałym kontakcie, wiele godzin przegadane przez telefon, video rozmowy, machanie i cmokanie do ekranu. Któregoś dnia podczas rozmowy okazało się, że Ania przyjeżdża do Polski i będziemy miały okazję spotkać się osobiście. Najśmieszniejsze jest to, że rodzinny dom Ani znajduje się 45 km od nas, czyli jesteśmy „sąsiadkami” 🙂
Kiedy Ania przyjechała do Polski, umówiłyśmy się u mnie na kawę i pogaduchy ( w tym miejscu pozdrawiam cudną Zochę :)) Tematów, chichów i śmiechów nie było końca, jakbyśmy znały się lata.
Natomiast w miniony weekend mieliśmy przyjemność poznać te trzy cudne kruszyny osobiście, bo całą rodziną pojechaliśmy do rodzinnego domu Ani. Cała rodzina przywitała Nas z ogromną sympatią. Mąż Ani i tata trojaków to świetny facet i jeszcze lepszy ojciec. Aleksander, Alicja i Wiktoria mają teraz siedem miesięcy i dają niesamowitą radość swoim rodzicom. Są bardzo grzeczne i w sumie przez cały ten czas nie dawały o sobie znać. Obserwując Anię, radowało mi się serce, bo miłość jaką darzy swoje dzieci było widać gołym okiem. To niesamowicie rezolutna, obrotna i wspaniała kobieta, która bardzo mądrze podchodzi do swojego macierzyństwa.
Spędziliśmy tam całe popołudnie i czułam się tam jak w gronie najlepszych przyjaciół, zresztą nie tylko ja, bo nasze dziewczynki znalazły wspólny język z dzieciakami z rodziny Ani, a tatusiowie dbali o to, aby nie zgasł grill 🙂
Właśnie dlatego, ciągle prowadzę bloga, bo dzięki pisaniu poznałam wielu wspaniałych i wartościowych ludzi. Ludzi, którzy dają mi wiele radości. Ludzi którzy dodają skrzydeł nawet w ponury szary dzień. Ludzi, którzy potrafią napisać: „Dziękuję Adulka, że jesteś. Dodajesz mi sił”. Choć tak naprawdę ja nic specjalnego nie robię 🙂
ps.
Taka z nas wesoła ekipa

Kochanie, w pełni rozumiem, co czujesz, mnie na blogu też jest mało, a powiedziałabym nawet, że malutko. Niestety, rzeczywistość pochłania 120% mojego czasu, nie mam już siły, by pisać teksty (czego bardzo żałuję) a nie lubię robić nic „na odwal”, więc na razie przybastowałam. Buziaki, Słońce 🙂
I moja Kasia tu zagląda regularnie :* Ciesze się 🙂
Kochanie pisania nie rzucam całkowicie tylko go ograniczam, więc raz w tygodniu Cię tu zapraszam 🙂 I nie przejmuj się tym pechem 🙂
zaglądam regularnie 🙂
Rodzina najważniejsza. Czas tak szybko płynie, że przy moich dzieciach widzę że ucieka mi przez palce i niestety wiem, że nieuchronnie zbliżamy się codziennie do dnia w którym moi mali chłopcy się wyprowadza i staram się czerpać teraz jak najwięcej i od siebie im dać też jak najwięcej. Ciesz się chwilami z rodziną, a my będziemy tu czekać na teksty tak jak na ulubiony serial raz w tygodniu 😉
hehe mówisz, że oglądamy te same seriale ? 🙂
Dziękuje Ci za miłe słowa kochana, a czas faktycznie płynie nieubłaganie…
Ja nigdy nie komentuję w internecie …lecz teraz bedzie ten pierszy raz. Czytam posty od dawna i wiadomosc ” muszę się pożegnać” pierwszy raz spowodowała u mnie wzruszenie. Czytając i oglądając Pani zdjęcia,czuje ze mozna mieć o jedno dziecko więcej niż ja i dawać radę z uśmiechem na twarzy. Dziękuję za to ,że można poczytać wspaniale teksty. I mam nadzieję,że to jednak nie koniec. Będę czekała z niecierpliwością na kolejne wpisy.
Po pierwsze NIE Pani, jestem Ada i tyle wystarczy 🙂
Po drugie baaaardzo cieszę się, że zmotywowałam Cię tym wpisem do napisania pierwszego komentarza w sieci!!!
Teksty będą, ale nie tak często jak do tej pory, będę to robić wtedy kiedy będę miała wystarczająco czasu i weny.
Ściskam !@
Rozumiem Cie Adulka i ciesze sie ze postawilas rodzine na pierwszym miejscu. Aczkolwiek bedzie mi brakowalo Twoich tekstow jednak mysle ze te ktore beda sie pojawiac beda takue wyczekane wiec i bardziej doceniane☺ ja sama ostatnio malo zagladam na net i pewnie bede mniej tego ribila jak nasza kruszynka pojawi sue ba swiecie chyba ze bede szukala pomocy
Pozdrawiam i bede czekala z niecierpliwoscia na Twoje teksty
Marzenko Ty moja, ale Ty to pięknie napisałaś. Posty będą pojawiać się, ale nie tak często jak do tej pory. Nie można żyć tylko blogiem i internetem, życie jest zbyt krótkie aby marnować go na takie rzeczy. Ja też czekam na Wasza kruszynkę i mam nadzieję, że napiszesz mi któregoś pięknego dnia: ” Hallo, cześć ciocią, już jestem:) „
Ciocia Adulka na pewno dowie sie jako jedna z pierwszych. Wiem ze zalegam z fotkami. Musze sie poprawicpoki co Malenstwo fika w brzuszku i juz zaczelismy 37tydzien teraz to naprawde z gorki
już 37 ???? wow
Trzymam Cię za słowo z tą info o narodzinach ! 🙂
Uwielbiam Cie!! Mam nadzieję że to przemyslisz i bd z nami
Ehh ty salusiowa mamo!!!!!
Jakbyś zrezygnowała to miałabyś nalot w domu 🙂 zdajesz sobie z tego sprawę ? :))))) Cieszę się, że będziesz!!!!
hehe, dlatego wykupiłam ubezpieczenie 🙂
Szkoda byłoby gdybyś zaprzestała pisania, lubię tu czasem zajrzeć i zobaczyć co u was słychać. 😉