Nowe wyzwanie

Wyzwanie 47 dni bez słodyczy – brzmi przerażająco co ? Dla tych którzy kochają słodkie pewnie tak, z kolei dla ty którzy słodkości nie jadają w ogóle to żaden wyczyn. Przyznam się Wam, że wizja tych 47 dni troszkę mnie przerażała i byłoby mi zdecydowanie łatwiej gdyby nie kuszenie chodzących szatanów 🙂

Stwierdziłam, że czas postu będzie znakomitym momentem na to, aby bez tych słodyczy troszkę pożyć i poćwiczyć swoją silną wolę. Umieściłam wpis na naszym fanpage i znalazło się kilku śmiałków, którzy razem ze mną podjęli wyzwanie. Część z nich prosiła o codzienne przypomnienie o tym, aby tych słodyczy nie jeść. Powstała nawet specjalna grafika,która codziennie przez 47 dni lądowała na prywatnych skrzynkach naszych czytelników. Były osoby, które w połowie wyzwania pisały, że mają mnie już dość (hehe), a po skończonym wyzwaniu dokładnie te same pisały, że będą tęsknić za tą moją uśmiechniętą buzią z rana 🙂

slodycz

Byli również tacy, którzy pisali: „Ada nie dałam rady – skusiłam się bo …” i tu treści padały różne. Zazwyczaj wymówką była jakaś rodzinna impreza. Pocieszające jest to, że wiele z Was dało radę i pisało na koniec: ” Aaaaa, dałam radę, dziękuje, że mnie zmotywowałaś”.
Prawda jest taka, że gdyby nie Wy sami to pewnie by się Wam nie udało, ja Was tylko zachęciłam, ale to Wy wykonaliście kawał dobrej roboty i stawiliście czoła pokusie.
Sama nie raz miałam chwile załamania, nie raz mój palec sięgał po ociekającą masę krówkową, która spływała po łyżeczce i nie raz byłam bliska oblizania owej łyżeczki. Ale NIE, nie dałam się i potrafiłam nad sobą zapanować. Najgorsze były osoby, które nie potrafiły zrozumieć tego, że NIE JEM NIC SŁODKIEGO i mimo mojego „Nie dziękuję” one i tak nalegały : „No, ale zjedz, choć troszeczkę, przecież Ci nie zaszkodzi, nie przytyjesz od tego”.  Znalazły się też na szczęście dobre duszyczki, które dopingowały mnie i podziwiały moją wytrwałość i konsekwencję i mówiły: ” Podziwiam Cię, ja nie byłabym w stanie być taką nieustępliwą”.

Ktoś mógłby powiedzieć : „No chora baba, katuje się tak na własne życzenie”.  Dziś mogę Wam wyjaśnić dlaczego owe katusze przechodziłam. To taka mała lekcja przed tym, aby sprawdzić swoje możliwości, sprawdzić czy jestem na tyle silna, aby móc podjąć wyzwania nie tylko natury „jedzeniowej”, ale też takie codzienne rodzicielskie. A mianowicie, skoro jestem w stanie nie zjeść nic słodkiego przez 47 dni, to może też będę w stanie nie unieść głosu na własne dzieci i być bardziej opanowana i hamować swoje wybuchy złości?
Dziś po 47 dniach nie jedzenia słodyczy nie wróciłam do picia porannej kawy z cukrem, nie rzuciłam się na słodkości tylko po to, aby te 4 kg które straciłam wróciły. Żyje nadal bez słodyczy, bo mój organizm odzwyczaił się od  zażerania pustymi kaloriami.  Więc jeśli wypracowałam w sobie życie bez słodyczy to może dam radę i wypracuje w sobie „normalnego opanowanego człowieka”?
Wiem, że to najcięższe wyzwanie, jakie sobie wyznaczyłam, bo co dzień społeczeństwo funduje nam i sobie nawzajem mnóstwo bodźców, które sprawiają, że ciężko jest skupić się nam na tym co jest dla nas cenne i najważniejsze. Choćby samokontrolę.

Nie wyznaczyłam sobie jakiegoś konkretnego dnia na zakończenie wyzwania, za moje wyzwanie rozliczą mnie kiedyś moje dzieci, moja rodzina. Wiem jak było w naszym domu w momencie kiedy przez tydzień leżałam w łóżku z gorączką. W domu była cisza … nikt nie krzyczał, dzieci nie walczyły o swoje względy, nie wyrywały sobie zabawek, nie kłóciły się … były normalne, bo normalna byłam ja. Bo to ja jestem chodzącą bombą która nie wiadomo kiedy wybuchnie.  Dlatego wiem, że moje wyzwanie, które sobie wyznaczyłam będzie dla mnie bardzo trudne, najtrudniejsze, bo walczę nie tylko z silną wolą, ale z samą sobą,  a to chyba najcięższa walka.

14 Replies to “Nowe wyzwanie”

  1. Ja mam wyzwanie nie jadać późnymi wieczorami i nocą + ćwiczenia z Chodakowską. Od trzech dni się sprawdza, choć żołądek chodzi głodny, choć diety sobie nie narzuciłam 😉 Mam zamiar doprowadzić się do porządku w ciągu 3 m-cy, wiosna to chyba fajny czas na postanowienia, człowiek taki bardziej zmotywowany jest 🙂

  2. Gratuluję 🙂 i podziwiam ja w ciąży próbowałam już chyba 3 razy przestać jeść słodycze, ale niestety siła nawyku i zajadanie stresu na studiach za każdym razem wygrywało. Ale teraz może się uda bo mam obiecany prezent od męża jak się uda przez 2 miesiące (podobno po tym czasie wychodzi się z nałogu).

    Powodzenia w kolejnym wyzwaniu bo jest trudne, ale dasz radę 🙂 jak dla mnie nawet jeśli by nie było tych dni tyle ciągiem to i tak samo podjęcie takiego wyzwania jest ogromnym sukcesem 🙂

  3. Ja też nie jadłam przez cały Post słodyczy, nie zjadłam ich również w Święta i nie zamierzam ich jeść nadal 🙂 Podepnę się chyba również pod Twoje wyzwanie, bo niestety strasznie krzyczę na moją Trójce i bardzo mi z tym źle (im chyba również :)). Może uda mi się wytrwać, chociaż obawiam się że będzie znacznie trudniej niż ze słodyczami. Pozdrawiam

  4. Jak dobrze że nie przepadam za słodyczami 🙂 Za to podjęłam wyzwanie pięknych pośladków. Wyzwania są fajne. Można się sprawdzić.

  5. Przeczytałam Pani albo Twojego (pisałaś, że słysząc pani czujesz się staro :)) bloga od samego początku. Masz niesamowite córki, męża i wg całą rodzinę ! Ty sama jesteś niesamowitą mama, żoną. .podziwiam Cię, mimo że nie znam osobiście. Chyba się uzaleznilam i będę tu zaglądać regularnie 🙂 twarda babka z Ciebie, która duuuuzo przeszła a mimo to nie załamała się, nie poddała i wspaniałe wychowuje swoje dzieci..aa Twój mąż a ich Tata to skarb jakich mało, ciężko znaleźć takiego faceta, zwłaszcza teraz..ale powiem skromnie, że mi się chyba udało znaleźć, mimo że jestem „trochę” młodsza od Ciebie 🙂
    Trzymajcie się, pozdrawiam ciepło :):*

    1. Kamila, jestem Ada 🙂 i tyle na panią to trzeba mieć wygląd i pieniądze – tak mawia moja babcia 🙂
      Dziękuje Ci bardzo za miłe słowa i za tyle komplementów. Pewnie wiele prawdy w tym co napisałaś jest bo faktycznie staram się stąpać mocno po tej ziemi. Zapraszam Cię tu zawsze, teraz troszkę mnie pisze niż dawniej, ale pochłonęła mnie moja pasja i brakuje dobry w zegarze!
      Ściskam !!!

      1. Będę zaglądać na pewno, a kiedys gdy pojawia się na świeci i moje dzieci na pewno wrócę jeszcze raz do Twoich postów i będę z nich czerpać jak najwięcej 🙂

        1. hehe ja tam specjalistą nie jestem, tylko przeszłam swoje i wiem czeka przyszłe multi mamy 🙂
          Ściskam :*

      2. pewnie się oburzasz ze na Ciebie mówią pani , a na 23 latkę też byś powiedziała pani ?
        mnie też to denerwuje ze ktoś wie ze dana osoba ma 18 lat i więcej to już mówią pani , a czego na 16 i 17 nie powiedzą tylko jeszcze mówią na nich dziewczynka albo chłopiec. Ta Polska jest chora z tym mówieniem na wszystkich pan pani że niby się ma szacunek a przeciez na panią trzeba miec wygląd i pieniądze jak to dobrze piszesz.
        ps. ja mam 23 lat i ostatnio bardzo często mówią na mnie pani w sklepie i na ulicy(jak to słuszę to się aż gotuje we mnie) nie wyglądam wcale poważnie(no może trochę przez okulary) nawet wiele osób mówi mi że wyglądam na dużo młodszą. Tym bardziej nie rozumię czego tak na mnie paniują.

  6. „Bo to ja jestem chodzącą bombą która nie wiadomo kiedy wybuchnie.”
    Że nie da się po prostu ot tak rozbroić tej bomby… która niestety i u mnie tyka i tyka… i niestety wybucha… często…. za często…
    Bardzo trudne wyzwanie przed Tobą… ja sobie to wyzwanie stawiam każdego wieczoru a już od samego rana jest tak trudno wytrwać w spokoju i cierpliwości…
    Powodzenia Tobie i sobie życzę 🙂

Skomentuj Karolina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *