„Kochany Panie Mikołaju…”

Mam czasem wrażenie, że czasy w których żyłam jako mała dziewczynka były zupełnie inne – lepsze. Byliśmy jako dzieci zacofani w wielu sprawach. Pewnie dlatego, że dostępu do internetu nie było praktycznie w ogóle, a jak coś człowiek chciał sobie sprawdzić to rodzice odsyłali do encyklopedii, albo do słownika. Teraz? teraz wpisujemy hasło w wujku google i wszystko jasne. Kiedyś nawet z ciekawości zaczęłam wpisywać „Czy św. Mikołaj …” i google sam podpowiedział „…istnieje naprawdę”.  No właśnie, moja historia z dzieciństwa jest niczym scenariusz z filmów dramatycznych!

Miałam już trochę lat na swoim koncie, kiedy dowiedziałam się prawdy, że tak naprawdę święty nie przylatuje z Laponii  z prezentami tylko kupują je rodzice – dowiedziałam się tego w  brutalny sposób.
Przychodził grudzień i mała Ada wraz ze swoim rodzeństwem siadała przy białej kartce i pisała elaborat, ogromny elaborat. Zawsze zaczynałam  „Kochany Panie Mikołaju, bardzo proszę Cię o … ” i tu padała taka lista życzeń, że zazwyczaj schodziło mi na dwie kartki.  Nie wiem dlaczego, ale jakoś nigdy nie podziękowałam za to co dostałam rok wcześniej 🙂 List kładłam na oknie i czekałam aż brodaty go zabierze. Zawsze intrygowało mnie jak on ten list zabiera? przecież okno zamknięte, drzwi od domu również, ale tłumaczyłam sobie, że pewnie ma magiczną moc i zabiera go przez okno nie otwierając go.
Kiedy przychodził sądny dzień, czyli 6 grudnia dreptałam z nogi na nogę oczekując wszystkiego czego zapragnęłam. Pamiętam jak biegałam od okna do okna i wypatrywałam, czy już idzie. Jak tylko usłyszałam dzwoneczek to chowałam się pod stół w jadalni, i tak spod tego stołu widziałam, jak wchodzi do pokoju. Oj ciężko było wyciągnąć mnie spod tego stołu. Tak się go bałam, że nie raz beczałam. Mikołaj, który do nas przychodził wyglądał przerażająco! Miał maskę, starego zmarzniętego człowieka i długą białą brodę, do tego jego głos brzmiał zupełnie obco.
Jak już udało się rodzicom wyciągnąć mnie spod tego stołu to drżącą ręką i z łzami w oczach odbierałam swój prezent. Jak tylko wychodził to w momencie rzucałam się na paczkę i sprawdzałam co z tej mojej listy życzeń przyniósł. Nie raz byłam rozczarowana, bo albo lalka miała włosy w innym kolorze, albo nie taka sukienka jaka mi się marzyła, ale trafiały się też prezenty które były dokładnie takie jakie chciałam.
Dokładnie pamiętam jak to się stało, że dowiedziałam się całej prawdy, czyli że święty nie zabiera tych moich listów, a Mikołaj to nie ten z Laponii, a przebrany mój ojciec chrzestny.
Bawiłam się z moją młodszą siostrą w dom. Ona była tatą, a ja mamą. A wiadomo jak to mama, torebkę musi mieć, więc wygrzebałam z szafy jakąś starą torebkę mojej mamy. Otwieram ją i co widzę? WSZYSTKIE MOJE LISTY DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA!!! I w tym momencie całe moje dzieciństwo związane z wiarą w prawdziwego świętego legło w gruzach! Ależ ja miałam pretensje do mamy, że ona mi tego wszystkiego nie powiedziała! Byłam zła na rodziców i jednocześnie było mi bardzo przykro, że teraz cała magia prysła, że nie będzie już pisania listów i oczekiwania na brodatego.
Potem oczywiście zaczęłam kojarzyć pewne fakty, że mama kilka dni przed 6 grudnia chowała się do piwnicy i coś szeleściło, że czasem podpytywała, że gdyby Mikołaj nie znalazł tego czy tamtego, czy może być coś innego.

Piękny był ten czas kiedy jeszcze wierzyłam. Ta radość i emocje z tym związane były tak ogromne, że pamiętam je do dziś, dlatego mam nadzieję, że któryś z życzliwych kolegów, lub koleżanek moich dzieci nie zdradzi im tak szybko prawdy. Bardzo cieszy mnie widok dziewczynek, które z wypiekami na twarzy grzebią w tych swoich paczkach. Chociaż doskonale pamiętam, kiedy dwa lata temu Tośka po wejściu do domu Mikołaja powiedziała ” Ten Mikołaj to dziadek Artur, bo ma takie same buty…”. Mimo tego incydentu ciągle wierzą, tylko mówią, że ten z przedszkola to jego pomocnik, bo przecież nie zdążyłby odwiedzić wszystkich dzieci na świecie.

Przygotowania świąteczne, idą pełną parą w domach pachnie piernikami, suszonymi pomarańczami, pysznymi potrawami wigilijnymi, dlatego korzystając z okazji pojawienia się posta poniekąd trochę świątecznego, bo przecież święty Mikołaj przychodzi również w święta…

 ŻYCZĘ WAM ABYŚCIE NIE ZGUBILI PRAWDZIWEGO SENSU ŚWIĄT. ABYŚCIE PAMIĘTALI, ŻE NAJCENNIEJSZE SĄ DROBNE GESTY, A NIE DROGIE PREZENTY, ŻE PIĘKNIEJ JEST DAWAĆ INNYM COŚ OD SIEBIE NIŻ TYLKO BRAĆ. PODZIĘKUJCIE RODZICOM ZA ŻYCIE, PRZYTULCIE RODZEŃSTWO, POCAŁUJCIE BABCIE I DZIADKA –
POWIEDZ KOCHAM BLISKIM TWEMU SERCU . 

 

ps. Któregoś wieczoru powiedziałam do Pana M – „Może wyłączymy media społecznościowe na te Święta?” na co bez zastanowienia odpowiedział – „DOBRA”. Więc tego roku Dwa+Trzy wyłącza się z internetów na czas świąt, do czego zachęcam i Was kochani ♥

2 Replies to “„Kochany Panie Mikołaju…””

  1. Piękne wspomnienia i piękne życzenia. My też się wyłączamy na ten czas.
    A Wam życzę ludzkiej dobroci wokół i poczucia, że jest tak jak ma być i zdrowia, bo ono najważniejsze.
    Ho ho ho!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *