Kiedy odejdę

Mam trzydzieści lat. Miewam w życiu takie chwile, kiedy siadam i zastanawiam się co mnie jeszcze czeka, jaki los zgotował mi Bóg. Moje dotychczasowe życie do czasu kiedy pojawiły się dziewczynki nie do końca było usłane różami.  Długie lata leczenia,poronienie, stres związany z donoszeniem trojaczej  ciąży i paniczny  strach o stan zdrowia dzieci zaraz po urodzeniu. To co przeżywałam w tym okresie może zrozumieć tylko kobieta, która przeszła to samo …

Dziewczynki są jeszcze małe mają cztery  lata,  bardzo boje się o ich przyszłość.  Kiedy przyglądam się dzisiejszemu światu przechodzą mnie dreszcze. Co rusz jakieś wypadki, morderstwa, wojny. Czy ten świat całkowicie się zmienia? wariuje? Przecież za czasów mojego dzieciństwa tak nie było.  Żyło się spokojniej, jakoś normalniej.  A może tylko mi się tak wydaje bo kiedy byłam młodsza i nie miałam swojej rodziny, nie zwracałam uwagi na te wszystkie niebezpieczeństwa?

Nie chciałabym umierać zbyt wcześnie, nie wyobrażam sobie nie być obecną  podczas dorastania moich córek. Chcę patrzeć jak się zmieniają i dojrzewają.  Chcę być obecna przy tym jak zakładają swoje rodziny, jak rodzą  dzieci, jak cieszą się ze swojego macierzyństwa. Chcę im pomagać  w trudnych sytuacjach  życiowych, chcę być im wsparciem i podporą, chcę być osobą do której będą mogły przyjść i powiedzieć wszystko. Chcę zabierać swoje wnuki na wycieczki, chcę patrzeć jak cieszą się swoim dzieciństwem.
Chciałabym być jak najdłużej mamą, a potem babcią i prababcią…

Marzy mi się późna  starość, taka spokojna i bezpieczna, spędzona  w gronie najbliższych osób.  Starość, którą nie będę sprawiać ciężaru moim bliskim. Starość w której  będę do końca sprawna i świadoma. Starość w której będę czuła się spełniona. Chciałabym dożyć czasu kiedy usiądę w bujanym fotelu z drutami w rękach i pomyślę; „Przeżyłam piękny czas u boku wspaniałego męża, dałam życie, wychowałam wspaniałe córki, patrzyłam jak dorastają, jak one dają nowe życie. Dostałam ciepło, przyjaźń, dobro, szacunek i miłość  bez której moje życie nie byłoby nic warte.
Zanim „zamknę oczy” chciałabym być pewna, że nie zmarnowałam  swojego życia, że wychowałam swoje dzieci na dobrych ludzi,  chciałabym odejść spełniona wiedząc, że będą bezpieczne.

Jednak myśl o mojej śmierci nie jest tak straszna jak myśl o śmierci najbliższych osób. Nie ma chyba nic gorszego niż śmierć swojego dziecka, niezależnie w jakim wieku ono umiera, czy ma rok, piętnaście czy czterdzieści lat.

16 Replies to “Kiedy odejdę”

  1. Aduś życzę Ci takiej starości. A na każdego z nas przyjdzie ten ostatni dzień. To nieuniknione. Niestety takie jest życie kruche, okrutne ale też radosne i przepełnione miłością i z tego ostatniego czerpmy jak najwięcej się da! Bierzmy tyle ile jesteśmy w stanie. Nie oglądaj się tylko idź do przodu pełna szczęścia tak jak to właśnie w ostatnich latach robisz!

    1. hmm no właśnie… też czasem się nad tym zastawiam. Wiem, że każdy z nas musi odejść, bo nie ma innej opcji, ale czy chciałabym umrzeć jako pierwsza…. ? Nie wiem…

  2. Czasy zawsze były trudne, życie wokół brutalne, ale media tak tego nie napędzały. Był jeden dziennik wieczorem. A teraz? Zewsząd atakują Nas informacje, przytłaczają, napawają lękiem. Czasami się zastanawiam czy popularnością cieszyłoby się jakieś medium (telewizja, radio, czasopismo, strona w Internecie), w którym byłyby wyłącznie dobre wiadomości? Nie sądzę, bo dziennikarze kochają sensacje, a dobro często ucieka tylnymi drzwiami redakcji.

    Zdarza się, że usiądę i zaczynam się zastanawiać… a potem otrząsam się i w głowie pojawia się myśl – a jaki mam na to wpływ? Na większość spraw niestety niewielki. Zawsze Nam się wydaje, że mamy czas. A potem okazuje się, że niekoniecznie. Właśnie dlatego nie rozmyślam za wiele. Jest tu i teraz. Domyślam się, że mając dzieci inaczej się do tego podchodzi… Apropos, tego chyba dotyczy mój największy lęk – że nie będę miała dziecka/dzieci… Ty masz cudowną rodzinę, niech Ona będzie Twoim motorem napędowym i nieustającym polem do radości, inspiracji.

    Pozdrawiam ciepło,
    Natalia.

    1. Natalio, ależ ty mi tu mądre rzeczy popisałaś… Tak zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o te media, bo faktycznie tak jest, nic tak dobrze się nie sprzedaje jak sensacje.
      Kochana do wielu spraw podchodzi się inaczej jak ma się już swoje dzieci. Zawsze to one są na pierwszym miejscu (przynajmniej tak jest u nas) Wiesz ile przeszłam ja, tez myślałam że nigdy nie przytulę do serca swojej istotki a tu widzisz jak jest. Musisz mocno w to wierzyć, że się uda… trzymam kciuki

      1. Ojej, dziękuję 🙂 Jako była blogerka czasem skrobnę coś mądrego hehe. Szkoda, że zabrakło determinacji i chęci do pisania czegoś w sieci.

        „Wiara czyni cuda”, wiem… Dziękuję za kciuki i ściskam :*
        Natalia

  3. Zanim „zamknę oczy” chciałabym być pewna, że nie zmarnowałam swojego życia, że wychowałam swoje dzieci na dobrych ludzi, chciałabym odejść spełniona wiedząc, że będą bezpieczne. Nic dodać nic ująć. Choć ja nie lubię o tym myśleć, żyję tym tu i teraz.

  4. wiesz, kiedy wspominam mężowi co ma zrobic gdyby mi się cos przytrafiło to mnie wyzywa! że nie powinnam mysleć o takich rzeczach! Ale jako matka dobrze wiem, że trzeba być gotowym na wszystko – nie znasz dnia ani godziny 🙁 A ja chcę wiedzieć, że mąż będzie wiedziała co ma zrobic by oboje z córka byli szczęśliwi nawet beze mnie!

  5. Ja się często przyłapuję na takich myślach „Co by było, gdyby nagle mnie zabrakło”, ale szybko uciekam od tych przemyśleń, bo przecież bez sensu się denerwuję. Jeśli już wyobrażę sobie, że mialoby się stać coś komuś z najbliższych mi osób to ze stresu nie mam humoru pół dnia heh…dlatego staram się cieszyć każdym dniem, a z tymi złymi myślami walczę myśląc o czymś radosnym:) Pozdrawiam! mamazbloku.blogspot.com

  6. To prawda, że otacza nas niespokojny świat, w którym nie możesz być niczego pewna. Mnóstwo w nim zła, brutalności, wojen, chorób, śmierci. Czasami miewam takie dni kiedy wydaje mi się, że ten czas w moim życiu, który trwa jest zbyt piękny i kiedyś karta się odwróci, a ja będę musiała zapłacić za ten czas. Mam nadzieję, że te obawy nigdy się nie potwierdzą.
    Najgorszym co może spotkać rodzica jest pochowanie własnego dziecka, tak nie powinno być. To dzieci powinny żegnać rodziców.

  7. Ja mam jakieś dziwne poczucie czasu, bo raz sobie myślę ,że przeżyję w szczęściu 80 lat, a za chwilę znów ( njaczęściej na skutek jakichś zdarzeń losowych myslę, że pewnie jutro mnie tu już nie będzie. Myślenie o smierci nie jest , przynajmniej nie powinno być straszne. W zasadzie to codziennie spotykamy się ze smiercią ( przedmiotów, marzeń, ludzi, pieniędzy) itd. Epikurejczycy, byli zdania ,że nie nalezy sie bać smierci , bo jak ona przychodzi to nas już tu nie ma. I hcyba coś w tym jest. njaczęściej jednak, boimy się nie o siebie, ale o to wszystko co po nas i kto po nas tu zostanie.

    1. Ale mądrzy byli ci Epikurejczycy, całą prawda co mawiali.
      O śmierci trzeba myśleć, bo myśląc o śmierci myślimy co pozostanie po nas, co będzie z naszymi dziećmi czy najbliższą rodziną.
      Pozdrawiam Cię 🙂

  8. Pamiętam jak kilka lat temu pisałysmy jeszcze na GG. Ja byłam wtedy w ciąży a ty pełna wątpliwości czy kiedyś uda ci się zostać mamą. I zobacz jak los potrafi się uśmiechnąć do tych, którzy czegoś bardzo pragną. Obserwuję Adulko twojego bloga i widzę, że te trzy cudne dziewczynki nie mogły trafić na fantastyczniejszych rodziców – bo takich porostu niema

  9. Ja też się czasem obsesyjnie wręcz martwię, że komuś coś się może stać, dzieciom, mi, mężowi. Czasem się bardziej martwię, tym co może się nigdy nie przytrafić, niż cieszę się dniem obecnym, tym, że jesteśmy razem, zdrowi i cali, ale odkąd mam dzieci ten przeogromny strach jest we mnie i chyba tylko inne matki mogą to zrozumieć. Fajnie, że o tym napisałaś, bo myślałam, że tylko ja mam takie myśli …

Skomentuj Szczypta o Mnie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *