3 lipca 2011 r.

Dziś mijają cztery lata od momentu, kiedy dziewczynki przyszły na świat. Jakiś czas temu opisałam dokładnie jak wyglądał ten dzień. Za każdym razem, kiedy czytam tego posta wszystko wraca. Wracają wspomnienia, wraca ból i radość. Chyba do końca życia będę sobie zadawała pytanie dlaczego tak się stało, że przyszły na świat za wcześnie … o wiele za wcześnie.

3 Lipiec 2011 r., 23:05, 23:07, 23:09

„Tak naprawdę cały okres ciąży był bardzo spokojny, leżenie, krótkie spacery, aż czasem mnie to denerwowało że muszę się tak oszczędzać. A przecież z natury jestem wulkanem energii. Oczywiste było, że nie dotrwam do 40 tygodnia ciąży, profesor od same początku mówił : „dziewczyno do 33 tygodnia daj radę”,  ja wyznaczyłam sobie że muszę dotrwać 35 tygodnia, ale niestety jedna z moich córek czyli Zuzia chciała inaczej. Postanowiła przywitać się ze światem już w 31 tygodniu. Niestety poród zaczął się w piątek wieczór, a żadnego z lekarzy z mojego oddziału nie było. Po KTG lekarz dyżurny stwierdził, że dziecko rośnie i nic się nie dzieje. Mam być spokojna, więc starałam się być. Jakoś przetrwałam noc. Modliłam się tylko : „Boże proszę Cię niech one tam jeszcze siedzą i niech jeszcze urosną, są jeszcze za maleńkie, jeśli Ty na to pozwolisz będę twarda i dam radę.” Bóg mnie wysłuchał, jeszcze całą sobotę i niedziele moje dzieci mieszkały u mnie w brzuchu. Sobota była ciężka skurcze co 8 minut, miejsca nie mogłam sobie znaleźć, nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że to już blisko rozwiązania.  Noc z soboty na niedzielę była koszmarna, Zuzia cały czas nikła na KTG, powód? rośnie! Dostałam kroplówki przeciw skurczowe, ale nie pomagały, w końcu podano mi coś, co uciszyło skurcze i zamknęłam oczy na 3 godziny. Dobrze, że nie zamknęłam ich na zawsze, ponieważ przy mojej arytmii serca nie powinnam była dostać takiego mocnego środka. Jednak ta kroplówka pomogła na jakiś czas.  Przecierpiałam całą niedzielę, a mój mąż razem ze mną przy moim łóżku. Koło 17 zostałam już sama, bo W… pojechał do domu, a ja powtarzałam sobie, Boże muszę wytrzymać do jutra, jutro będzie profesor i postanowimy co dalej. Poszłam się wykąpać, ale wracając z łazienki wiedziałam już że ta noc skończy się niestety inaczej, skurcze się nasiliły i nie byłam w stanie zrobić kroku, czop śluzowy już w kolorze zielonym zaczął odchodzić. Siostra dyżurująca przybiegła mi z pomocą, zadzwoniła na salę porodową i wtedy usłyszałam słowa których nie chciałam tego wieczora usłyszeć ; „Jedziemy na porodówkę”. Pamiętam jak czekałyśmy na windę i mówiłam do siostry : ” Ja tu zaraz wrócę”, niestety jej wzrok mówił co innego. Przyjechałyśmy na porodówkę, lekarze dyżurujący zajęli się mną od razu, podczas badania padły słowa które mną wstrząsnęły, a głos lekarki do dziś słyszę w moich uszach ” szew na szyjce macicy się zsunął, główka w kanale, rób USG i sprawdź czy jest co wyciągać” NIGDY nie zapomnę tych słów.  Badanie USG trwało dla mnie wieczność, a tak naprawdę było to najszybsze USG podczas mojej całej ciąży, wskazywałam tylko miejsca na brzuchu gdzie pisały się dzieci na KTG. Wszystkie serduszka biły! Momentalnie trafiłam na stół, szukano we mnie szwu okrężnego a dopiero potem mnie znieczulono, chyba nie muszę opisywać co wtedy przeżyłam, zaciskanie łóżka i krzyk nie pomagał w uśmierzeniu tego koszmarnego bólu. Zaraz po zerwaniu  szwu, dziecko zaczęło samo lecieć, ułożono mnie w pozycji głowa w dół, nogi w górę, żeby zdążyć mnie znieczulić i rozpocząć cesarkę. Znieczulenie było wtedy dla mnie zbawieniem, kompletnie nic mnie nie bolało, widziałam tylko jak cały personel medyczny gonił przy mnie, podając sobie narzędzia. O 23:05  miałam przy buzi Zuzie (1500g), bardzo płakała, nigdy nie zapomnę ciepła które od niej wtedy biło, była taka cudowna, piękna, o 23:07 była już Tosia (1300g) a o 23:09 Lenka (1320) (która zresztą miała być Stasiem przez okres ciąży). Niestety Tosi i Lenki mi nie pokazano, musiały od razu trafić do inkubatora. Płakałam i dziękowałam Bogu za Moje córki, nie jestem w stanie opisać słowami uczucia jakie wtedy we mnie się obudziło! Ale jednocześnie mnóstwo pytań, czy mają rączki? wszystkie paluszki? czy zdrowe?, i czy będą żyć?, przecież tak wcześnie się urodziły i są takie maleńkie.”

 

323079_228223360573879_1196390236_o

308376_228229990573216_2063233796_n (1)

474680_391296627599884_1470955149_o

1053029_555213344541544_1150402950_o

10446038_755224724540404_3747996454738563010_o

14 Replies to “3 lipca 2011 r.”

  1. Cudownie się to czytalo wiedząc ze z dziewczynami wszystko dobrze Sama jestem mama bliźniaków i tez nie obyło sie bez niespodzianek, nagle CC choć moje maluchy urodziny die s 39 tygodniu:)

  2. 3 lipca 2010 r. dzień upalny tak jak dziś, ja w białej sukni, lekko stremowana, ale bez cienia wątpliwości i z radością w sercu.
    Dziś Nasza piąta rocznica ślubu 🙂

    Najlepsze życzenia dla dziewczynek, a dla Was gratulacje. Wiele pomyślności dla Waszej piątki, uśmiechu, umiejętności wytchnienia w tym zwariowanym świecie i żeby każda rocznica urodzin była przepełniona nieskrępowaną radością i tupotem sześciu (z czasem coraz większych, ale dla Was – Rodziców wciąż maleńkich) stóp.

    Pozdrawiam ciepło,

    Natalia

  3. Dziewczynki sciaskamy was bardzoooo mocno z okazji waszych urodzinek i zyczymy wam bardzo duzo zdrowka!!!!!:* i spelnienia marzen! A Tobie kochana aby ten dzien byl bardzoo przyjmny i chociiaz na chwile pozwolil na zapomnienie tamtych chwil!

  4. Czytam bloga juz od jakiegos czasu ale jakos nigdy nie odwazylam sie skomentowac;)
    A skoro dzisiaj taka okazja, urodziny tych Trzech Slicznotek…
    Zycze Wam Kochane, wszystkiego co w zyciu najpiekniejsze, najslodsze i najlepsze;)
    Pamietajcie zawsze o sobie i o swoich rodzicach… Bo wlasnie dzieki Nim Jestescie i to Oni chca dla Was ZAWSZE jak najlepiej;-)
    Pozdrawiam serdecznie.
    Mariola

  5. To zdecydowanie był jeden z najpiękniejszych dni w Waszym życiu! Mimo, że przyszły na świat zdecydowanie za wcześnie to jak widać uporały się z tym idealnie! Twarde z nich będą kobiety! 😉

    Życzymy dużo zdrówka i wiele powodów do wzruszeń!

  6. Wyobrażam sobie co przeżywałaś, bo sama jestem zagrożona przedwczesnym porodem. Takie wpisy są dla mnie bardzo budujące, gdy czytam, że mimo wszystko, wszystko się dobrze zakończyło.
    Pozdrawiam 🙂

  7. Dobrego złe początki… 🙂 Trudny poczatek ,a całe życie słoneczne i radosne! Tego życzę Twoim ślicznym Tosi, zuzi i Lence 🙂

  8. Czytałam z takimi emocjami, jakby działo się to w tym momencie. Dzięki Bogu, że wszystko skończyło się dobrze.

    Dziewczynom życzę wszystkiego najlepszego, dużo zabawy, uśmiechu i spełnienia marzeń!!

  9. wszystkiego co najlepsze dla dziewczynek i dla Was Kochani:) spełnienia marzeń i dużo dużo zdrowia bo to najważniejsze:) jeszcze więcej miłości chęć tej to Wam chyba nie brakuje:) 🙂 i czego tylko chcecie:) (czytam regularnie ale jakoś jestem leniwa jeśli chodzi o komentarze) pozdrawiam 🙂

  10. U nas ciąża bliźniacza też nam dała w kość… Trzy miesiące leżałam plackiem w szpitalu, a chłopaki zechcieli wyjść dzień przed planowaną cesarką. Na szczęście w 38tc. Ważyli 3100g i 2800g. Dziś ważą po 12kg 🙂 Super, że wszystko dobrze się potoczyło 🙂 Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! 🙂

Skomentuj Natalia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *