„Wakacje Tosi?”

Były to chyba najgorsze trzy tygodnie mojego życia, nie licząc czasu kiedy dziewczynki przebywały w szpitalu po urodzeniu. Wiele z Was pisało do mnie prywatne wiadomości dlaczego Tosia nie chodzi do przedszkola. Wśród tych troszczących się wiadomości pojawiła się jedna po której zrobiło mi się przykro. Czytelnik zarzucił mi, że wyróżniam Tosie spośród sióstr i spędzam sobie czas nią, a nie robię takich „wakacji” innym córkom –  przecież one też by tak chciały. Takowych wakacji nie robię i modle się o to, aby takie przymusowe „wakacje” nigdy się już nie powtórzyły.

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. W sumie od tego koszmarnego dnia minęły ponad trzy tygodnie. Przyszłam po Tosie do przedszkola, a pani opiekunka  zapytała czy widziałam co Tosia ma na żebrach.  Zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia, bo nic tam nie widziałam. Kiedy przyszliśmy do domu nie chciała mi pokazać. Dopiero wieczór przy kąpieli przyjrzałam  się i zobaczyłam guza. Guza, którego wcześniej nie widziałam, mimo że codziennie ją myje i ubieram.
W poniedziałek byłyśmy już u naszego pediatry. Pani doktor dała od razu skierowanie do chirurga. Miejsce guza było dla niej bardzo dziwne, bo nie był on  ani na piersi, ani pod pachą.

Tego samego dnia pojechałam do przychodni specjalistycznej, niestety o godzinie czternastej nikogo już tam nie zastałam. Pojechałam więc  do szpitala na oddział chirurgii  dziecięcej, ale tam też nic nie załatwiłam.  Pan doktor powiedział,  że jedynie może zaprosić mnie na kawę, a nie zbadać dziecko. Z dzieckiem mam przyjść do przychodni.

Następnego dnia przychodnia specjalistyczna miała wolne z powodu urlopu lekarza. Tak że znów  nic nie załatwiłam.  W czwartek z samego rana znowu pojechałam do przychodni, rejestracja czynna była od dziesiątej. Przyszło mi oczekiwać na otwarcie okienka w ogromnej kolejce. Cudem udało mi się dostać do środka. Gdybym na skierowaniu nie miała napisane „PILNE” nie byłoby szans wejść tego dnia do lekarza.

Tosia nie zaufała  Panu doktorów od pierwszej wizyty, przy wejściu do gabinetu stawiała opór i zaczęła płakać. Wizyta skończyła się skierowaniem na USG i wielkim znakiem zapytania ze strony Pana doktora. Nie miał pojęcia co to może być.

Następnego dnia byliśmy w szpitalu na USG. Badanie wyglądało koszmarnie. Tosia nie dała się mu dotknąć. Razem z Wojtkiem musieliśmy trzymać ją  siłą.  Po badaniu nie dowiedzieliśmy się w sumie nic. Pan doktor powiedział, że niestety, ale nie wie co to może być. Kazał zrobić szereg badań i odczekać miesiąc. W tym czasie mieliśmy się zastanowić co dalej robić. Bo pewne jest to, że usunięcie tego guza będzie tylko pod całkowitą narkozą. Szczerze? nie wyobrażałam sobie tego w ogóle!

Nie mogliśmy czekać tyle czasu. Strach był ogromny, nie wytrzymalibyśmy tego miesiąca, dlatego postanowiliśmy działać od razu.

Udało się nam dostać do bardzo dobrego chirurga.  Poszliśmy na wizytę w trójkę razem z tatą. Bardzo zaskoczyło mnie podejście Pana Doktora do Tosi, zresztą  Tosi do niego również.  Rozmawiali sobie jakby znali się od lat. Żadnego dystansu pomiędzy nimi. Pan doktor po zrobieniu USG powiedział, że prawdopodobnie jest to zwykły kaszak i żebyśmy przestali się tak denerwować. Powiedział też, że jest przeciwny położeniu Tosi na oddziale, że szkoda dziecka jeśli chodzi o jej przeżycia w szpitalu i na sali operacyjnej. Wyjaśnił nam również jakie skutki uboczne może spowodować narkoza. Zostawił nam decyzję  czy podejmujemy się zabiegu w jego gabinecie przy miejscowym znieczuleniu.

Przedyskutowaliśmy z Wojtkiem ten temat bardzo dokładnie. Mieliśmy wiele obaw jeśli chodzi o szpital … nie wyobrażaliśmy sobie jak zabierają ją na siłę ode mnie z rąk i  idą na salę operacyjną… zdecydowaliśmy się na zabieg w prywatnym gabinecie.

Tosie przygotowywaliśmy do tego zabiegu psychicznie przez kilka dni.  Mówiliśmy co będzie robił Pan doktor, dlaczego to robi i że  wiemy jak jest bardzo dzielna. Wydawało nam się, że wszystko pójdzie szybko i bezboleśnie. Ale tylko wydawało, bo  Tosie i Nas kosztowało to zbyt wiele, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

Byliśmy umówieni w środę na godzinę szesnastą. Baliśmy  się tego dnia tak bardzo jak wtedy … cztery lata temu. Ona maleńka i krucha istota,która tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy z tego co za chwilę będzie się działo. 

Początkowo wcale nie chciałam tam pójść, wiedziałam, że nie dam rady patrzeć na to wszystko, ale poszłam, bo poprosiła mnie o to Tosia. Siedzieliśmy w trójkę na korytarzu w ciszy … Tosia  od czasu do czasu coś zagadała, ale zachowywała się tak jakby wiedziała dlaczego mama z tatą tak milczą.

W gabinecie nie było fajnie, Tosia nie pozwoliła się dotknąć, chciała żeby Pan doktor wyciął cycusia  (bo tak go sama nazwała) w gabinecie w którym przyjmuje, a nie w zabiegowym. Tak naprawdę trzeba było zabrać ją  siłą i położyć na kozetce. Pan doktor poinstruował Wojtka w jaki sposób ma trzymać Tosie żeby się nie ruszała.  Zanim zaczął kazał mi wyjść  … powiedział „Mama wyjdź, zbyt wiele Cię to kosztuje” I wyszłam  …. dziś tego żałuję. Za drzwiami słyszałam jak strasznie płacze …. Jak woła „Mama” Nie jestem w stanie opisać tego co wtedy czułam. .. ale nikomu nie życzę tego co wtedy przeżyłam.  Po chwili nie wytrzymałam i wróciłam do środka. Stałam za białą zasłoną i czekałam aż skończą. Po chwili usłyszałam „Zawołaj  mamę” Weszłam i zobaczyłan moje dziecko które bardzo cierpi, które płacze. Zobaczyłam Wojtka, który wyglądał jak ściągnięty z krzyża i w jego oczach niesamowity żal, żal  swojego dziecka które musiało tyle przeżyć.

Najdziwniejsze jest to, że chwilę po tym kiedy mocno ją  przytulałam pan doktor zaczął ją zagadywać,  a ona zaczęła z nim normalnie rozmawiać. Musiała mu bardzo zaufać.

Wycinek był spory, został wysłany na badanie  histopatologiczne… I wtedy zaczął się koszmar… dwa tygodnie z życia wyciągnięte… Kto tego nie przeżył nie jest w stanie sobie wyobrazić co przeżywa rodzic w takim momencie.  Czekasz i modlisz się, aby nie był to wyrok na własne dziecko.

Wynik przyszedł w środę …. ODCZYNOWY WĘZEŁ CHŁONNY. Co to oznacza? Nasza Tosia jest zdrowa! A węzeł wziął się z tego, że musiała przejść jakiś stan zapalny i organizm zareagował w ten sposób. Musimy teraz po każdej przebytej chorobie dokładnie ją obejrzeć. Jeśli coś się pojawi …. czeka nas powtórka.

Pewnie znajdzie się tu niejedna osoba która stwierdzi,  że źle zrobiliśmy nie usypiając Tosi do  takiego zabiegu. Nie życzę nikomu, żeby kiedykolwiek musiał stanąć przed takim wyborem  …

 

IMG_0933

31 Replies to “„Wakacje Tosi?””

  1. Aduś, jesteś bardzo dzielna. Tosia z resztą też. Nie nam oceniać co warto było zrobić, bo nie byliśmy w tej sytuacji, przed takim samym wyborem. Podziwiam Cię i bardzo się cieszę z wyniku sprawy.

  2. Tak tylko się domyslalam, gdy czytałam posty, ze coś musi być na rzeczy skoro jesteś w domu tylko z jedną. Całe szczęście ze dobrze się skończyło. Dodam jeszcze ze ja swojej Idze też markizy bym nie dała. Zdrówka dziewczyny i ogromny buuuuziak :*

  3. Bardzo się cieszą ,że Tosia jest zdrowa. Czytałam ten post u boku z moją malą córeczką, która ma gorączkę. 37,7 , a ja przezywam. A co dopiero to, co wy przeszliście w ostatnich tygodniach. Nie ma nic gorszego niż choroba ukochanego dziecka.

  4. Nasza Maja miala wycinane pod „lekką” narkoza guzka na szyi w styczniu. masakra.nigdy nie zapomne jak ja zabrali ode mnie okazalo sie ze to zwykly kaszak…ufff .wiec ominelo nas czekanie na wynik.Jakis koszmar to byk

  5. Przytulam Cię mocno – wiem co przeżywałaś i nie życzę tego nikomu. Nie porównuję swoich przeżyć do Twoich po urodzeniu dziewczynek , ale swoje ze starszym synem przeżyłam :
    wiem jak to jest jak widzisz swoje dziecko w karetce pod tlenem (jadące na sygnale)
    Wiem jak to jest jak dziecko musi przejść zabieg usunięcia blizny , a Ty się zastanawiasz czy mogłaś temu zapobiegać ( to dłuższa historia )
    I wreszcie wiem co to znaczy czekać na wynik ……
    I to wszystko jeden obecnie nastoletni chłopak, drugi na szczęście mi takich „atrakcji” nie zapewnił do tej pory.
    Zdrówka dla Tosi i żeby się to nigdy nie powtórzyło.

  6. Biedna Tosia 🙁 Mogę się tylko domyślać co przechodziliście całą rodziną… Najważniejsze, że z Tosię jest już wszystko dobrze i oby tak zostało.
    Dużo zdrówka dla dziewczynek a szczególne wielkie buziaki dla Tosi za odwagę w tym wszystkim co przeszła :*
    Pozdrawiam…

  7. Dzięki Bogu Tosia jest zdrowa. Obyście nie musieli takich „wakacji” nie serwować już więcej ani Zuzi ani Lence. Nie będe Was oceniać bo sama nie wiem co bym zrobiła na Waszym miejscu, więc jeśli usłyszysz negatywne komentarze na temat usypiania/nieusypiania Tosi to postaraj sie nie przejmować. Ludzie komentować będa niestety, a Ty tylko niepotrzebnie byś sobie nerwy psuła… A wiem ze napewno swoje też przeszłaś przez te trzy tygodnie.. Oby teraz było już wszystko dobrze ;-). Trzymaj sie Ada! Pozdrawiam

  8. Tosia duuzo zdrowka Ci zyczymy, 🙂 tydzien temu trafilam na Twojego bloga i tak mnie wciagnal, ze skonczylam czytac dopiero dzis… nie zerknelam na date tego posta i sie zdziwilam,ze nic nie ma dalej… Ada jestes bardzo dzielna, masz wspanialego meza…(czy on kiedys ma czas tylko dla siebie?:), i trzy wspaniale dziewczynki, cuda 🙂 tak przy okazji… wiesz, ze niema tu ani jednego zdjecia dziewczynek w czapeczce? 🙂 🙂 🙂

  9. Najważniejsze że wynik przyszedł pomyślny. To przykre, że przeszliście tak okropne chwile, a Tosia najadła się tyle strachu i wycierpiała zaś tak wiele. Nie tylko Tosia ale również jej siostry są bardzo dzielne i silne od pierwszych chwil swego życia dlatego wierzę, że w życiu sobie ze wszystkim poradzą.
    Nie przejmuj się takimi komentarzami. Oczywiście ludzie są okropni i nie popatrzą na swoje zachowanie, na swoje decyzje a oceniają kogoś mimo tego że nie wiedzą w jakiej obecnie jest sytuacji.
    Życzę Wam duuużo zdrówka i pozdrawiam,
    M.

  10. Czytam i rycze! Wyobrażam sobie to wszystko co przeżyliście.. I łzy same plyną a zwłaszcza jak Tosiek płacze i Cie woła..:(
    Moja kochana kruszynka :* :* tak się ciesze ze juz po i ze Tosiulka jest zdrowa !!! A Ty kochana napewno byłaś bardzo dzielna chociaz Tobie i mężowi pękalo serce to wiedzieliscie ze musicie i robicie to dla niej ! Brawo za odwage Tosiulko i dla Was rownież :* całuje Was mocno kochani :* :* ucałuj dziewczynki :)!
    Ps. Nie umiem wyobrazić sobie jak moja 2letnia Lenka byłaby na miejscu Tosi musieliscie odchodzić od zmysłów przez ten czas oczekiwania na wyniki.

  11. Nie chce sobie nawet wybrazac, co czulas. I mysle, ze nikt nie ma prawo krytykowac Waszych wyborow, dopoki na wlasnej skorze nie poczuje, tego, co przezyliscie. Ale najwazniejsze, ze juz po wszystkim. Zaczynamy Wam nieustajacego zdrowia.

  12. Podziwiam Cię !!
    Popieram w 100% procentach Twoją decyzję, ja rok temu byłam na miejscu Tosi.
    WIem, że dziecko przeżywa inaczej, ale dla mnie teraz każdy pobyt w szpitalu jest przepłacony łzami.
    W dzieciństwie miałam operację, moja mama była w siódmym miesiącu ciąży i nie mogła spać na rozkładanym łożku ani na fotelu, bardzo przeżyłam jak po wybudzeniu się z narkozy nikogo bliskiego przy mnie nie było.

  13. Nie chcę nawet myśleć co czuliście. Cieszę się, że wszystko już jest w porządku. Zdrówka dla dziewczynek i dla Was 🙂

  14. Jestem tu pierwszy raz. Pech chciał, że akurat na taki smutny post trafiłam. A może to i lepiej, bo mniej więcej wiem, co czułaś…
    Trzymam kciuki za Was, żeby nigdy więcej takich „wakacji” życie Wam nie fundowało. Życzę Wam zdrowia i sił, by to wszystko choć odrobinę puścić w niepamięć.

  15. Zdaję sobie sprawę, że serce Wam pękało i że mała swoje wycierpiała. Ale też bym podjęła taką decyzję jak Wy. Skoro można było uniknąć narkozy. Kto wie, czy szpitalne doświadczenia nie byłyby bardziej traumatyczne. Trzymajcie się zdrowo!

  16. Podjęliście najlepszą decyzję jaką mogliście podjąć dla Tosi w końcu kto jak nie Wy ją znacie najlepiej. Dobrze, że to już wszystko za Wami, że już ten koszmarny czas za Wami i oby nigdy więcej nie wracała do Was

  17. Nikt nie może oceniać, osądzać decyzji matki, która wie najlepiej …jesteście dzielni mała Tosieńka to mała bohaterka. Dużo zdrówka dla Waszej Rodzinki! Pozdrawiam serdecznie!

  18. Kochana, wszystkiego co najlepszego dla Tosi i dla Was. jesteście bardzo dzielni. a ją głupia pisałam że Wam zazdroszczę tego siedzenia w domku… my z mężem przeżywaliśmy usypianie naszego synka, tomografię i ten moment czekania… a najgorsze, że w trakcie nie mogliśmy być przy nim… koszmar… życzę Wam kochani wszystkiego wszystkiego cudownego i mnóstwo zdrowka 🙂

  19. Mam łzy w oczach!!!! Najbardziej dotknęło mnie do żywego to wołanie Tosi…..to, że stałaś za drzwiami i słysząłaś córkę, ja bym chyba umarła….. Nie chcę nigdy przeżyć nic podobnego i szczerze Wam współczuję….wszystkiego! Tych nerwów, tych przeżyć, ale mam wrażenie, że lekarz na którego ostatecznie trafiliście był dobry, dziecko mogło czuć się przy nim swobodnie. Życzę teraz samych spokojnych chwil i mało stresu, a najlepiej wcale!!!!! Buziaki dla dzielnej rodzinki 🙂

  20. Mieliście wybór, podjeliście decyzję najlepszą z Waszego ounktu widzenia i nikomu nic do tego. Ja takiej możliwości nie miałam – pamiętam jak dziś moje załamanie i potok łez, gdy ponownie intubowali mi niespłena dwukilogramowego syna na laserową operację oczu. NIkomu tego nie życzę!!

    Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że wynik badań jest nagatywny i Tosia jest zdrowa. Wiem jak to jest czekać na wyniki histopatologiczne (co prawda nie dziecka, ale własne. Zapewniam jednak, że i to jest cieżke), Niestey

  21. Czytam ze lzami w oczach… tyle juz przeszliscie i znow cos was dopada. To niesprawiedliwe. Ciesze sie bardzo ze jednak wyniki byly dobre to najwazniejsze!!! Kochana Tosia jest bardzo dzielna i jej rodzice rowniez! Nikt nie bedzie Cie ocenial… to Ty jestes matkom i wiesz co dla Tosi jest najlepsze. Szpitala juz w swoim zyciu Tosia miala wytarczajaco wiele… zyczyny wam duzoooo zdrowka!!!!

  22. Ehhh zawsze kiedy w grę chodzi zdrowie i życie dziecka mam ciarki. Współczuję Wam tego stresu, obyście nie musieli tego już więcej przechodzić! Zdrówka dla Tosi i siostrzyczek:-) i sił dla Was!

  23. nasz syn (wówczas 2 lata i 4 miesiące) włożył sobie do uch kawałek ziarenka orzecha włoskiego, myślisz co to ma wspólnego z waszym zabiegiem? Otóż okazało się, że nie da się go wyjąć bez znieczulenia ogólnego. W zwykłym państwowym szpitalu, powiedziałam że chcę być przy usypaniu dziecka, pielęgniarka przekazała to anestezjologowi. Lekarz przyszedł, rozmawiał wesoło ze mną i z dzieckiem które było na moich rękach, w tym czasie pielęgniarka do wenflonu wstrzyknęła powoli znieczulenie. Syn „zasną” z uśmiechem na twarzy na moich rękach i obudził się też na nich. Bałam się strasznie, wiem jakie skutki może mieć znieczulenie ogólne ale on tego nawet nie zauważył. Po obudzeniu się spytał mnie co to jest – kroplówka, odpowiedziałam, że to picie dla niego które płynie przez rączkę. Przyjrzał się uważnie i powiedział: „To sól fizjologiczna” skojarzył butelkę z małymi buteleczkami soli fizjologicznej którą często pije w domu i chciał ją wypić.
    Mina pielęgniarki która usłyszała jak on mówi „to jest sól fizjologiczna, mogę wypić?” bezcenna.

  24. dodam jeszcze, że w przypadku starszej córki która przeszła zupełnie innego rodzaju operację zdecydowaliśmy się na prywatną klinikę właśnie z powodu możliwości uczestniczenia w „zasypianiu” i budzeniu się z narkozy. Mój strach przy każdej narkozie był taki sam, ale najważniejsze było dla nas to aby być z dzieckiem w trakcie podawania środka i w trakcie wybudzania się.

  25. Dzielna jesteś, ja do dziś pamiętam jak 2 lata temu mojej córeczce w Prokocimiu na zabiegówce na żywca! szyli warge ;( nie do opisania gdy musiałam ją trzymać a ona płakała i błagała żeby przestali, za każdym razem łzy mi się cisną do oczu jak sobie to przypomnę. Córa też pamięta i czasem rozpamiętuje. Trzymajcie się wszyscy zdrowo i szczęśliwie

  26. Aż nie wiem co napisac… Jak czytałam, ze jestes z Tosią w domu i nie chcesz napisac dlaczego to czułam, ze dzieje sie cis złego. Nie spodziewałam sie jednak, ze było aż tak źle. Dzielna Kobieta z Ciebie – Bóg wiedział co robi, ze akurat Ciebie obdarzył taką cudowną trójką. Duzo zdrówka dla Was.

Skomentuj Katarzyna P Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *