Na froncie

Nasze trojaki nalezą do grona dzieci grzecznych. Dlaczego tak uważam? Bo mam oczy i obserwuję inne dzieci z grona naszych znajomych i czasem jak tak patrzę to myślę: „Boże, nasze to anioły”. Całkiem niedawno mieliśmy próbkę takiego „piekielnego” zachowania,  które Lenka odczuła na własnej skórze. Najgorsze było to, że mama nawet nie zareagowała mimo, że obie byłyśmy naocznymi świadkami całego incydentu.  A co zrobił chłopczyk? Popchnął Lenę z górki, nie małej i zrobił to z premedytacją, bo wcześniej poczekał, aż ona się na nią wydrapie. Mimo poturbowania nie usłyszała magicznego słowa „przepraszam”. No cóż może zostawię to bez komentarza, bo ktoś może mi zarzucić, że uważam, że moje dzieci są NAJ. Wcale tak nie twierdze, po prostu wydaje mi się, że niektórzy rodzice (mam na myśli ową mamę) mogliby czasem zareagować.

Nasze trojaki mają czasem gorsze chwile. Zdarzają się kłótnie i awantury o tzw.  byle co. Tośka przekomarza się z Lenką, do tego dochodzi Zuzia, która chce je pogodzić i wojna gotowa 🙂 Bywa również tak, że jedna na drugą skarży. Ja się nie wtrącam, no chyba, że dochodzi do rękoczynów zagrażających ich życiu 🙂 Zawsze mówię, że skoro się razem bawią i rozrabiają to niech swoje spory rozwiązują między sobą.

Zazwyczaj po całej aferze tłumaczę, że to nieładnie, że się kłócą, bo są siostrami i to bardzo źle wygląda. Kiedy pytam czy nie będą już się kłócić,wszystkie zgodnie odpowiadają, że „NIE!” Mija kilka dni i wojna znów na horyzoncie.

Dlaczego nie rozwiązuje ich sporów? Dlaczego nie wtrącam się podczas kłótni? Bo w przyszłości będą musiały stawić czoła nie takim problemom i mamy wtedy nie będzie. Będą musiały poradzić sobie same. Chcę, aby nauczyły się rozwiązywać same swoje spory. Gdybym się wtrącała nie widząc całej akcji od początku, nie wiedząc kto rozpoczął, mogłabym niesłusznie którąś osądzić. Tak więc kłótnie nasze trojaki rozwiązują same.

 

 

Pozdrawiam Adulka

12 Replies to “Na froncie”

  1. Nie krytykuję Twojej postawy, jednak chcę zwrócić Twoją uwagę na to, że w tym krótkim poście… przeczysz sobie. Opisujesz, że nie wtrącasz się w spory między dziećmi, bo muszą sobie same poradzić a na początku postu osądzasz mamę jakiegoś dziecka, że się … nie wtrąciła i nie zareagowała na sytuację między jej dzieckiem a Twoim. Może też wyszła z założenia, że lepiej pozostawić to dzieciom? Uśmiecham się do Ciebie wirtualnie, bo zgadzam się z Tobą generalnie, że lepiej dzieciom nie przeszkadzać ale do tej sytuacji chyba trochę zbyt emocjonalnie podeszłaś. Chyba że było to poważna sytuacja zagrażająca zdrowiu dziecka, nie opisałaś szczegółów, więc tego nie wiemy.

    1. Słuszna uwaga, że nie opisałam całej sytuacji. Dlatego poprawione i mam nadzieje, że już wszystko wyjaśniłam.
      Pozdrawiam Mame 🙂

    2. Nie koniecznie przeczy sama sobie, bo wtraca się jeśli ktoś robi krzywde dziecku – a nie jak dzieci kłócą się pomiedzy sobą. To są dwie różne rzeczy.

      1. Wszystko już wyjaśnione, po prostu pierwsza wersja była bez opisanej sytuacji z chłopcem. Opisałam dokładnie sytuacje i mam nadzieje ze już mi nikt nie zarzuci, że przeczę sama sobie. (Pierwszy komentarz pojawił się zanim nie było opisanej akcji)

    3. Jest ogromna różnica między pokazaniem dziecku, że nie wolno popychać innych dzieci i należy przeprosić, a wtrącaniem się w dziecięcą kłótnię bez rękoczynów. Trzeba wiedzieć kiedy należy zareagować, a kiedy należy dzieciom pozwolić dojść do porozumienia. Popieram Mamę Adulkę w 100% 🙂

  2. moja jest jedynaczką, ale częstym goście, żeby nie powiedzieć codziennym, jest mój młodszy brat, który jest 4 lata starszy od Igi (od razu ubiegne zdziwienie, jest adoptowany) i jak oni się kłócą nigdy, przenigdy nie reaguję, wasze zabawy, wasze kłótnie, często powtarzam, że dopóki nie leje się krew i nie ma otwartch złamań, nie wchodze między nich 😉

    1. Dobrze, że wytłumaczyłaś bo już zrobiłam wielkie oczy 🙂
      Też uważam że takie podejście do sprawy jest bardzo zdrowe 🙂

  3. Czytałam kiedyś w jakiejś książce (być może w „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały…”, ale głowy nie dam sobie uciąć), że tak małe dzieci nie są w stanie samodzielnie radzić sobie w pewnych sytuacjach konfliktowych, bo nie dysponują takim „arsenałem” potrzebnych do tego środków jak dorośli. Widzę to po swoich córkach (rówieśniczkach Twoich, Autorko bloga) – dziecko czasem po prostu nie wie co zrobić, żeby drugą stronę przekonać, nie bardzo umie też odpuścić i tym samym rozwiązać sprawę. W naszym przypadku wówczas następuje zazwyczaj „ŁUP” ręką 😛
    Może trójeczka ma lepszy „arsenał” niż dwójka…
    Pozdrawia mama bliźniaczek 🙂

    1. U nas na szczęście tego „ŁUP” nie jest za wiele, więcej to kłótnie słowne. Dziewczyny jakoś rozwiązują swoje problemy, kłótnie, może faktycznie to ten”arsenał” 🙂 Pozdrawiamy bliźniaki :*

Skomentuj Tygrysiaki Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *