Życiówka Mamy

Dziś będę się chwalić. A co? nie mogę? Skoro sama zapracowałam sobie na ten sukces. Nikt za mnie tego nie zrobił i nie prowadził mnie za rękę. Chociaż przepraszam, za rękę mnie nie prowadził, ale za to nadawał tempa i za to dziękuje Panu w niebieskich spodenkach 🙂

Ci którzy śledzą nasz fanpage pewnie wiedzą o czym mowa, a tym którzy nie wiedzą już wszystko tłumaczę. W dniu 11 listopada mama Adulka biegła w Biegu Niepodległości na 10 km i podczas owego biegu padła moja życiówka, bo przebiegłam ten dystans w 55:01 minut!!! Jestem z siebie niesamowicie dumna, bo dużą część trasy biegłam pod wiatr, a to nie lada wyczyn. Musiałam walczyć z oporem wiatru, który łykałam.  Dlatego gdy wbiegałam na metę i zobaczyłam czas byłam trochę zdziwiona, bo byłam przekonana, że nie udało mi się pobić czasu z zeszłego roku czyli 56:33.

Jeszcze większe zaskoczenie miałam podczas odczytywania wyników, bo okazało się, ze zajęłam trzeciej miejsce w mojej kategorii wiekowej.  Pierwszy raz stanęłam na pudle, co było niesamowitym uczuciem.  Radość nie z tej ziemi, zwłaszcza, że człowiek się w ogóle na to nie nastawia (zostałam tylko po to, aby sprawdzić dokładny czas) Tak więc zgarnęłam puchar i medal 🙂

Podczas biegu nie zabrakło mojej cudownej rodziny, która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Były dziewczynki z Wojtkiem, teściowa z teściem, Dagmara z Krzyśkiem i Lilką. Kto zna to uczucie wie, jak to jest wbiegać na metę, kiedy twoi bliscy wołają: „Ada!, Ada!, Ada!”

A jak wyglądał bieg od zaplecza? Niestety nie tylko według mnie, ale też innych biegaczy, bieg zorganizowany był kiepsko. Mimo dość wysokiego wpisowego organizatorzy nie zapewnili napojów, ani nic do jedzenie dla uczestników. Na wyniki czekaliśmy ponad dwie godziny, gdzie w rezultacie okazało się, że pomieszano czasy i na podium nie stanęły osoby, które stanąć na nim powinny. O tym, że powinny wygrać dowiedzieli się przez maila dzień później. No cóż, miejmy nadzieję, że organizatorzy wezmą sobie do serca uwagi uczestników biegu i w przyszłym roku będzie wszystko przygotowane należycie. Kolejna sprawa to słaba reklama. W porównaniu z ubiegłym rokiem, było dużo mniej uczestników, oraz kibiców.

Ale i tak najważniejsze jest to, że mama pobiła życiówkę i wraca do formy sprzed dwóch kiedy przebiegła 20km o czym pisałam tutaj.

ps. Mama i trojaki w TV 🙂 Oglądamy

IMG_4391

IMG_4403

IMG_4422

IMG_4426

IMG_4437

IMG_4436

IMG_4443

IMG_4450

page

12243590_1610498229215598_1670125777327892359_n

12227770_1001217293254057_3841915353550198038_n

8 Replies to “Życiówka Mamy”

  1. Gratulację!
    Myślę, że możesz być z siebie dumna. Jesteś dla mnie motywacją.
    Od pół roku powtarzam, że nie mam czasu na trening i w końcu mówię do siebie tak: „Jak możesz nie mieć czasu? Co prawda masz pracę i studia, ale każdy pracuje lub się uczy.” Mój wewnętrzny leń odpowiedział: „Ale jestem taka zmęczona po powrocie i ciągle coś.” A potem pomyślałam o Pani, że ma Pani pracę, męża, trojaczki a mimo to ćwiczy i pomyślałam sobie, że moim największym przeciwnikiem jestem ja sama. I w środę po półrocznej przerwie mój pierwszy trening wykonany. Dziękuję za to, że mogę brać z Pani przykład 🙂

  2. Gratulacje, brawa, wielkie brawa. Piękne uczczenie święta narodowego 🙂
    ps. my spalone kalorie uzupełnialiśmy na bieżąco pysznym jedzeniem – świętowaliśmy na Balu Niepodległości 😉

Skomentuj Proteinka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *