
Pierwsza, druga i trzecia
Jestem mamą trojaczków, takim szczęściem obdarzyło mnie życie. Z dnia na dzień patrzę na te moje córki jak się zmieniają, jakie mają odmienne charaktery, jak są bardzo różne. Nie raz zastanawiam się nad tym jak wyglądałoby moje życie gdybym urodziła jedną z nich, a nie trzy. Nie wyobrażam sobie której mogłoby nie być, bo tak naprawdę choć zwariowane to nasze życie to bardzo je lubię. Każda z dziewczyn daje mi inną radość, inne zmartwienia, ale są. Pierwsza, druga i trzecia.
Zuzanna. Zwana przez nas Zuzią, Zuzką, Zuzoliną, Dudusiem. Jest z całej trójki najbardziej dojrzała emocjonalnie, z nią mogę porozmawiać jak z przysłowiową „starą”. Czasem zadziwia mnie swoimi pytaniami i wiedzą jaką posiada w tym wieku. Ma swój świat, kiedy włączę jej bajkę, potrafi się totalnie wyłączyć z rzeczywistości i zanim mnie usłyszy muszę do niej powiedzieć kilka razy. Uwielbia rysować, ile dostałaby czystych kartek, tyle by zrysowała. Ma swojego ulubionego misia z trojakami (miś na koszulce ma ich zdjęcie) którego pilnuje jak oka w głowie. Na noc chowa go po poduszkę, bo twierdzi, że tak się wierci w nocy, że miś przez nią ląduje na podłodze, a tam przecież jest zimno. Pod poduszką ma zresztą nie tylko misia, bo chowa tam wszystkie skarby. Kiedy pytam po co jej to pod tą poduszką, przecież niewygodnie tak pod głową, ona odpowiada, że to są jej skarby i tam są bezpieczne.
Zuzka, to taka cicha woda. Z pozoru grzeczne ułożone dziecko, ale niech jej ktoś nie daj Boże zajdzie za skórę to siwy dym. Uparciuch z niej straszny, jak sobie coś ubzdura to nie ma proszenia „Nie” i koniec, ale w sumie dobrze, bo dziewczyna wie czego chce. Najlepszy przykład mam przy porannym ubieraniu. Ja to , ona to i dla świętego spokoju ulegam.
Antonina. Zwana Tośką, Antkiem, Tolą. Uwielbia swoją małpkę, którą przywiozła ze „śmietnika” czyt. kontenera z Norwegii. Artystka z niej ogromna, kocha tańczyć i śpiewać. Kolędy śpiewa cały rok i na nic tłumaczenie, że to nie okres kolęd. Strojnisia z niej ogromna, sukienki zmienia non stop. Jest okropną estetką, przeszkadza jej nawet szew w rajstopach jak nie jest ułożony po jej myśli! Tola to mistrzyni języka, jej teksty czasem powalają, ktoś kto śledzi nasz fanpage na facebooku, czyta jej mądrości. np.
„Dziewczyny jedzą kolację.
Po chwili Tośka tak zdrowo beka w głos.
– „Łooo matko, ale se bekłam”
– „Tośka….. Dziecko…”
– „Wiem, wiem mamusiu, NIE SE TYLKO SOBIE !!! „
albo:
„Antonina siedzi i bacznie mi się przygląda.
Po chwili stwierdza:
” Mamusiu Ty jesteś w ciąży?”
Na co ze zdziwieniem odpowiadam:
„Nie noo coś Ty Antek oszalałaś, skąd w ogóle takie pytanie?”
„Mamusiu, przecież Ty masz taki brzuch… No wiesz jaki… Taki jakbyś tam nosiła dzidziusia”
„Nie Tosia, mama w brzuchu dzidziusia nie nosi”
„Ejj mamo, mamo mnie nie oszukasz….”
Od niedawna jej wielką miłością jest Kamil Stoch. Na nic nasze tłumaczenie, że Kamil ma żonę i jest dużo starszy, ona go kocha i koniec 🙂 Podczas jego skoku stoi przed telewizorem i dmucha, albo skacze jak szalona i krzyczy „Kamilku leeeeć”. I tu przytoczę jeden z monologów w wykonaniu Antki:
„Podczas jedzenia obiadu Antonina z dziwnym wyrazem twarzy ogłasza, że właśnie za moment wypadnie jej druga dolna jedynka. Nastąpił znany wszystkim rytuał włożenia zęba pod poduszkę dla Wróżki Zębuszki, po czym chwyciła w swe ręce zabawkowy telefon i dzwoni.
– „halo Kamil? No cześć! Dzwoniłam do Ciebie, ale spałeś. Wstałeś o 5 ? Ja spałam do 6. Wiesz co? Właśnie wypadł mi ząb! Nooo… Już drugi… A ty w którym Zębie mieszkasz??? „
Tośka to taki trochę egocentryk, chce aby było po jej myśli, chce nas zdominować, jak dasz jej palec ona pochłonie całą rękę. Ale wiadomo, mama z tatą się nie dają więc bywa z nią czasem ciężko.
Lena. Zwana przez nas Lenią, Lenuśką, Baśką. Jej całym światem jest playmobile, uzbierała sobie pokaźną kolekcję i potrafi siedzieć przy niej godzinami. Uwielbia bawić się w samotności, prowadzi dialog z lalkami, misiami z czym popadnie. Nasza rodzinna śmieszka i zarazem foch na poczekaniu. Nikt jak Lena nie potrafi obrazić się w sekundzie. Lena to największa obrończyni swojego taty, czasem nawet jak dla żartu zaczynam się z Wojtkiem gilgotać, ona zaraz ląduje na jego kolanach, przytula go i mówi „Mój tatuś kochany”.
Mając ponad 5 lat, ma swoją ukochaną przytulankę w postaci pieluchy zwaną „peluszką”, na szczęście pozwala sobie ją prać, albo wymienić na nową.
Lena ma niesamowitą wyobraźnię którą świetnie potrafi przelać na papier. Tworzy piękne rysunki którymi obdarowuje wszystkich w naszej rodzinie.
Jako jedyna z całej trójki w ogólne nie boi się lekarzy. Idzie do dentysty i po prostu otwiera buzie, pani robi co trzeba i wychodzimy. Podobnie jest z każdym innym specjalistą do którego idziemy, ona wie, że trzeba i nie ma gadania, niepotrzebnych łez. Tak samo jest z lekarstwami, otwiera buziola zażywa i nie marudzi, ale pewnie też dlatego, że pewne leki przyjmuje od zawsze.
Kto czyta bloga ten wie, że Lenka to 100% synek, tak przynajmniej twierdzili lekarze na USG, kiedy byłam w ciąży, i nie wiem co to się podziało, ale jak widać urodziła się Lenuśka, która kocha samochody, sport i wszelkie dziedziny związane z płcią męską 🙂
Dziewczynki mają różne fazy jeśli chodzi o ubieranie, raz coś chcą, raz upierają się na co innego, natomiast z Lenką nie ma nigdy problemu, co jej przygotuje ona bez gadania to ubiera – złote dziecko jednym słowem 🙂
Na koniec zostawiłam to co w niej cenimy najbardziej – ma niesamowicie dobre serce. Nie pozwoli nikogo skrzywdzić, nawet mrówki. Kiedy ogląda jakiś film, albo bajkę w której komuś dzieje się krzywda od razu płacze.
To trzy różne osoby, trzy różne osobowości, trzy różne charaktery – wiem dla nas też jest to czasem trudne do ogarnięcia 🙂
Trzy różne osoby z jednej mamusi i jednego tatusia. Każda inna ale i tak kocha się wszystkie jednakowo:-D
Wzruszyłam się bardzo czytając.
Dziewczyny będą miały piękną pamiątkę z Twoich wpisów.
Każda inna a niby takie same 😉
Pozdrawiam
Pięknie napisane. Pamiątka na lata dla dziewczynek. Ja mam dwie córeczki (nie całe 2 lata różnicy), dwie różne dziewczynki …. ale jakby były takie same to byłoby chyba nudno bo przy drugiej już wiedzielibyśmy co robić a tak … zawsze jest niewiadoma. No jedynie można się domyślać i czerpać z doświadczenia. A u Was to już w ogóle musi być kolorowo 🙂
Jestem ciekawa jak radzi sobie Pani z prowadzeniem domu, praca i wychowywaniem trojakow? Czy wszystko robi Pani sama czy korzysta Pani z jakiejs pomocy? Jak zorganizowac swoj czas zeby to wszystko ze soba pogodzic, a przy tym miec czas dla dzieci? Pozdrawiam