On – mój mąż

Poznaliśmy się 12 lat temu, to szmat czasu, a wydaje się jakby to było wczoraj. Zauroczyły mnie jego oczy, duże brązowe i mega długie rzęsy. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, nie sądziłam  że 6 lat później staniemy na ślubnym kobiercu. On spokojny, opanowany a Ja – całkowite przeciwieństwo, szalona i zwariowana. Ale w końcu przeciwieństwa się przyciągają 🙂 Zawsze byliśmy za sobą, nawet wtedy kiedy innym nie podobało się to, że się kochamy i gdy próbowano stanąć nam na drodze do szczęścia.
Kiedy zaczęły się problemy z zajściem w ciąże to on wspierał mnie jak nikt inny. Często powtarzał – „nie bądź smutna, będzie dobrze„, a kiedy poroniłam – był wtedy przy mnie, podtrzymywał na duchu i cierpiał razem za mną.
Nigdy nie zapomnę jego miny jak zrobiłam test ciążowy, (on w tym czasie rąbał drew do kominka) kiedy przybiegłam z testem to myślał, że zobaczyłam mysz (bardzo boje się tych stworzeń), zapytał „co się stało?” ja zalana łzami, mówię że test wyszedł pozytywnie, a on na to: „To czemu płaczesz?, powinniśmy się cieszyć!”  No właśnie, to on pomyślał o tym, że trzeba się cieszyć a nie beczeć. Całą ciąże woził mnie do Krakowa, był obecny przy każdej wizycie u profesora, pamiętam jak bardzo się denerwował, kiedy byłam na USG, kiedy badano przezierność karkową dziewczynek, jak wyszłam z gabinetu był blady jak biała ściana za jego plecami. To on spełniał moje zachcianki i jechał w środku nocy do Macdonalda po lody z karmelem, które tak uwielbiałam w ciąży.
I pamiętny dzień w którym zaczęłam rodzić, cierpiałam z bólu a on razem ze mną, ja płakałam z bólu a jego oczy szkliły się od łez, trzymał mnie za rękę podczas każdego skurczu i mocno ściskał. Pojechał do domu, ale nie na długo, kiedy zadzwoniłam że jestem na porodówce mówił mi że czuł, że dzwonie z tego powodu. Pamiętam kiedy wszedł do mnie na salę poporodową, widziałam radość i strach w jego oczach, był strasznie zmęczony, droga do Krakowa tej nocy była ciężka, padał deszcz. To on już jako „tata” czuwał przy naszych córeczkach przez pierwsze dwa dni i dostawał ode mnie „ochrzan” dlaczego nie zapytał pielęgniarki o to czy o tamto. Gonił z jednego piętra na drugie. Zawsze kiedy tylko mógł to przyjeżdżał do nas do Krakowa. Na jego głowie było przygotowanie całego domu na nasz powrót, spisał się rewelacyjnie, wszystko było gotowe na tip top.
Razem ze mną budził się w nocy, żeby nakarmić dziewczynki, kąpał, karmił, przewijał,chodził na spacery, zostawał z nimi sam w domu, żebym mogła pójść na fitness, spotkać się z koleżankami czy nawet pobiegać i tak jest do dnia dzisiejszego, chyba każda kobieta powie, że mieć takiego męża w domu to największy skarb, skarb którego czasem nie doceniam i nie szanuje, a powinnam. Ale jak każda kobieta, mam dobre i złe dni , czasem czepiam się najmniejszych pierdół i robię awanturę o byle co, a on znosi to wszystko z pokorą. Szczerze? Ja bym czasem nie wytrzymała z taką babą jak ja!!! A on jednak daje jeszcze radę i znosi moje humory. Uwielbiam go obserwować kiedy bawi się z dziewczynkami, kiedy tak troskliwie się nimi opiekuje, kiedy podczas kąpieli polewa głowy dziewczynek, a one mają z tego niesamowitą radochę, kiedy gra z nimi w piłkę i się wygłupia.
Mój kochany mąż jest super tatą, wspaniałym przyjacielem i nie zastąpionym mężem,  myślę, że lepiej nie mogłam trafić w swoim życiu.

Kochanie dziękujemy ci za to, że jesteś najwspanialszym mężem i najwspanialszym tatą i za to że jesteś….

25 Replies to “On – mój mąż”

  1. Jesteście świetną parą 🙂 i świetną rodzinką.
    Jak już Ci pisałam na poprzednim blogu, miałam okazję Was widzieć „na żywo” w Bonarce i na pierwszy rzut oka widać było jaką szczęśliwą rodzinę tworzycie, nawet pokazałam Was moim „chłopakom” ( mąż i dwóch synów), mówiąc, że czytam Twojego bloga.
    A co do czepiania się, jak to mówią: „kocha się pomimo wad, a nie tylko za zalety” 😉

    1. A to ty ta z Bonarki 🙂 miło mi że nadal mnie czytasz 🙂
      Nie znałam tego powiedzenia, ale zapamiętam go – dziękuje 🙂

      1. Oczywiście, że czytam 🙂 a im lepiej Cię poznaję tym bardziej żałuję, że nie podeszłam …..ale nic straconego my też lubimy wycieczki i np. Krynicę… 😉 i znalazłam u Ciebie wiele inspiracji wyjazdowych do wykorzystania. Szkoda, że mój mąż tak często pracuje w weekendy, bo jednak najbardziej lubimy wycieczki we czworo 😀
        A i mimo proroctw typu: jak będą starsi nie będą z Wami jeździć
        nasz 14-sto latek nadal lubi i chce 🙂 , o młodszym nie wspomnę 😉

        1. Nic straconego moja droga 🙂 wszystko przed nami 🙂 Krynica jest piękna i z całego serca Wam ja polecam. Nie zapomnijcie o Muszynie i ogrodach… w mojej głowie już pojawia sie zarys posta dot. atrakcji turystycznych na naszym terenie 🙂

  2. Cudownie czytać o takich facetach :-), ale Ty też jesteś wyjątkowa, cudowna z Was rodzinka. Życzę wszystkiego co najlepsze dla was wszystkich.

  3. To ogromne szczęście mieć takiego męża:) Wiem co mówię, bo czytając Twój wpis mam wrażenie jakbym czytała o sobie i moim mężu:) Też jesteśmy przeciwieństwami, ja potrafię być wredna a on dzielnie to znosi. Medal im za to !! 🙂

    Wielu wspólnych lat Wam życzę bo jesteście cudownym małżeństwem !!

    PS. Uwielbiam Twoje wpisy:)

    1. No to popatrz, twojemu też należy się order 🙂 My baby tak mamy 🙂 jędzowatość mamy we krwi.
      Pozdrawiam *

  4. Wzruszyłam się 🙂 Masz cudownego mężą i jednak mnie zainspirowałaś do napisania tego tekstu….myśląłam i myślałam, ale dzięki Tobie zrozumiałam, że o takich mężach jak nasi trzeba czasem napisać 🙂

  5. Trafiłam do Was dzięki Twoim komentarzom na Ciąża i Cała Reszta, który to profil śledzę od jakiegoś czasu. I od razu trafiam na tak wzruszający wpis. Pięknie piszesz o mężu i myślę, że kiedy przeczytał te słowa, na pewno w niepamięć poszły największe niedogodności jakich „taka baba jak ty” 😉 czasem mu dostarczasz. Chętnie poznam Was bliżej:, fajna para rodziców i trzy małe babki – trojaczki, nieźle! Pozdrawiam, Karolina

    1. Witamy w naszych progach 🙂
      „Taka baba jak ja” okropna jestem, ale dobrze że zdaję sobie z tego sprawę. Poprawie się 🙂

  6. popłakałam się jak to przeczytałam 😉 pięknie napisane, można pozazdrościć takiego męża 😉 a dziewczynki masz prześliczne 😉 podziwiam cię że dałaś rade przy trójce;) ja jestem matką bliźniaczek ( wcześniaczki z 25tc, dziś prawie 18-sto miesięczne panny;)), jestem nowa na twoim bogu, ale będe wpadać częściej bo się super czyta 😉 pozdrawiam 😉

  7. Ja mam podobnie ze swoim chlopakiem, takie tam z nas przeciwienstwa co sie o dziwo dogaduja :)  Poznalismy sie fajnie na studiach na wykladzie 🙂 Moze tez bedzie kiedys moim mezem 😉
    Zycze Ci szczescia 🙂

    my-fit-style.blogspot.co.uk

Skomentuj isajah Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *