Macierzyństwo w wymiarze TRIO

Ktoś kto mnie nie zna i nie wie jak wygląda moje życie z trojakami mógłby pomyśleć, że aby przeżyć to co przeszłam przez swoje ostatnie cztery lata życia trzeba być jakimś nadzwyczajnym.
Może zaskoczę co poniektóre kobiety, ale macierzyństwo w wersji  TRIO jest o wiele prostsze niż np. urodzenie dzieci rok po roku. Tak, tak wiem co pisze  i jestem tego świadoma. Szczerze? Nie wiem czy byłabym w stanie ogarnąć trójkę dzieci rok po roku.

Zaczynając od początku.  W ciąży  martwiłam się o całą trójkę równie mocno jak każda mama o dziecko w swoim łonie. A czym różniłam się od innych kobiet? Kopało  mnie od środka sześć nóg i rąk – fantastyczne uczucie! Ciąża była zagrożona od samego początku bo moja waga piórkowa  (45 kg) i drobne ciało musiało przejść chrzest bojowy, aby wytrwać te 31 tygodni ciąży.

Uwierzcie, że niesamowicie jest usłyszeć na porodówce zamiast: „Ma Pani córkę„, to: „Pierwsza córka, druga córka, trzecia córka” 🙂 Wydaje ci się, że zaraz padnie kolejne … 🙂 Nasze pierwsze spotkanie i uczucia jakie we mnie wtedy były są nie do opisania. Najcudowniejsze było to, kiedy po raz pierwszy wzięłam je na ręce podczas kangurowania. Wszystko miały takie maleńkie. Pamiętam, że nie potrafiłam pogodzić się z tym, że nie poświęcam każdej dziewczynce tyle samo czasu czuwając przy inkubatorze. W tym momencie żałowałam, że nie jestem w stanie się roztroić.  Kiedy jedna płakała, a w tym czasie byłam u drugiej to z daleka robiłam „ciiiiiiiiiiiii„, które działało wtedy jak najlepsze lekarstwo.

Pamiętam, kiedy wróciliśmy z dziewczynkami do domu. Dużo wcześniej zaczęłam się do tego przygotowywać organizacyjnie i psychicznie. Możecie mi nie wierzyć, ale przeczytałam tylko jedną książkę , „Bliźnięta atakują” . Jest to bardzo dobry poradnik, który pomaga organizacyjnie przygotować się na przyjście więcej niż jednego dziecka. Psychicznie wiedziałam, że muszę dać radę, że jak nie ogarnę to polegnę. Myślę, że pomogło mi moje nastawienie do życia, to że jestem urodzoną optymistką i staram się nie dobierać sobie do głowy.
Najgorzej było na początku. Musiałam ułożyć sobie wszystko na spokojnie, a do tego potrzebowałam czasu. Musiałyśmy nauczyć się siebie nawzajem.  Zrobiłam pomocne tabelki w których notowałam wszystkie potrzebne rzeczy. Wizyty u lekarzy, ilość zjedzonego mleka, czy była kupka i ile spały. Pomogły mi one niesamowicie, ponieważ to co najważniejsze miałam zapisane pod ręką. Starałam się, aby wszystko było robione w jednym czasie np. karmienie. Podkładałam pod butelki kocyki żeby wszystkie jadły razem. Operowałam butelkami i pilnowałam, aby żadnej nie wypadła z buzi.
Póki dziewczynki były malutkie nie było problemu żebym na spacer chodziła z nimi sama. Zuzia leżała w jednej gondoli, a Tośka i Lenka w drugiej.
Najgorzej było z rehabilitacją, musiałam ćwiczyć z każdą po trzy, cztery razy dziennie i tak do pierwszego roku życia. Ćwiczyłyśmy metodą Vojty, kto wie na czym polegają te ćwiczenia wie co przeszłam.
Okres raczkowania i nauki chodzenia był dla mnie łaskawy. Nasze trojaki nie ciągnęły za kable, nie wspinały się po meblach, nie wkładały nic do kontaktu, więc w naszym domu nie trzeba było nic chować ani zakrywać.
Kiedy skończyły rok, poszły do żłobka,a ja wróciłam do pracy. Wstawałam wtedy dużo wcześniej żeby wszystko przygotować. Gdy dzieci się budziły, ja byłam już gotowa i mogłam się nimi zająć. Droga do żłobka była troszkę skomplikowana, bo kiedy jeszcze nie chodziły, a Wojtka nie było musiałam wszystkie trzy zanieść sama. Wychodziłam z samochodu i musiałam każdą przenosić co kawałek i tak na pierwsze piętro w budynku. Zawsze musiałam mieć każdą na oku, więc te odcinki nie były dalekie. W tym miejscu pozdrawiam te wszystkie osoby które mijając mnie i mówiły: ” Ale się Pani  odźwiga”  i żadna nie pomogła.
O niebo lepiej było kiedy już chodziły, ale tu przytoczyć muszę pewną historię którą wspominamy do dziś 🙂 Wyszłam z dziewczynkami z samochodu i zamiast do klatki schodowej, każda poszła w swoją stronę i za nic w świecie nie chciały pójść tam gdzie mama 🙂 Żadne przekupstwo nie pomogło 🙂 Tata musiał przyjechał z pomocą z drugiego końca miasta – i to był drugi raz kiedy żałowałam że nie mogę się roztroić 🙂
Teraz dziewczynki mają cztery lata i jest o niebo lepiej. Bawią się same, przebierają, jedzą, myją i robią wiele innych czynności do których nie jestem im już potrzebna. Kiedy idziemy na spacer trzymają się za ręce, kiedy mówię że idziemy tu czy tam to idą, a nie uciekają. Wspierają się i pomagają sobie nawzajem, trzymają się razem i pewne jest to, że jedna drugiej nie da zrobić krzywdy i stanie za nią murem.

Dostałam ostatnio kilka prywatnych wiadomości z tematem: „Przerażona mama trojaczków” w treści jest mnóstwo pytań o to jak poradziłam sobie z tą myślą że urodzę trojaczki, albo jak ogarnęłam wszystko na początku. Myślę, że wiele zależy od tego jakim jesteśmy człowiekiem. Ja nigdy, nie bałam się wyzwań, jestem urodzoną optymistką, rzadko kiedy moja micha się nie śmieje. Czasem tak sobie myślę, że Bozia wiedziała co robiła dając mi trojaczki 🙂

 12

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

qwertyuiop

33 Replies to “Macierzyństwo w wymiarze TRIO”

  1. Zazdroszczę Ci tego, że dziewczynki bawią się same ze sobą – nie żebym nie lubiła bawić się z moja córka ale czasem nie mam jak ugotować czy posprzątać bo bawię się lalkami a nie mam jak się wyrwać na chwilę,żeby chociaż ziemniaki wstawić.
    Trojaczki oczywiście jak zawsze urocze dziewczyny:) Skręca mnie jak czytam, że nikt Ci nie pomógł przy wnoszeniu dzieci do żłobka. Co za ludzie…

    1. Wiesz co, sprawa nie jest taka oczywista, ja też raczej bym mogła tylko współczuć na odległość, bo mam chory kręgosłup, czego oczywiście na pierwszy rzut oka nie widać, ale mam zabronione dźwiganie, więc łatwo czasem oceniać. A moje kłopoty wzięły się właśnie z nadmiaru życzliwości dla pewnej dziewczynki, która sobie wymyśliła, że skoczy z wysokiej półki, a że tylko ja byłam w pobliżu, tylko ja mogłam ją złapać. Oszczędzę Wam opisu, co było potem, dodając tylko, że zrosty po zastrzykach bolą. Tak więc do tej pory cierpię za to, że przypadkowo wyręczyłam kogoś w opiece.

      1. Donna ale ja nie ma do nikogo pretensji, ja sama wżyciu bym nie poprosiła o to aby ktoś mi pomógł nosić trojaki. Choćby nawet z takiego powodu jaki występuje u Ciebie.
        Pozdrawiam

    2. Kasiu wiem o co ci chodzi z tą zabawą nie raz widziałam u koleżanek jak się to odbywa. Wiesz co ci jedynie mogę doradzić ? 🙂 rodzeństwo!

    1. Dziękuje :* Na jednej z grup do której należę na fb rozpoczęła się dyskusja na temat tego czy lepiej trojaki czy rok po roku trójka, Wszystkie stwierdziły to samo co ja 🙂

      1. mam jedynaczkę, ale jestem w stanie zrozumieć i czuję, że też wolałabym miec więcej za „jednym zamachem” niż tak po trochu 😉 „groziła” mi ciąża bliźniacza, więc trochę rozumiem 🙂

    2. Jestem mamą dzieci rok po roku i nie zgadzam się z opinią że łatwiej z trojakami to kwestia doświadczenia( ja nie mam trojakow a Pani corek rok po roku) – to ocena subiektywna, najwazniejsza jest organizacja i nie ważna jest ilość:) w pakiecie czy osobno zawsze więcej niż jedno dziecko równa się zamieszanie

  2. Też sobie nie wyobrażam rok po roku. Z dwójką na raz chyba prościej. To samo jedzą, ten sam etap rozwoju. Też spisywałam na początku wszystko, robiłam tabelę kto jadł, kto brał witaminki,kto był przewijany. Początkowo mąż mi pomagał, potem gdy wrócił do pracy radziłam sobie samo. Dało się placka upiec, zrobić przetwory. Trudnym okresem były pierwsze kroki-każde w inną stronę oczywiści i bunt dwulatka. I najgorsze jest chorowanie, bo nie chorują na raz, tylko co 2-3 dni łapie następne.

    1. Tak to prawda najgorsze jest chorowanie, jedna od drugiej łapie błyskawicznie. A wracając do tabelek to niech życie ten kto je wymyślił 🙂

    1. Każda kobieta postawiona przed faktem jest w stanie sie zmobilizować i sobie poradzić. Także uwierz, że gdyby Ciebie to spotkało też byś ogarnęła 🙂

  3. <3 cudownie <3 mam taką wątpliwość jak udało ci się je rozróżnić gdy miały po kilka – kilkanaście dni ?!

    1. Dziewczynki są różne, ale przyznam że początkowo musiałam się chwilę zastanowić teraz patrząc na stare zdjęcia wiem od razu która to która 🙂

  4. Ja właśnie takich akcji gdzie dzieci mi się rozbiegną każde w inna stronę, bałabym się najbardziej. NIe ma co ukrywać, że przy trojaczkach dobra organizacja jest jeszcze bardziej niezbędną niż przy jednym dziecku. Ja czasami nie wyrabiam przyz jednym, ale Stefano ostatnio daje nieźle popalić.

    1. Stefano to cudowny facet, normalnie mogłabym go kupić dla jednej z moich dziewczynek 🙂 Sprzedaż ? 🙂

  5. Hehe, te pytania to chyba odemnie:) Przebrnęłam wczoraj przez całego bloga a ile razy się popłakałam… Nastawiam się pozytywnie na przyjęcie moich trojaczków i wierzę, że dam radę. Słabe kobiety nie dostają takich prezentów od losu/Boga, tylko takie, które będą w stanie sobie z tym poradzić:)

    1. hehe ciesze się Asiu, i ja wierze że wszystko będzie dobrze! A te pytanie to też od Ciebie 🙂
      Ściskamy WAS :*

  6. Ale z Was fajna rodzinka. Podczytuje Was od czas do czasu i jestem pełna podziwu. Jesteś bardzo fajna mamą, a przy trojaczkach to wcale nie takie proste i oczywiste. Wiem co mówię, bo sama jestem mamą dwóch dziewczynek, blizniaczek. I czasami dopada mnie rzeczywistość ale uważam, że wszystkie mamy które zostały obdarzone ciąża mnoga, są wyjątkowe i tylko my wiemy jak cudownie jest mieć więcej niż jedno dziecko w tym samym czasie. Ja juz nie mogę się doczekać aż moje zaczną razem się bawić.

  7. Pięknie napisane i super się czyta 🙂 ja mama dwóch córek (różnica 2 lat) mogę powiedzieć że opieka i wychowanie od początku nie jest łatwe, ale jak już dzieci podrosna to jest prościej 🙂 Kochają się obydwie miłością bezgraniczna i skoczyłyby za sobą w ogień;)
    Jednak są i takie dni w które każda ma swoje zdanie i żadna nie ustąpi. Potrafią się bić i krzyczeć na siebie a wtedy mama wkracza do akcji 🙂
    Ja też nigdy nikogo nie prosiłam o pomoc, ale czytając Pani sytuację jakoś samoistnie wzielabym sie do pomocy aby wnieść dziewczynki 🙂
    Pozdrawiam i z każdym postem mocno podziwiam !! A dziewczynki są cudowne 🙂

Skomentuj Zwykła Matka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *