
Zmarnowałam sporo czasu …
Minęło sporo czasu, zanim dojrzałam do tej decyzji. Ta czynność spędzała mi sen z powiek za każdym razem, kiedy tylko o tym pomyślałam. Robiłam to tylko wieczorami, bo przez dzień, przy dzieciach biegających po domu, nie było to zbyt bezpieczne. Jak teraz pomyślę, że praktycznie większość wieczorów spędzałam na tej czynności, a przecież mogłam robić wiele innych rzeczy, albo też leżeć pod kocykiem z ciepłą herbatką, to stwierdzam, że marnowałam sporo czasu.
Wiele moich koleżanek od lat już tego nie robi. Każda dowiedziawszy się, że to robię, pukała się w głowę i mówiła: „Ada, życie trzeba sobie ułatwiać, a nie utrudniać”. Ale ja jakoś nie potrafiłam się przełamać, żyłam w przekonaniu, że muszę to robić, bo tak trzeba, bo przecież większość matek/kobiet tak robi.
Nawet moja mama robi to od kilkunastu lat i nie da się przekonać, aby w końcu to rzucić. Twierdzi, że jak to zrobi, to czuje się lepiej, na nic moje przekonywanie o stracie czasu. Znam też takie kobiety, które nie pomijają żadnej rzeczy – tego to już kompletnie nie rozumiem. No ale skoro lubią utrudniać sobie życie… – Może kiedyś też pójdą po rozum do głowy, tak jak ja.
Moja młodsza siostra powiedziała, że w życiu nie będzie tego robić – cóż, też tak mówiłam, a robiłam i jak zaczęłam, to nie mogłam skończyć. Gdybym wiedziała, że tak łatwo przyjdzie mi nasze rozstanie, to zrezygnowałabym już dawno, no ale jak widać do wszystkich decyzji trzeba dojrzeć.
Teraz po prostu prasuję, jak mam coś włożyć!
ps. Fot Piotr Wyszyński
U nas prasuje się tylko noworodkom wszystko,przedszkolakom koszulki,a dorosłym galowe stroje:)Racja,że szkoda życia!Chyba,że dla kogoś to taka terapia;)
Ja mam inną terapie 🙂 No ale ktoś to lubi to ok 🙂
Hahaha! Ja też tak robiłam, ale odkąd mam dzieci wolę tracić czas na prasowanie wieczorami niż dokładać sobie jeszcze kwadrans przygotowań przed samym wyjściem 🙂
Mnie poranne prasowanie zajmuje kilka sekund, bo jeśli już jest coś do prasowania to jedynie koszulki bawełniane dziewczynek.
Ja porzuciłam prasowanie po urodzinach Pierworodnego. Łatwo przyszło 🙂
No widzisz, u mnie to rozstanie też przyszło łatwo i jakoś nie tęsknie za nim!
Ha ha 🙂 Ja na szczęście nigdy nie miałam z tym problemu – od zawsze, od kiedy mieszkam sama, prasowałam tylko to, co wymagało prasowania przed założeniem.
Następna mądrzejsza, ale dołączyłam do twego grona!
Odkąd zostałam matką nie pracuje praktycznie w ogóle. Wolę poświęcić chwilę więcej czasu na dokładniejsze rozwieszenie prania niż sterczenie z żelazkiem. Za to moja teściowa to maniaczka prasowania, ze skarpetami i majtkami włącznie 🙂
O matko ależ masz dokładna teściową 🙂 Ale znam takie jak ona!
Kilka lat temu po drugim porodzie (bliźnięta!) ktoś też pukając się po głowie powiedział mi – Ola po co Ty to robisz? Trać czas na coś przyjemniejszego!. Nie brakuje mi tego,nikt i nic nie ucierpiało z tego powodu, a ja zyskałam, oj wiele cennych momentów!! :))
No i piąteczka Ty moja poziomeczko 🙂
Ja porzuciłam prasowanie po urodzeniu Tosi, żeby wrócić do niego, kiedy ta zaczęła chodzić 🙂
Ja niestety porzuciłam o wiele za późno!
Nie prasuję, tylko składam pranie. 🙂
A mąż sam prasuje sobie koszule. Ja robię to od święta. 😉
Ja też już składam 🙂 a mąż prasuje sobie sam!
Ja jestem anty do prasowania mąż koszule prasuje sam w końcu ma dwie zdrowe ręce, prasować musiałam ubranka naszej Calineczki, ale tylko do momentu jak pępuszek się zagoił, a potem już nie, Lulci też nie i sobie tylko to co woła wyprasuj mnie.
Szczypto, mój mąż tez ma dwie ręce zdrowe i zawsze jeśli coś wymaga prasowania to prasuje sobie sam 🙂
JA TEŻ! też prasuję dopiero, gdy mam coś włożyć. Opanowałam technikę suszenia odzieży, co sprawia, że większość rzeczy nie wymaga prasowania. Bo przecież wystarczy pralkę ustawić tak, by nie tworzyła zagnieceń, przed powieszeniem mokrych ubrań dokładnie je strząsnąć i starać się by wisząc były jak najbardziej wyprostowane. A potem od razu pięknie składamy/wieszamy i włala! 🙂 Nie wszystkich zagnieceń nie da się uniknąć ale wielu tak 🙂
Żelazko nie staje się moim przyjacielem na kilka godzin dziennie ale na kilka minut
No widzisz kochana z tym wieszaniem jest mały problem, bo to zazwyczaj robi mój mąż i mimo tego, że proszę go aby porządnie strzepywał i ładnie wieszał to robi to po męsku 🙂
Hi hi hi 🙂 Prasowałam jak młoda się urodziła….teraz robię to tylko wtedy, gdy trzeba coś ubrać 🙂 Tekst dobry, trzymający w niepewności i napięciu!
I taki miał być 🙂
Lubię prasować, nie jest to dla mnie problem, jednak nigdy nie robiłam tak, że po ściągnięciu prania z suszarki od razu zabierałam się za prasowanie. Zawsze wieczorem przygotowuję ubrania na rano i te (ewentualnie, bo nie zawsze tego wymagają) prasuję.
No widzisz, a ja składałam prane do kosza na prasowanie i tak rosła ta górka z dnia na dzień i czasem już w szafkach mało co było bo wszystko leżało w owym kosztu. Ale teraz już górki nie ma 🙂
Dlaczego strata czasu? Rzeczywiście odkąd mam dzieci nie prasuje wszystkiego, np. bielizny, recznikow, czy dopasowanych dzianin, które pięknie same prasują się na ciele. Ale nie wyobrażam sobie codziennie przed wyjściem męża do pracy prasować mu koszule, skoro wyprasowane wcześniej w szafie mają się świetnie. W zasadzie większość odzieży wyprasowana i złożona do szafy po wyjęciu nadaje się do noszenia. Stratą czasu byłoby ciągłe rozkładanie deski, żeby każdemu członkowi rodziny prasować cos indywidualnie przed wyjściem.
A tak na marginesie-uwielbiam prasować;)
Pozdrawiam
Mój mąż nie chodzi w koszulach, a jeśli jego rzeczy wymagają prasowania to prasuje sobie sam. Jedyną rzeczą jaką prasuje to koszulki bawełniane dziewczynek i to nie zawsze, bo nie zawsze tego wymagają. Jeśli już muszę coś wyprasować przed wyjściem to nie robię tego na desce tylko na ręczniku na płytkach i zajmuje to kilka sekund 🙂
Hihihi, tak mi się zrobiło po zakupie suszarki i urodzeniu 4 Dziecka
Ada.. tyle życia Ci tłumaczyłam 😉 Co się stało, że wreszcie dojrzałaś? 🙂
Ja nie lubię prasować ani nawet za bardzo nie umiem ze względu na moją wrodzoną niecierpliwość. Zawsze mężuś prasował. Teraz mężuś już też nie prasuje i bardzo się cieszę, bo mamy fajniejsze wieczory:-), aaa… chyba że do kościoła tuż przed wyjściem:-).
Wiedziałam! !!!!!!!!! OD RAZU WIEDZIALAM ŻE CHODZI O PRASOWANIE. JA Z MOIM ZELAZKIEM WIDUJĘ SIĘ BARDZO RZADKO.