ZOO i …

Pogoda sprzyja na siedzenie nad rzeczką i blogosfera zamilkła, ale znalazłam chwilkę żeby coś naskrobać.
Post o naszej wycieczce do ZOO miał pojawić się już dawno, gdzieś się mi zawieruszył, ale na szczęście już się odnalazł 🙂
To były nasze drugie odwiedziny w Krakowskim ZOO. Specjalnie na tę okazję zgłosiliśmy z mężem wolne w pracy w środku tygodnia, ponieważ w weekendy ZOO jest niesamowicie oblegane przez turystów.
Pogoda była rewelacyjna, grzało słoneczko i wiał lekki wiaterek, lepiej być już nie mogło. Zapakowaliśmy plecaki i w drogę.
Po wejściu za bramy dziewczynki były tak podekscytowane ilością zwierząt, że nie wiedziały na którym oczy zatrzymać 🙂 Goniły od klatki do klatki krzycząc: „Popatrz! – ptaszek, sowa, bocian, kotek”. Ludzi było tak mało, że mogliśmy swobodnie podchodzić od boksu do boksu.
Po kilku latach w ZOO pojawił się nowy wybieg dla żyraf i właśnie przy nich zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek.

Rozmówki 🙂

Mamy pecha bo za każdym razem kiedy jesteśmy w ZOO duże zwierzaki takie jak lwy, pantery czy tygrysy ucinają sobie drzemkę. I tak sobie spały i miały w nosie wszystkich turystów 🙂
Największą atrakcją dla dziewczynek było MINI ZOO, spędziliśmy w nim ponad godzinę. W swoim żywiole była Antonina, ale co tam wyrabiała opiszę w osobnym poście 🙂
Największy ubaw mam zawsze przy klatce z małpami, są dla mnie strasznie śmieszne zresztą naszym dziewczynkom też bardzo się spodobały, goniły wzdłuż płotu pokazując na nie paluszkami.
Spędziliśmy w ZOO ponad trzy godziny, dziewczynki były tak zmęczone, że padły zaraz po wejściu do samochodu.
Pojechaliśmy na obiad do znanej nam już restauracji, byliśmy bardzo zaskoczeni niestety negatywnie. Kelner nie wiedział co jest w ofercie na obiad dnia, piec na pizze o godzinie 13 nie był jeszcze rozgrzany, a w zupie jarzynowej była tylko marchewka. Porażka na całej linii.
Na ten dzień zaplanowaliśmy również odwiedzenie Smoka Wawelskiego. W sumie to nigdy w życiu nie byłam przy smoku, a dziwne bo na Wawelu byłam wiele razy. Będąc w Krakowie nie mogło zabraknąć nas w Rynku, a że kocham to miejsce to poszliśmy nakarmić gołębie. W pewnym momencie w Rynku pojawiła się grupa Japończyków, dla których staliśmy się głównym obiektem zainteresowania. Stali jeden obok drugiego i robili nam zdjęcia.
Na koniec wycieczki pyszne lody na Grodzkiej i w drogę do domu…
Fajnie jest tak zrobić sobie labę od pracy w środku tygodnia – polecam wszystkim.

Mamo dość tych zdjęć…

No dobra jeszcze się uśmiechnę, ale ostatni raz 🙂

Widzisz Lenka….

Gang „M”

Wygłupy z tatuśkiem

Bałagan zrobimy też tutaj – a co tam 🙂

Mama z tatą niech też mają wspólne zdjęcie 🙂

18 Replies to “ZOO i …”

  1. Lubię Was oglądać. Tworzycie taką cudowną rodzinkę. Ja to Cię podziwiam jak dałaś radę ogarnąć takie trzy kruszynki na raz, kiedy były malutkie. Brakuje jeszcze chłopczyka między tymi małymi gwiazdami do kompletu 🙂
    Zazdroszczę wyjazdu i pięknie wyglądaliscie a Ty z dnia na dzień co raz bardziej promieniejesz 🙂
    Pozdrawiam całą piąteczkę!

  2. Przypomniały mi się te nasze pierwsze wycieczki do krakowskiego zoo 😉 dla dzieci to wielka frajda ( i nie tylko;-)) Fajnie we trzy wyglądają, zwłaszcza jak dyskutują w plecaczkach na sobie 😉

Skomentuj Szczypta o Mnie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *