Przyjaciel nocnik

Nocnik nie był obcy moim dziewczynkom, pierwszy raz posadziłam je gdy miały osiem miesięcy. Pamiętam, że jeszcze same dobrze nie siedziały, ale nociu był na tyle głęboki że jakoś udawało się je sadzać. Różowe „cudo” dziewczynki dostały od cioci Asi, pachnący z Kubusiem Puchatkiem 🙂
Pierwsza lekcja siusiania zakończyła się sukcesem, bo każda z dziewczynek wysiusiała się i punkt dla niej 🙂 Pewnie to, że się udało to przypadek, bo nie sądzę żeby dziecko ośmiomiesięczne było świadome swojej potrzeby fizjologicznej, ale fakt, że się udało i nie zraziły się do swojego nowego gadżetu 🙂
Sadzałam je często, ale nie regularnie, przeważnie się udawało, oczywiście zawsze przy powodzeniu musiało być  gromkie „brawoooo” od wszystkich obecnych przy rytuale.
Mijał miesiąc za miesiącem, a ja nie przykładałam się jakoś solidnie do tego ich odpieluchowania, a bo zawsze coś ważniejszego wypadało, zresztą każdy mówił – a po co ty je tego już uczysz? przecież one są za małe, nieświadome, ale i tak od czasu do czasu wysadzałam.
W tym roku podczas mojego trzytygodniowego urlopu  w lipcu postanawiałam, że najwyższy czas zabrać się za nocnik solidnie. Zakupiłam jeszcze dwa nocie, aby każda księżniczka miała swój tron, bo nie wiem czemu, ale tak mają, że jak któraś chce sii to te dwie pozostałe również odczuwają potrzebę 🙂 Na lodówce zawiesiłam kartkę z data w tabelce imiona dziewczynek, wytłumaczyłam każdej z osobna, że za każdym razem kiedy sik będzie w nocniczku to mamusia postawi plusa, a jak na ziemi albo w majtusiach to zapiszemy minusa. Ściągnęłam pampersy i wpadłam w opresyjne pytania się typu – „Zuziu, chcesz siku?, Tosiu napewno nie chcesz si?, Lenko chodź zrobimy siku”, sama się z  siebie śmiałam, a najbardziej załamujące było dla mnie kiedy pytam „chcecie siku?”, one odpowiadają „Nie” a tu po nogach się leje. Normalnie się załamywałam w takich momentach, i szczerze mówiąc chciałam odpuścić po tym pierwszym tygodniu, ale zawzięłam się i powiedziałam sobie, jak nie teraz to dopiero za rok, a to już będzie za późno bo będą mieć prawie trzy lata, a poza tym idą w żłobku do starszaków  a tam już większość dzieci sika na nocnik. I tak z dnia na dzień było coraz więcej plusów niż minusów, w jeden dzień górowała Lenka i miała same plusy i chyba sikała na siłę, bo potrafiła mieć piętnaście plusów 🙂 a przy niej Zuzia tylko sześć, w innym dniu Tosi sprawiało frajdę sikanie i było więcej powodzeń. Były też minusy nauki sikania, gdyż w początkowej fazie nauki musiałyśmy siedzieć cały czas w domu, bo nie chciałam zakładać im pieluch, bo kiedy one już na pupci były to żadna nie zawołała. Początkowo uczyłam je sikania bez majtusiów, goniły tylko w samych koszulkach i tu okazało się, że zrobiłam duży błąd, bo kiedy majtule pojawiły się na pupciach, a czuły potrzebę sikania zapominały o ich ściągnięciu i sikały na nocnik, ale w majtkach. Kilka dni trwało wytłumaczenie im, że trzeba ściągnąć majtusie, a po wysikaniu włożyć je z powrotem na pupkę. Niestety przez ten okres kiedy goniły w samych koszulkach naszej Tosi przyplątała się jakaś bakteria, prawdopodobnie musiała zabrudzić sobie siusię i biedaczka miała ją cała podrażnioną  i nie sikała przez całą dobę, bo się bała. Pani doktor przepisała robioną maść i antybiotyk, wyleczenie siusi trwało prawie dwa tygodnie, moja biedna Tolinka bardzo się ocierpiała.
Od lipca minęło już sporo czasu, do żłobka chodzimy bez pieluszki, przez dzień też, zakładamy pieluszki tylko do spania, ale zazwyczaj kiedy budzą się po popołudniowej drzemce to pieluszki są suche, po nocy jeszcze nie, ale na to czas przyjdzie, sukcesem jest dla mnie to, że opanowały nocniki w niecałe trzy tygodnie. Nocniki są teraz naszymi przyjaciółmi, są z nami dosłownie wszędzie, na spacerach, wycieczkach, u babci, w żłóbku 🙂
Teraz dziewczynki już nie wołają „mama siku” tylko idą same biorą nociu i robią co trzeba :), ale żeby osiągnąć ten sukces musiałam poświęcić swoje trzy tygodnie życia, ale było warto….

Lenka i pierwsze sii 🙂

Urocza Antonia 🙂

8 Replies to “Przyjaciel nocnik”

  1. Świetnie to opisałaś! Ale się ubawiłam:)))
    Zuch Dziewczyny!
    My nadal toczymy nocnikowe boje, ale u nas jak na razie mizerne efekty, ale poprawę widać. Też bijemy brawo – za każdym razem, gdy w ogóle zawoła, ale zwykle – przed posadzeniem na nocniczek- mam wrażenie jakby wstrzymywała i w rezultacie siii robione obok:(

  2. U nas sii podobnie jak u Ciebie rozpoczęłam chyba w 7 mc, sadzałam, przyzwyczajałam, oswajałam z nocnikiem, zresztą taka radę dała mi moja mamusia, która w ten sam sposób nauczyła nas. Sadzałam zawsze po jedzeniu spaniu i zawsze coś w nocniczku lądowało, mając skończony roczek latem puszczałam Luli bez pieluszki by zaczęła mieć świadomość tego, że pieluchy brak i sii leci po nóżkach. pierwsze poważne próby podjęłam w majowy weekend kiedy Luli miała 23 mc i miała tydzień czasu na naukę, a potem ewentualnie wakacje. I tak cały majowy week sadzałam średnio przez pierwsze dni co 15 min z każdym dniem zmniejszałam proporcje i zaczęły pojawiać się sukcesy, ale ile ja się naprałam majtek. Martwiło mnie nasz powrót do żłobka, ale tu chylę czoła ciocią ze żłobka, które podjęły z nami wyzwanie i bardzo się przyczyniły do odpieluchowania Luli.

  3. A u mnie Szymcio wolal pieknie w 18 miesiacu zycia. Kilka razy zrobil siusiu i nawet cos wiekszego,potem wyjazd do Polski i nocnik za ciasny i chlopakowi sie odwidzialo. Teraz widze,ze wola jak juz leje,ale na nocnik nie chce,a do kibelka. Czas zakupic nakladke i zaczac nauke od nowa! dzielne z Was dziewczyny!

Skomentuj Szczypta o Mnie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *