
„Światełko do którego nie wolno Ci iść”
Wyobraźcie sobie taką sytuacje. Zachodzicie w upragnioną ciąże, okazuje się, że spodziewacie się bliźniąt, dwóch chłopców. Euforia, radość i oczekiwanie na szczęśliwe zakończenie ciąży. Wszystko pięknie się układa, niestety do czasu … do czasu 30 tygodnia ciąży kiedy to po USG okazuje się, że jedno z twoich bliźniąt jest chore. Ma bardzo chore serduszko.
Po przyjściu dzieci na świat lekarze stawiają diagnozę. Twoje najukochańsze dziecko ma wrodzoną wadę serca pod postacią tetralogii Fallota z zarośnięciem zastawki tętnicy płucnej, oraz połączeniami systemowo-płucnymi i skrajną hipoplazję tętnic płucnych. Świat wali Ci się w jednej minucie, a emocje walczą z ogromną rozpaczą. Wmawiasz sobie, że przecież to tylko wada serca, że niejedno dziecko rodzi się z taką wadą, a po operacji spokojnie żyje… Niestety okazuje się, że Twoje dziecko to nie jedno z tych, które po niewielkiej operacji zostaje zdrowe, bo jego wada jest wiele bardziej skomplikowana niż Ci się wydaje.
Wada z którą urodziło się Twoje dziecko spowodowała, że naczynia nie rosną razem z nim, więc lekarze muszą wstawiać mu stenty, żeby zwiększyć przepływy i saturację. Okazuje się, że na dany moment to jedyny sposób na to aby przedłużyć życie dziecka.
Lekarze od pierwszego oddechu twojego syna nie dają mu praktycznie żadnych szans na życie. W wieku 4 miesięcy twoje dziecko umiera na twoich rękach podczas zwykłego pobierania krwi – Bóg daje Ci jeszcze to szczęście i maleńkie ciałko leżące na twoich kolanach wraca z zaświatów.
Nie pozwalasz na to, aby twoje dziecko znów umarło i na własną rękę szukasz dla niego ratunku. Rozsyłasz płytkę z angiografią po całym świecie i mimo, że uzyskujesz odpowiedzi z różnych stron świata, że ryzyko przeprowadzenia operacji jest zbyt wielkie, TY nadal się nie poddajesz. Przecież walczysz o życie własnego dziecka, któremu to życie dałaś.
Historia opisana powyżej nie jest zmyślona, jest prawdziwa i opowiada o dziecku i jego rodzicach którzy żyją naprawdę. Katarzyna i Filip Koryczan są rodzicami czteroletniego Emilka, który jest bardzo chory i potrzebuje Naszej pomocy, bo inaczej jego serduszko zatrzyma się nie na chwilkę, ale na zawsze.
Pojawiła się ogromna szansa dla tego małego uroczego dzieciaka, pojawiła się szansa na operację w USA. Wiecie ile warte jest teraz jego życie? 1,5 mln dolarów ! Taka kwota jest potrzebna, aby chłopiec mógł żyć. Kwota zebrana na dziś wynosi ponad 2 mln zł. jest już bardzo duża, ale nie na tyle aby móc dokonać rezerwacji terminu operacji. Kolejny ostatni już termin wpłaty depozytu minie ostatniego dnia marca.
Moja gorąca prośba kochani. Ja wiem, że macie już dość tzw „Żebraczych postów” i są osoby, które nawet nie skończyły czytać mojego wpisu, tylko dlatego, że napisałam coś o pieniążkach.Wiecie co mnie najbardziej boli? Że życie tego małego cudnego chłopca jest całkowicie należne od serca innych ludzi, od tego czy ktoś dokona nawet najmniejszej wpłaty na konto. Nie wyobrażam sobie co czuła jego mama w momencie, kiedy usłyszała od swojego syna: „Bo mama wiesz, jak tam będzie takie światełko i ktoś będzie mnie wołał, to czy ja mam tam iść?”
Ja mam cichą nadzieję, że jeszcze długo Emilek, nie będzie musiał iść w stronę tego światła, bo wierzę, że żyją na tym świecie ludzie z dobrym sercem, którzy nie pozwolą mu odejść. Ja Ci nie pozwolę, bo jestem mamą i nie wyobrażam sobie gorszej tragedii od tej niż strata własnego dziecka.
Jeśli, ktoś z Was chciałby szerzej poczytać o Emilku i jego chorobie zapraszam na stronę SIEPOMAGA i jego Fanpage.
Tam również możecie znaleźć wszystkie informacje w jaki sposób dokonać wpłaty na jego konto. Ja Was nie namawiam, ja głęboko w Was wierzę.
❤
Musimy wierzyc ze sie uda
Pomagamy!!!!
Wiesz co? Chyba mnie czymś zaraziłaś …
Jak tylko przeczytałam ten wpis, weszłam na stronę Emilka w Siepomaga i w zasadzie już nie wyszłam. Nieważne, że coś tam dołożyłam, ale wsiąknełam w historię i śledzę rosnącą sumę, jakby to był mój synek. Jeśli akurat pracuję przy komputerze, to aktualizuję so kilkanaście minut i drżę z emocji, czy starczy czasu. Ale też uśmiecham się jak do ekranu jak głupia, że tyle ludzi gdzieś tam jest i chce im się tak po prost pomóc obcej osobie … Dzisiaj po południu akurat była średnia 6.000 zł na cztery minuty 🙂
Od niedawna z zainteresowaniem śledzę sytuację Emilka… to bardzo smutne, że taki mały chłopiec tyle musiał już przejść i to jeszcze nie koniec.
Mnie serce ściska, ale udało uzbierać się już uzbierać na depozyt, brakuje jeszcze wiele ale wierze, że się uda!