
„Strach”
Jakiś czas temu ktoś bardzo mądry powiedział mi zdanie, które zapamiętam chyba do końca życia . Powiedział to profesor, który prowadził mnie przez okres ciąży, jemu zawdzięczam to, że w ogóle je mam. Szczerze mówiąc aż mnie dreszcze przeszły, kiedy to powiedział: „Będziesz jeszcze umierać ze strachu przez swoje dzieci ze sto razy do ich trzydziestki”.
I chyba to umieranie ze strachu rozpoczyna się już w okresie płodowym. Chodzimy w ciąży i tak naprawdę nie ma dnia abyśmy nie martwiły się o to czy wszystko jest w porządku. Kiedy ja leżałam z dziewczynami w ciąży to mimo badań i USG nie czułam się spokojnie, cały czas gdzieś tam z tyłu głowy był strach i obawa o to czy wszystkie rozwijają się prawidłowo. Kiedy były już po drugiej stronie brzucha i zabrano je do inkubatorów, a Wojtek widział je wcześniej, pierwsze o co go zapytałam to czy mają ręce, nogi, paluszki, czy są zdrowe. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego jaka lekcja życia mnie czeka.
Co noc siedzę przy ich łóżkach głaszcze je po głowach i dziękuje Bogu, że je mam. Mimo, że mają już pięć lat czasem nie dowierzam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Boje się, że któregoś dnia się obudzę i okaże się, że to był tylko sen. Kiedy staram się ogarnąć wszystko myślami, tę ciąże, poród, a potem nasz powrót do domu wydaje mi się, że to wszystko nie jest do przejścia, że normalny człowiek nie jest w stanie tego wszystkiego przyjąć i wykonać. A jednak przeżyłam to i trwam w tym całym naszym życiu każdego dnia, mimo, że czasem jest ciężko.
Pamiętam kiedy stawiały swoje pierwsze kroki, uwielbiałam ten widok chwiejących nóżek i wystającego kuperka i to „bam” które padało za każdym razem, kiedy przyciągała grawitacja. W tym czasie był strach o to czy nie wybiją sobie ledwo wyrośniętych zębów. Potem lekcja samodzielnego jedzenia i obawa czy nie powybijają sobie nawzajem widelcami oczu. Tak naprawdę każdy kolejny etap w ich życiu był dla nich i nas czymś nowym, dlatego przy każdej sytuacji towarzyszył lekki strach.
A przyszłość? Każdy wybór naszych dzieci będzie budził w nas strach i niepokój czy aby na pewno dobrze obrały cel swojego życia, poradzą sobie w szkole, na studiach, czy na swojej drodze spotkają dobrych i życzliwych ludzi, czy jeśli założą swoją rodzinę będą szczęśliwe.
Wiem, że nie ma dobrej instrukcji obsługi na życie, ale wiem też że teraz nasza rola jako rodziców jest bardzo ważna i to jak my naszym dzieciom pokażemy świat i przekażemy jego dobre i złe strony będzie rzutowało na ich przyszłości. Może wtedy będziemy ciut spokojniejsi, ale prawda jest taka, że to „umieranie” za nasze dzieci nie skończy się tylko na ich trzydziestce, a będzie trwało do ostatnich naszych dni, bo w końcu jesteśmy rodzicami własnych dzieci .
Dokladnie, rozumiem Cie w 100%, co z tego ze lekarz mówi jak my kobiety i tak wiemy swoje i czujemy obawy przed tym co będzie, każdy dzień jest nowością czymś co zaskakuje jeszcze bardziej, ale tez każdy dzień czy to ciąży czy macierzyństwa jest cholernie trudny, boisz sie czy mimo tego ze lekarz zapewnił czy cos złego „ukrytego” sie nie dzieje, czy to ze patrzysz na swoje dziecko i powierzchownie nic się nie dzieje masz obawy czy cos złego w.srodku sie nie dzieje, mówią ze ciąża to nie choroba ale to gowno prawda, czasem bzdura wystarczy i juz się cos złego dzieje zwykle kichnięcie moze nieść za sobą fatalne skutki (wiem bo gdy miałam odklejone lozysko i jednocześnie nie bylo wiadomo czy brzdąc przezyje pytając lekarza co jest tego powodem on spojrzał na mnie i powiedzial „proszę pani, mogla sobie pani kichnąć i łożysko sie odkleilo” ) nie ma reguły ale taka rola nas matek żeby byc przy naszych pociechach, a to ze się martwimy jest juz chyba wpisane w slowo „mama” 🙂
Pięknie napisane, BRAWO Ty Ada. Dokładnie to samo siedzi we mnie. Dzięki za ten post .