Sama nie wiem jaki powinien mieć tytuł

Długo zastanawiałam się jak napisać tego posta, może dlatego że te wspomnienia bardzo dużo mnie kosztują. Zacznę od tego, że po kilku dniach po zrobieniu testu poszłam do pierwszego lepszego ginekologa, żeby potwierdził ciąże, poza tym plamienia dość często się powtarzały i troszkę mnie martwiły. Pamiętam jak czekałam na korytarzu pod gabinetem i nogi drgały mi ze strachu. Niestety zaraz po wstępie żałowałam, że w ogóle tam poszłam a nie od razu pojechałam do Kr. do profesora. Pan doktor zjechał mnie z góry, że nie leczę się na miejscu, tylko jeżdżę do Kr. jak tu też są lekarze. Po informacji, którą mu przekazałam, o długim i nie przynoszącym efektów leczeniu tu, zrobił się bardzo niemiły. Powiedziałam mu o teście, który wyszedł pozytywnie i o plamieniach, podczas robienia USG. powiedział, że praktycznie nic tu nie widać, że może być to worek z płynem, a jutro rano mam stawić się w przychodni, gdzie on ma dyżur i trzeba będzie zrobić USG na lepszym sprzęcie. Całą noc nie spałam, biłam się z myślami czy jest sens tam rano pójść, ale razem z mężem zdecydowaliśmy, że pojedziemy, bo gdyby działo się coś złego podczas ciąży to nie będzie czasu jechać do Kr. Spakowałam torbę i o 8 rano czekałam już na izbie przyjęć. Dostałam łóżko  (w sali i miejscu na którym 10 lat wcześniej leżała moja mama po urodzeniu siostry)  i czekałam na kogoś kto się mną zajmie. Od rana nic nie jadłam bo myślałam, że jakieś badania będą chcieli mi zrobić, ale przyszła Pani pielęgniarka pobrała krew po to aby ustalić grupę krwi za 35 zł . Na USG czekałam prawie 12 h. w końcu się doczekałam i podczas badania Pan doktor powiedział, że to ciąża ale martwa, bo nie ma akcji serca. Z nerwów cała się trzęsłam (oczywiście za to też dostałam ochrzaniona ,bo obraz drgał ). Na koniec stwierdził, że jutro powtórzymy badanie. Nie muszę chyba pisać jak wyglądała moja noc. Rano zabrał mnie ponownie na USG, tym razem stwierdził, że to ciąża bliźniacza, jedno żyje drugie nie, no chyba że to drugie to nie zarodek tylko worek z płynem. Do końca dnia nie mogłam pozbierać myśli, nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać, bo z jednej strony jest dzidziuś a z drugiej strony jak to bliźniaki to jak ja dam radę? Wizja  wszystkiego razy dwa mnie przerażała. Udało mi się chwilę przespać w nocy, a z samego rana  przyszedł  Pan dr.  mówiąc że konsultował moje zdjęcie i musimy po raz kolejny udać się na USG, podczas robienia badania nie powiedział praktycznie nic na temat tego co widzi na monitorze, poza kolejnym dogryzieniem  „Czy jedzenie udzielam sobie strzykawką, bo jestem strasznie chuda”. Po badaniu poszłam do swojej sali a chwilę po tym Pani sprzątająca zapytała czy to Ja byłam rano na USG, zdziwiło mnie jej pytanie, bo co ją to obchodzi? Po mojej odpowiedzi że to Ja, powiedziała TO PANI MA TROJACZKI?! myślałam że oszaleje, co ta kobieta do mnie mówi?  Znalazłam Pani zdjęcie w koszu na śmieci. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Nadszedł na to wszystko obchód. Pan doktor zapytał czy wiem co się ze mną dzieje? Odpowiedziałam, że codziennie dowiaduje się dziwnych rzeczy i chce w końcu wiedzieć o co chodzi! On spokojnym głosem że są to trojaczki, ale żyje tylko jedno a dwójka pozostała jest martwa, i że jest to około 7 tydzień ciąży a do 10 tygodnia nie uznaje się że to ciąża i jeszcze jest czas aby coś z tym zrobić, bo przy mojej budowie ciała nawet jednego dziecka nie donoszę, a co dopiero troje. Powiedziałam że skoro bije choć jedno serduszko to w ogóle nie mamy o czy rozmawiać. Wyszłam na własne żądanie, a 3 godziny później leżałam już na USG u mojego profesora w Kr.

7 Replies to “Sama nie wiem jaki powinien mieć tytuł”

  1. Witaj! Na początku serdeczne gratulacje! 🙂 wiem, co znaczą starania i utrata maleństwa, więc tym bardziej Ci gratuluję, że udało Wam się i jesteście już szczęśliwymi, potrójnymi rodzicami…

    miałam ciarki na plecach czytając Twoją historię, niestety takie są realia niektórych szpitali, sama nie zgodziłam się, żeby mnie położyli w szpitalu w mojej miejscowości…

    trzymaj się i czekam na kolejne posty! miłego weekendu!

  2. Kurcze, normalnie można zwariować z tymi naszymi lekarzami, służbami zdrowia i w ogóle!!!MASAKRA! Bardzo się cieszę, że Tobie – Wam się udało i macie potrójne szczęście – jestem pełna podziwu i czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy:):):)
    Pozdrawiam:)

  3. Ciężkie chwilę.
    Ja teraz jestem w ciąży trojaczej leci nam 17tc,ja zorientowałam się bardzo wcześnie ze jestem w ciąży był to równy 4tc bo czułam się masakrycznie,na wizycie dnia następnego lekarz powiedział że to o wiele za wcześnie aby o czymś mówić jest jedna komórka ale nie wiadomo czy w ogóle dotrwa dalej,bo jak stwierdził „mizernie to wygląda „. Zmieniłam lekarza w 6tc potwierdził mi bliźniaki które ona żyją,była i trzecia komórka ale bez zarodka więc raczej nie rozwinęła się. W 7tc na monitorze widziałam już 3fikajace kijanki więc było już pewne – trojaczki. Na początku plakalam bo się strasznie bałam,a teraz po cichu modlę się aby jak najdłużej donosic ciążę.
    Tym bardziej że ja jestem zmuszona jeździć po różnych miastach do szpitali,bo u mnie takiej ciąży „nie obsługują” i jak słyszę ze rozwiązanie ma być pomiędzy 30tc a 34tc włos jeży mi się na głowie ze strachu co to będzie.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Paulinko, gratuluje Ci (Wam) trojaków. 17 tc. to ciut za półmetkiem. Wiem, że przerażająca jest myśl o tym, że ciąża ma skończyć się wcześniej. Życzę Wam abyście wytrwali jak najdłużej, bo każdy następny dzień to sukces. (wiesz co tam już mieszka w brzuszku?, jak się teraz czujecie?, skąd jesteś? – jeśli nie chcesz pisać publicznie zapraszam cię na korespondowania meilowego adrianna@dwa-plus-trzy.pl)

    2. Paulinko również gratuluje Ci trzech serduszek
      ja sama we wtorek zostałam mamą trzech słodkich trojaczków są piękne. Grunt to myśleć pozytywnie

  4. Pierwszy raz popłakałam się przy Twoim poście. Trzeba składać skargi i składać, może wreszcie ktoś to zauważy. A co jeśli powiedziałby, że nie bije żadne serduszko? Jak można się tak pomylić. Brak mi słów. Trzymaj się i jestem bardzo dumna z Twojej postawy.

  5. Tak strasznie Ci zazdroszczę, ze Twoja historia skończyła sie tak pieknie. Ja po pierwszym szoku na wiadomość o trojaczkach (6tc) gdy juz zaczęłam sie cieszyć okazalo sie ze w 8tc biją tylko 2 serduszka a trzeci prawdopodobnie sie nie rozwija, bo jest sporo mniejszy niz pozostałe. Teraz sobie mysle, jak ja wtedy, gdy dowiedziałam sie ze są trzy zarodki egoistycznie myslalam, tylko „jak my sobie damy radę?”. Teraz (19tc)!oddałabym wszystko, zeby jednak miec w sobie 3 bijące serduszka a nie dwa i żadne „jak my sobie damy rade” nie mialoby dla mnie znaczenia. Ale trzeba żyć dalej i cieszyć sie tym co jest, w koncu nie każdemu dane jest byc mamą bliźniaków, ba, doskonale pamietam co czułam gdy zachodziła obawa ze wogole nie bedzie mi dane byc mamą. Za rok dorobimy do naszych bliźniaczek trojaka 🙂

Skomentuj Anna Radomska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *