Życiowy rekord mamy

Przygodę z bieganiem rozpoczęłam w grudniu 2011 roku. W sumie zaraz po porodzie kiedy się „wyzbierałam” pytałam profesora czy mogę zacząć ćwiczyć, ale on kazał odczekać sześć miesięcy, żeby nie zrobiły się zrosty, spokojnie odczekałam ten czas i wzięłam się za siebie.
Tak naprawdę to zawsze dbałam o dobrą formę i nie ukrywając figurę też. Od kilku dobrych lat chodzę na fitness i uważam na to co jem, większość moich znajomych twierdzi, że przesadzam, ale dobrze mi z moją wagą (45 kg) bo gdyby było mi źle to na pewno bym to zmieniła. Ja po prostu zawsze byłam szczupła, bo też zostałam obdarowana dobrymi genami 🙂
Dobrze pamiętam dzień, w którym postanowiłam, że zaczynam biegać. Przebrałam się w dres i wyruszyłam, przebiegłam chyba 1 km i byłam tak zmęczona, że myślałam, że ducha wyzionę, sapałam, pot lał mi się po tyłku. Ale nie poddałam się, mój mąż wspierał mnie w tym moim bieganiu, ale jakoś nigdy się nie skusił na potowarzyszenie.
Z dnia na dzień przebiegałam coraz więcej, wracając robiłam brzuszki na piłce do ćwiczeń, w ten sposób wyrównywałam sobie tętno. Starałam się biegać codziennie, oczywiście były czasem wieczory (bo wtedy biegam), że wpadło coś innego i biegać się nie dało.
Kiedyś wyznaczyłam sobie za cel aby przebiec 10 km, myślałam że to niemożliwe, bo to kawał drogi do przebiegnięcia bez zatrzymywania. Po paru miesiącach 10 km nie było żadnym problemem, na tyle nawet, że podczas biegania mogłam rozmawiać przez zestaw słuchawkowy, albo z towarzyszącą mi osobą.
Zbliżały się drugie urodziny dziewczynek i któregoś dnia powiedziałam do męża – „przebiegnę 20 km do dnia urodzin dziewczynek”. Mąż myślał, że żartuję i powiedział – „dasz radę z arytmią przebiec 20 km? Przecież to kawał drogi, zastanów się czy dasz radę?”. Pomyślałam wtedy – Ja nie dam rady?! Przez kilka tygodni przygotowywałam się to tego wyjątkowego biegu, codziennie starałam się coraz dalej biec. Do 15 km dawałam radę, to 15 km było magiczne, bo ciężko było je przekroczyć, brakowało sił. Ćwiczyłam dużo w domu, starałam się wykonywać dużo ćwiczeń wysiłkowych i rozciągających. Miałam już mało czasu, wiedziałam, że nie dam rady pobiec dokładnie w dzień ich urodzin, bo organizowaliśmy przyjęcie, więc pobiegłam dzień przed czyli 2 lipca.
Przebrałam się, rozgrzałam, założyłam słuchawki z muzyką, włączyłam program do biegania i wyruszyłam. Miałam w sobie tyle siły, nogi same biegły, a ja tylko oddychałam 🙂 Wyznaczyłam sobie trasę już dużo wcześniej, dlatego biegłam przed siebie nie myśleć o tym ile przede mną. Przed wybiegnięciem prosiłam męża, aby zadzwonił do mnie kilka razy, bo już się ściemniało i szczerze mówiąc troszkę mnie to martwiło, bo biegłam w nieciekawe rejony. Pierwsze kilometry nie sprawiały mi problemu, natomiast ostatnie 3 km to szczerze mówiąc nie wiem jak przebiegłam, w słuchawkach słyszałam tylko dźwięk, który dawał znać o kolejnym przebiegniętym kilometrze. Najgorsza była ta ostatnia prosta, strasznie długa, 1 km przed domem zadzwoniłam do męża żeby odrazu otwierał mi bramę od klatki, bo jak stanę, aby zadzwonić to już się nie ruszę i będzie mnie zbierał ze schodów. Po wbiegnięciu do domu byłam mokra jak szczur, nogi nie mogły mi się zatrzymać, powoli wracało mi tętno do normy, a serce dudniło jak dzwon. Padłam na ziemię i się rozpłakałam, dlaczego? Ze szczęścia, że dałam radę.
Ten bieg zadedykowałam moim kochanych dzieciom, kto wie może na ich 18-stkę przebiegnę Maraton 🙂

Przebiegłam 20,09 km w 2 godz, 20 min. i 50 sek,  spaliłam  972 kcal, średnio 1 km przebiegałam w 7 minut. 

Zapis mojego rekordu

Jestem z siebie dumna!

15 Replies to “Życiowy rekord mamy”

  1. Witam… Podczytuję Ciebie od pewnego czasu ale nigdy nie komentowałam. Gratuluję tak wspaniałego wyniku!! Ja też biegam i zastanawiam się kiedy mi się uda przekroczyć jakiś magiczny dystans. Chyba też obiorę jakiś cel i będę do niego dąrzyć.
    Śliczne masz córeczki. Takie potrójne szczęście to skarb 🙂
    Jeśli będziesz miała ochotę zapraszam do mnie http//takienaszezycie.blogspot.com/
    Pozdrawiam 🙂

    1. Witam 🙂
      Najlepiej obrać sobie cel do którego chcemy podążać, dlatego polecam jest dużo łatwiej.
      Niestety nie mogę wejść na Twojego bloga bo wyskakuje mi komunikat że tylko dla zaproszonych gości.

  2. I my biegamy. Ale bez rekordów, ot tak, dla rozluźnienia po ciężkim dniu, dla kondycji, a przy okazji miło widzieć, że ciało się zmienia 🙂
    Gratuluję i obyś kiedyś z dumą ogłosiła, że przebiegłaś maraton 🙂

  3. Wow, podziwiam…serio!! Ja to jedynie robie kilometry popychajac wozek po osiedlu. Ok. 5km dziennie a, ze chod mam dosc szybki, wiec powiedzmy ze w ten sposob dbam o kondycje 😉

Skomentuj Ewiczka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *