Ada, tak nie wypada

Dziś będzie o mnie, czyli o osobie mierzącej zaledwie 156 cm w kapeluszu. Nie raz już tutaj wypominałam, że było ze mnie niezłe ziółeczko, dawałam w kość nie tylko rodzicom, ale też nauczycielom w szkole. Jak się coś działo, to pewne było, że to Ada.  Wszędzie było mnie pełno, taka ze mnie mała łobuziara.

Nigdy nie byłam orłem, migałam się od szkoły jak mogłam, ściągałam już od podstawówki, a dokładnie od trzeciej klasy…
Pisaliśmy dyktando, wydawało mi się, że nikt nie widzi, że wyciągam kartkę formatu A4. Oczywiście na niej wypisane wszystkie słówka z których było owo dyktando. Napisałam, zadowolona oddałam swoją kartkę i poszłam do domu. Na następny dzień tatuś wezwany do szkoły, oczywiście córusia nie wie co nabroiła, przecież nikt nie widział, że ściągam 🙂 A pani wychowawczyni z ogromnym oburzeniem informuje tatę, że w sumie to nigdy się jej jeszcze nie zdarzyło, aby uczeń  w nauczaniu początkowym ściągał na dyktandzie i jestem jej pierwszym przypadkiem!!!

Kiedy poszłam do szkoły średniej, jakoś mi się nie odmieniło i nadal unikałam szkoły jak ognia. Lekcje zazwyczaj miałam popołudniu, a komu by się chciało tak do wieczora siedzieć w szkole. Byłam ekspertem od pisania sobie zwolnień, usprawiedliwień itp… oczywiście bez zgody rodziców. Kończyły mi się pomysły powodów zwolnień, dlatego stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie czyiś pogrzeb. Pewne jest jedno, moja rodzina będzie długo żyła, bo kiedy na zebraniu  pani wychowawczyni zapytała mamę czy wszystko u nas w porządku, bo z tych wszystkich usprawiedliwień wynika, że cała nasza rodzina już nie żyje. (Do dziś wszyscy żyją i mają się dobrze :))

Zawsze podobało mi się imię Bernadetta, dlatego postanowiłam, że na bierzmowaniu jako trzecie dam sobie właśnie to imię. Ksiądz na religii kazał napisać życiorys swojego patrona. Oczywiście Adusia bezmyślnie zwaliła z książki w szkolnej bibliotece i wypracowanko oddała bez wcześniejszego przeczytania. Przyszedł dzień bierzmowania, wszyscy w ogromnym sznurze staliśmy w kolejce do ołtarza. Obok mnie moja ciocia jako świadek. Nadeszła moja kolej, i oczywiście nikogo biskup nie zapytał o swojego patrona tylko mnie. A ja stoję czerwona jak cegła i milczę jak grób. Jeden, drugi ksiądz coś mi podpowiada, ministrant się śmieje. Biskup patrzy i mówi, to może świadek powie…. świadek czerwony, pot jej pewnie płynie po plecach, ale była sprytniejsza i usłyszała co podpowiadają.
Do końca życia nie zapomnę kim była św. Bernadetta 🙂

Moi kochani rodzice zawsze dbali o to, aby ich kochana córeczka o wadze piórkowej więcej jadła. Tatuś co rano szykował mi kanapki do szkoły, a córeczka zamiast je zjadać, chowała do bocznej przegródki w plecaku. Któregoś popołudnia gdy odrabiałam lekcje przyszła do mnie mama. Rozmawiałyśmy tak sobie, a tu nagle do pokoju wbiegł nasz pies Koral. Kątem oka widziałam, że niucha coś po plecaku, odganiałam go nogą, ale on dożarty do tego mojego plecaka. Mamuśkę zaintrygowało czego on tak szuka no i otworzyła tą moją boczną przegródkę …. się działoooo 🙂

Ta historia teraz po latach jest śmieszna, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu. Była zima, na zewnątrz jakieś minus 10 stopni, wracałam ze szkoły z moimi dwoma kolegami.  Oczywiście ja to nie mogłam spokojnie wracać prosto do domu, zawsze musiałam gdzieś zboczyć. I tak było tym razem. Poszliśmy nad Kamienicę zobaczyć jak rzeka płynie pod lodem. I co ? tak kukałam, że wpadłam praktycznie po szyje, mój stylowy neonowy plecak uratował mi życie bo pewnie bym utonęła. Chłopaki wyłowili mnie z wody i po kilku minutach byłam jedną kostką lodu. Nawet nie wiecie jak bałam się wrócić do domu … Mamusia przywitała mnie słowami „Ty to zawsze coś wymyślisz” no i wymyśliłam. Moje zimowe pływanie zakończyło się chorobą.

Każdy z nas czekał na swoja osiemnastkę i swój dowód osobisty. Dlatego ledwo skończyłam tę magiczną osiemnastkę pobiegłam do urzędu złożyć wniosek. W rubryce wzrost długo się nie zastanawiając wpisałam 160 cm. Kilka lat później wzięłam ślub z Panem M i poszłam wymienić dowód. Tym razem pomyślałam, że wpisze prawdziwy wzrost, bo jakbym, tak nie daj Boże zaginęła to będą szukać istoty z 160 cm, a nie z 156 cm, no i mnie nie odnajdą.
Składam wniosek, a pani po drugiej stronie okienka tak przygląda się mnie, dowodowi i wnioskowi, po chwili ze zdziwieniem w oczach pyta: „A to Pani się skurczyła?!” Na co ja opowiedziałam jej to co napisałam ciut wyżej. Jej mina bezcenna.

Dzisiejszego posta kończę na mojej osiemnastce. Innym razem opowiem Wam równie ciekawe historie z mojego dorosłego życia … A jest ich wiele

 

8 Replies to “Ada, tak nie wypada”

  1. Codziennie słysze jak ktos mówi „Ada to nie wypada” (poniewaz moja 15 miesieczna córeczka ma tak na imie) a ja na to odpowiadam ze jej wszystko wypada 🙂
    Super historie 🙂

      1. Mam to samo ze wzrostem…myslalam ze urosne jeszce 3 cm i wpisalam 165 do dzis nie umiem tego odkręcić bo wymieniajac wniosek z prawidłowym wzrostem i tak wpisano mi 165 zamiast 162

  2. Całe życie się za mną ta piosenka ciągnie, ale z uwielbiam moje imię 😛 😀 wszystkie Aduśki to fajne babki 😀

  3. Świetny post! przeczytałam, ponieważ przyciągnęła mnie informacja, że masz 1,56 i to jest pocieszające dla mnie, gdyż ja jestem tego samego wzrostu! nie jestem jedyna dorosła w tym wzroście

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *