Rowerowo

W lipcu miałam trzy i pół tygodnia urlopu, byłam trochę zmuszona na takie długie „leniuchowanie” bo dziewczynki przez cały miesiąc miały przerwę od żłobka. Niestety tatuś dziewczynek, czyli mój mąż 🙂 robi na zmiany więc zawsze kiedy tylko wypada mu wolny weekend to planujemy jakąś wycieczkę.
Obraliśmy cel – Szczawnica bardzo lubię tam jeździć, nie wiem czemu, ale to miejsce urzekło mnie już kiedyś i lubię tam wracać. Kiedy dojeżdżaliśmy do Szczawnicy byłam w szoku, bo samochody były zaparkowane już jakieś 2 km od głównego parkingu, zdecydowaliśmy, że pchamy się dalej, a nóż się uda, i udało się, co prawda czekaliśmy na wolne miejsce godzinę, ale za to dziewczynki miały więcej czasu na drzemkę.
Ja zawsze mam jakieś pomysły 🙂 i tym razem umyśliłam sobie, że jeśli tylko będzie taka możliwości to wypożyczymy rowery z przyczepkami i wyruszymy w stronę Czerwonego Klasztoru na Słowacji. Ilość osób chętnych na rowery była spora, wiec zdążyliśmy zjeść obiad i spokojnie dotrzeć do wypożyczalni, w której czekały na nas rowery. Nie wiedziałam czy dziewczynki nie będą się bały, albo czy w ogóle będą miały ochotę być przypięte i siedzieć spokojnie. Tata wiózł dwie dziewczynki a ja jedną, ledwo wyjechaliśmy z wypożyczalni i już wzbudziliśmy sensację  wśród spacerujących osób, pewnie mało kto by nas zauważył, ale dziewczynki miały niesamowity ubaw z tego, że kukają do siebie przez okienka 🙂 Na deptaku było sporo osób wiec nie mogliśmy poszaleć, ale schody zaczęły się gdy przed nami zza drzew wyłoniła się góra 🙂 hehe mama dała radę wyjechać, tacie z racji dwóch pasażerek niestety nie, ale po zdobyciu tej góry podjęliśmy decyzję, że do Czerwonego Klasztoru już nie jedziemy i zawracamy. W drodze powrotnej nasza księżniczka Lenka ucięła sobie drzemkę, a Zuzia w tym czasie na siłę chciała napoić swoja kochana siostrzyczkę 🙂 Oczywiście Antonina tez musiała coś wymyślić, kiedy zatrzymaliśmy się do zdjęcia, patrze, a moja córeczka nie ma buta! Pierwsza myśl – Boże niech ona tego buta zgubiła przed tą górą, a nie na jej szczycie, ale na szczęście miła Pani, która się koło nas przechadzała powiedziała, że bucik naszej córeczki leży tu niedaleko, kiedy się po niego wróciłam Tośka miała niezły ubaw, tak jakby wiedziała co wykombinowała 🙂
Wyjazd ze Szczawnicy był koszmarny, staliśmy w korku godzinę jak nie więcej, ale było super i dobrze, że mam czasem takie pomysły 🙂

Team rodziny M 🙂

Lenusie zmogło

Tolinka

Lena co ty robisz?

Urocza Zuzolina

Czy one nie są urocze?

On zawsze coś wymyślą 🙂

2 Replies to “Rowerowo”

Skomentuj Miniowe Szczescie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *