
Ojciec Stanisław
Księdza Stanisława poznałam już kilkanaście lat temu przy okazji spotkania wigilijnego dla osób niepełnosprawnych i samotnych, organizowanego przez stowarzyszenie, w którym działam. Jego historia jest niesamowita, w ogóle ten Człowiek jest niesamowity i chciałabym napisać o nim kilka zdań między innymi dlatego, że obchodził ostatnio swoje święto, w którym uczestniczyliśmy.
Kapłańska droga ks. Stanisława Olesiaka rozpoczęła się w Wyższym Seminarium Duchowym w Tarnowie, a potem przeniosła się do Misyjnego Seminarium Księży Werbistów w Pieniężnie na Warmii. Jego marzeniem było, aby pojechać na misje, pomagać ludziom w zmaganiach z biedą i chorobami. Marzenie to udało się spełnić i po przyjęciu święceń kapłańskich w 1979 roku i rocznym kursie języka portugalskiego wyjechał na misję. Jego celem stała się Angola w południowo-zachodniej Afryce.
Przez siedem lat jego pobytu tam pracował w bardzo trudnych warunkach, prowadził budowę ośrodka misyjnego, zabiegał o żywność dla głodujących. Niestety został zmuszony powrócić do Polski, jego organizm spustoszała malaria. Wrócił na leczenie do Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni.
Okazało się, że Ojciec Stanisław ma nie tylko malarię ale też jego wątrobę zaatakowała ameba. Jednak trzecia diagnoza brzmiała najstraszniej: stwardnienie rozsiane, choroba nieuleczalna.
Początkowo poruszał się o lasce, potem o kulach, niestety zmuszony był usiąść na wózku inwalidzkim. Po chwili buntu przyszła refleksja, która sprawiła, że znalazł kolejny cel w swoim życiu. Postanowił być z cierpiącymi, ułomnymi, osamotnionymi w swoim nieszczęściu i ich wspierać.
Sam Ojciec Stanisław bardzo cierpi. Jego jelita już nie pracują, ma jedną przetokę i przepuklinę, której nie da się operować. Lewa strona jego ciała jest dotknięta niedowładem. Przez cały czas zmaga się z bólem, który z roku na rok narasta. Nie pomagają mu praktycznie najsilniejsze środki przeciwbólowe a mimo to uśmiecha się do ludzi. Bardzo często można usłyszeć o nim, że Pan Bóg posłużył się Ojcem Stanisławem, żeby wyciągnąć ludzi z ciężkich depresji wywołanych kalectwem, bo dzięki długim rozmowom z nim często doszukują się sensu w swoim życiu.
Ja sama otrzymałam od niego wiele dobrego, kiedy nie mogłam zajść w ciąże podtrzymywał mnie na duchu i wielokrotnie odprawiał msze w mojej intencji. Kto wie, czy to nie właśnie dzięki niemu dziś cieszę się moimi trzema Szczęściami. Pewnie tak bo On ma specjalne układy z Tym u góry 🙂
Ksiądz Olesiak otrzymał wiele odznaczeń i wyróżnień, ale najważniejsze dostał od dzieci – „Order Kawalera Uśmiechu”.
Co trzecią niedzielę każdego miesiąca odprawia mszę dla osób niepełnosprawnych, chorych i samotnych i właśnie podczas mszy 18 maja odchodził swoje 35 -lecie kapłaństwa, a po ceremonii kościelnej grono najbliższych przyjaciół zostało zaproszonych na poczęstunek z tej okazji.
Moje dziewczynki bardzo lubią ks. Stasia z wzajemnością z jego strony, dlatego nie mogło zabraknąć nas w tym dniu by złożyć mu życzenia. Moje dziewczynki dzierżyły w swoich rączkach różyczki i oczekiwały na przybycie jubilata. Przywitał nas uśmiechem, którego mimo strasznego cierpienia nigdy nie brakuje na jego twarzy. Wiem ze swoich źródeł, że sprawiliśmy mu ogromną radość swoim przybyciem.
![]() |
| Podczas wręczania „Orderu Uśmiechu” |



Niesamowita postac. Oby takich bylo wiecej, co moim zdaniem znacznie by pomoglo zblizyc sie ludziom do kosciola. Mysle, iz Wasze odwiedziny sprawily ks, Stasiowi ogromna radosc 🙂
Czytając o takich księżach powraca mi wiara w nich 🙂
Duzo zdrowka I lask bozych dla Ksiedza !!!!
Mało już takich ludzi.
Widać, że dobry człowiek. Takich jest mało !
Wspaniały Człowiek!!!
Powtórzę się ale to naprawdę wspaniały człowiek!!
Cóż za posatć… są jeszcze cudowni ludzie na tym świecie i niech ktoś powie na Kościół tak lub inaczej nie wspominając o księżach… ehh oby żył jak najdłużej i jak najmniej cierpiał!